nr. 78
VICTORIA, BC,
MARZEC 2017
NavBar

INFORMACJE 
LOKALNE
ważne adresy i kontakty

REKLAMA
Polskie delikatesy
w Victorii


NADCHODZĄCE IMPREZY
I WYDARZENIA

Teatr Brawo
Ożenek

Dom Polski
2 kwietnia

Wielkanocne Jajeczko
Dom Polski
24 kwietnia


ARTYKUŁY

Od Redakcji

E.Korzeniowska-
Dzień Kobiet

dawniej i teraz

A.Ibis-
Ordonka

przedwojenna gwiazda

E.Korzeniowska
Rewolucje

w modzie

Chłodnym okiem
Między Panem
Studentami i Plebanem

E.Kamiński-
Krąg śmierci

Zesłańcy - ciąg dalszy

L. Mongard-
Zioła witalności


M.Lachowski-
Teatr Brawo

informacje

CIEKAWOSTKI
z bliska i daleka

Kobieta w malarstwie
polskim

galeria Stron

Helena Mniszkówna
Trędowata

odc. 33

Rozmaitości

Indeks autorów

z Mniszkówny przepisala ECK

Trendowata
(wersja odkurzona) cz. 33

- Ale cóż znowu! – zawołała Stefcia. – Pan Trestka niewart nawet podnieść oczu na panią.
Tyle szczerości było w jej słowach, że panna Rita z życzliwością przyglądała jej się przez chwilę.
- Pani ma dobry gust! Ja sama wiem, że jestem więcej warta od niego, chociaż znowu nie tak dalece, jak pani mówi. Dobrego gustu dowiodła pani również odtrącając Prątnickiego. To typ bardzo nieciekawy i także nie wart pani.
Stefci zrobiło się przykro. Odrzekła z prostotą:
- Nie pani, ja go nie odtrąciłam. To tylko okoliczności złożyły się dla mnie takie szczęśliwe.
- Ale, inicjatywa zerwania od pani wyszła?
- Nie, zerwał mój ojciec.
- Który, pewnie lepiej się na nim poznał.
- Niewątpliwie.
- Bądź, co bądź za usunięcie tego pana ze Słodkowic należy się ordynatowi wdzięczność. A czy pani wie, jaki jest główny powód wyjazdu Prątnickiego? Domyśla się pani?
- Główną przyczyną była Lucia i zabiegi Prątnickiego – odpowiedziała zagadnięta. – Ale zdaje się, że coś tam jeszcze zginęło…
- To tak się mówi. Ale to znaczy, że pani nic nie wie. Prątnicki usunięty został jedynie z pani powodu.
- Z mojego powodu? Nie rozumiem.
- Tak, a raczej. On pani dokuczał, co gniewało ordynata, a denerwowało pana Macieja. Nie mogli na to pozwolić. Jedna Idalka była bierna, ale kto ją zna, ten wie, że inną być nie potrafi. Ta kobieta ma ciało i kości, lecz wątpię czy ma w sobie krew…chyba tak błękitną, że aż zwodniałą. W ostatniej chwili oburzyły ją zamiary tego pana, jednak przedtem bawił ją znakomicie. Wyprawił go stąd głównie Waldemar. Mogę panią śmiało zapewnić, że w obu Michorowskich ma pani wielkich, wyjątkowych przyjaciół.
Nacisk w wyrazie „wyjątkowych” nie podobał się Stefci. Odrzekła żywo:
- Wdzięczna im jestem bardzo, ale chyba i pani Elzonowska mi sprzyja?
- Ona panią bardzo lubi, a Lucia jest w pani rozkochana.
- To dobra dziewczyna. Biedactwo! Ma do mnie trochę żalu za wyjazd Prątnickiego, domyśla się, że rozmawiałam o nim z panem Maciejem.
- Ech, to dziecinada! – zawołała panna Rita – prędko się zaczęło i prędko się skończy.
- Daj Boże! Zawsze mnie to martwi.
Dochodziły do cieplarni. Stary ogrodnik podlewał kwiaty wazonowe, dopomagała mu czerada młodych przystojnych ogrodników. Panna Rita przyglądała się im z admiracją. Słońce zaszło za drzewa parku, spływając ognistą kulą coraz niżej, różowa łuna oświecała kwiaty, lśniła na szybach cieplarni.
