nr. 82
VICTORIA, BC,
LISTOPAD 2017
NavBar

INFORMACJE 
LOKALNE
ważne adresy i kontakty

REKLAMA
Polskie delikatesy
w Victorii


NADCHODZĄCE IMPREZY
I WYDARZENIA

Sw. Mikołaj
Dom Polski
10 grudnia

Zabawa Sylwestrowa
Dom Polski
31 grudnia


ARTYKUŁY

Bibliotekarka
dyżurna


E.Caputa-
Dzien Niepodległości

w Domu Polskimę

E. Starosta-
Ojczyzna polszczyzna

język polski

S. Rdesiński
Flis

odrzański

W.A.Lasocki -
Pod znakiem
żubrai

w Białowieży

E.Kamiński-
Zapiski"

ciąg dalszy

Z.Kossak-
Andrzejki

i wróżby

E.Caputa-
Liście


W.Widział-
Na dwa głosy
z kanadyjskiej kuchni

Gravlax
z kanadyjskiej kuchni

Fotografika
i poezja-
Obywatele świata


Helena Mniszkówna
Trędowata

odc. 37

Rozmaitości

Indeks autorów

z Mniszkówny przepisala ECK

Trendowata
(wersja odkurzona) cz. 37

Na Głębowice, odwieczna siedziba Michorowskich, mogła zajmować pierwszorzędne miejsce wśród najwspanialszych rezydencji kraju. Staroświecka powaga i przepych, cechy jej główne uwydatniały magnacką potęgę. Trochę ciężki styl feudalny łagodziły nowożytne freski komfortu, z wielkim smakiem i umiejętnością wplecione w stare ramy zamierzchłych czasów.
Wyglądało to jak delikatny haft na ciężkiej brokateli i tworzyło całość wspaniałą.
Gmach zamkowy był potężny, Środkowy korpus ogromny poprzerzynany szeregami wysokich okien, kilkupiętrowy stanowił dobre oparcie dla obu skrzydeł. Ozdobionych wieżyczkami i wysokiej ogromnej baszty, na której powiewała chorągiew Michorowskich. Na wieży umieszczono obserwatorium astronomiczne. Dwie boczne odnogi zamku, niezbyt długie zamykała niby klamrą trzecia poprzeczną, która nazwano „nad arkadami” z powodu wysokich sklepień w bramie. Tu na parterze znajdowała się starożytna sala sejmikowa, a na pierwszym piętrze zbrojownia.
Wewnętrzny dziedziniec otaczały krużganki proste i narożne zdobne w murowane filary i poręcze. Wielki gazon kwiatowy otaczał starannie przycięty żywopłot. Tam, wśród karłowatych piramidalnych krzewów rozrzuconych pojedynczo na trawniku, wśród kwiatowego dywanu stał wodotrysk z zielonego marmuru z basenem wypełnionym wodą i mitologiczną grupą na skale. Grupa przedstawiała Neptuna i nimfę owiniętym wężem. Z paszczy węża i ze skały, w którą Neptun uderzał trójzębem, wytryskiwały grube sznury wody, spadające do basenów rozwianą kaskadą. Na prawym narożniku zamkowego korpusu wznosił się taras nieduży sięgający pierwszego piętra, z żelazną poręczą, oplecioną różami. Cały ten ogród wiszący ozdabiały drzewa cyprysów, kulistych pomarańcz, cedrów i mirtów. Portyk, wsparty na ośmiu kamiennych filarach, miał na szczycie herb Michorowskich. Schody i posadzka z jasnych płyt. Nad drzwiami widniał napis z wypukłych liter : „Gość w dom, Bóg w dom.” Gmach zamkowy od strony rzeki oddzielały pyszne tarasy na sklepionych arkadach kamiennych i marmurowych sięgających drugiego piętra.
Głębowicze słynęły ze swych tarasów i gustownych urządzeń. Parter zamkowy zdobiła długa weranda z białego marmuru, opleciona bluszczem, z alabastrowymi posągami bogów greckich. W jednym załomie murów świecił żętymi szybami ogród zimowy.
Z tarasów roztaczały się piękne widoki parku i angielskich ogrodów; więc słynna dolina róż, groty układane ze skał, jedna z czerwonej gliny, druga biała w kształcie świątyni greckiej, biały pawilon letni mieszczący w sobie akwarium, plac tenisowy z ładną altaną, gdzie podczas gry stawiano chodniki, wreszcie wspaniałe wiadukty zielone do spacerów i grupy drzew egzotycznych na pluszowych trawnikach i wijące się wstęgi ulic.