Stefcia zaczęła pokazywać Ricie ulubione kwiaty, wymieniając ich nazwy. Ożywiona, uśmiechnięta, podnosiła ciężkie doniczki, wąchając rośliny. Panna Rita w długiej amazonce, oparta o szybę cieplarni, przyglądała się jej z uwagą. Dziwił ją ogrodnik, który wpatrywał się w Stefcie jak w tęczę. Stary ten człowiek od niepamiętnych czasów pracuje w Słodkowcach, był wiecznie ponury i najczęściej nic nie mówił, tylko burczał na wszystkich. Tylko Waldemar posiadał jego łaski, a teraz jeszcze Stefcia zdołała je pozyskać.
Panna Rita myślała o Stefci.
- Czy ona może być porównywaną do tych kwiatów cieplarnianych? …Stanowczo nie. Ona to kwiat bujny, pełen życia, ogrzewany słońcem, a nie sztucznym ciepłem, kwiat wdzięczny, z delikatnym i orzeźwiającym zapachem, niepodobny do wazonowych, sztywnie poprzywiązywanych do palików. My jesteśmy obrazem tych kwiatów – myśli dalej Rita – wzięci w ramy naszej sfery, jak one w wazony, przymocowani do naszych przesądów, jak one do palików.
- O czym pani rozmyśla? – zapytała Stefcia.
- Myślę, że jest pani okropnie różna od tych doniczkowych roślin. Pani przypomina stepy usiane kwiatami, raźne, buńczuczne, a pełne poezji i muzyki.
Stefcia się roześmiała.
- To porównanie to takie maślenie, ale ładne - odrzekła.
- To nie moje porównanie, tylko ordynata. Jeszcze panią mało znałam, kiedy pan Waldemar określił mi ją w ten sposób. A! Otóż i oni.
Nadeszli panowie. Trestka patrzył na Stefcie z podniesioną głową, Waldemar szedł zamyślony. Rita odezwała się do niego:
- Czy pamięta pan porównanie panny Stefanii do ukwieconego stepu? Ja dziś przyznaję panu słuszność zupełną.
Michorowski spojrzał na Stefcie, potem na pannę Ritę i zapytał:
- Dlaczego, to dziś przyszło pani na myśl?
- Bo, panna Stefcia wśród tych kwiatów przypomina bardziej niż kiedy indziej ukwiecona łąkę.
- Nie. Zawsze stepy – rzekł Waldemar - bujne, szerokie stepu ukraińskie. Łąka to za ciasne określenie. Pani ma w sobie coś lotniejszego.
Zrobił ręką szeroki gest.
Stefcia znów się roześmiała.
- E, moi państwo, to już za wiele komplementów.
- Pani tak mówi w celu wywołania jeszcze większych – rzekł Waldemar przekornie i poszedł do oranżerii. Gdy się oddalił, Trestka poprawił dwoma palcami binokle i zawołał z miną znawcy:
- Mnie przyszło na myśl inne porównanie. Oto panna Rita jest jak posąg Pallas Ateny. Tylko brak pani tarczy, hełmu i dzidy. Ale wszystko to posiada pani…moralnie – rzekł z zagadkowym uśmiechem.
- Bardzo mnie to cieszy. To znaczy, że moralną dzidą pana ranię, moralną tarczą bronię się przed panem i…co tam jeszcze moralnego posiadam więcej? Zresztą dość o tym! Teraz pannę Stefanię proszę porównać do jakieś bogini.
Panna Stefania jest jak Wenus, która świeżo wyszła z piany morskiej.
- A pan jak Satyr, któremu nie brak złośliwości – odparła Stefcia.
- Doskonale! I rogów niech mu pani doda – zaśmiała się panna Rita.
- Pan jest niemożliwy, panie Trestka. Ja widzę, że nigdy nie nauczę pana dobrego smaku. Jak można było mnie porównać do obrzydłej starej Pallas Ateny? Myślałam, że zostanę Dianą. Pani Stefani należała się Hebbe, bogini młodości, albo Psyche. Wówczas może i pan stałby się Hermesem.
- Dziękuję pani za taki zaszczyt.
- Ha trudno. Na Jowisza pan nie wygląda. Ale dokąd poszedł ordynat?
- Rozmawia z ogrodnikiem.
- Jestem! – zawołał Michorowski – zaraz będę paniom służył.
Po chwili wszyscy wracali do pałacu.

CDN

Przejdź dalej

Napisz do Redakcji