Mnóstwo kwiatów, posągów altanek tuneli zielonych. Sadzawki w kępach irysów i biel łabędzi, fontanny marmurowe, ławeczki i mostki. Na górce usypanej umyślnie stał wysoki marmurowy słup z figurką Matki Boskiej Łaskawej, otoczonej cyprysami. Stok z góry do rzeki wykładały niezmiernie szerokie, marmurowe schody, zakończone dość wąską platformą, tworzącą przystań. Tu na brzegach wznosiły się dwie potężne syreny również z marmuru. Schody i łodzie na rzece obok przystani były jednym z piękniejszych widoków w parku. Wszędzie stały gęsto slupy elektryczne.
Wspaniałość książęca i niewysłowiony czar porwały wzrok, pobudziły zmysły.
Czuło się tu miliony i silną kochającą rękę, która kierowała wszystkim, nie żałując wkładu na utrzymanie starej siedziby pradziadów.
Waldemar kochał Głębowicze, czuł do nich przywiązanie synowskie, a typowy poważny ton, panujący tu wszechwładnie pomimo nowoczesnych dodatków, był jego chlubą. Włożył w niego cale serce, po odzyskaniu.
Zamek, park, zwierzyniec utrzymywał tak samo wzorowo jak i budynki gospodarcze. Stajnie glębowickie Waldemar wprost pieścił, czyniąc z nich istne pałace.
Ale do ozdób w zamku i parku nie dodawał nic nowego, siły swe i zdolności kierując na coś bardziej pożytecznego. Prócz stajni do jego namiętności należała jeszcze zbrojownia i zwierzyniec.
Charakterystycznym był w zamku pokój sypialny ordynata, odróżniającego się od wkoło panującego przepychu spartańską prostotą. Niezbyt duży zawierał sprzęty konieczne i wyłącznie dębowe. Nie miał firanek, dywanów i rzeczy ozdobnych. Łóżko dębowe okrywała wielka skóra białego niedźwiedzia, upolowanego przez ordynata w podróży na północ. Nad łóżkiem wisiała ulubiona bron w kilku odmianach, a naprzeciw duży portret matki, Elżbiety Januszkowej, w ciężkich bogatych ramach, w głowach zaś łóżka pamiątkowy krucyfiks żelazny z XIV wieku. Ten magnat i milioner osobiście posiadał skromne wymagania.
Pan Maciej chodząc po głębowiczach, cieszył się z uśmiechem przypominał sobie, jak wszyscy z powątpiewaniem patrzyli na ulepszenia i remonty prowadzone przez młodego ordynata. Krytykowali go, nie wierząc, aby taki magnat i hulaka mógł coś dobrego sprawić. Wiedzieli, że skończył Hallę, lecz niektórzy nawet w to nie wierzyli, dopiero po dłuższym czasie, widząc jego energię i świetne wyniki we wszystkim, uwierzyli, że ten hulaka może być dzielnym obywatelem kraju i sumiennym pracownikiem.
Na przepych i znakomite urządzanie głębowickie goście spoglądali z podziwem, ale różnym: Pan Maciej i księżna spoglądali z dumą, Trestka z zazdrością, książę Podhorecki z żalem.
- Miałem i ja kiedyś wiele, teraz mam tylko długi – myślał.
Baron Weyher na równi ze Stefcią zwiedzał Głębowicze, chodził, więc trochę odurzony, mrucząc pod wąsem:
- Wersal….Drugi Wersal!
Hrabina Ćwiklicka i panna Paula rozmarzyły się, z panią Idalią przebiegały cieplarnie, głosząc zachwyt nad każdym kwiatkiem. Pannę Ritę trudno było wyciągnąć ze stajni. Mówiła, że choćby raz pragnie się uraczyć końmi glębowieckim. Tylko hrabia Ćwilecki z panną Michaliną spacerowali sennie po parku bez marzeń i zachwytów. Stefci towarzyszył Wilchelm Szeliga. Lucia biegała sama, widocznie czymś podniecona.
Waldemar dla wszystkich gości miał czas, przyjmował ich po królewsku dając zupełną swobodę.
Z Lucią Stefcia miała kłopot. >

CDN

Przejdź dalej

Napisz do Redakcji