nr. 74
VICTORIA, BC,
WRZESIEŃ 2016
NavBar

INFORMACJE 
LOKALNE
ważne adresy i kontakty

NADCHODZĄCE IMPREZY
I WYDARZENIA

W Domu Polskim
Kalendarz imprez
do końca roku

Thanksgiving
Dożynki
Dom Polski
16 pażdziernik

Polskie delikatesy
znowu mamy
w Victorii


ARTYKUŁY

Od Redakcji

J.Łukaszewski -
My imigranci

wszystkich krajów

B.Wolszczak-
Kto ty jesteś?

Polak mały!

E.Kamiński
Beniowski

cd zesłańców

E.Starosta-
Ojczyzna

ojcowizna
język polski

L. Mongard-
Len


Biesiada
w Domu Polskim

odbyła się

W.Widział-
Zbudować Myrdyrdę

tratwą po Polsce

W Galerii Stron
L.Wyczółkowski

z palety mistrza

Helena Mniszkówna
Trędowata

odc. 29

Rozmaitości
ludzie listy piszą

Indeks autorów

Władyslaw Widział

Zbudować sobie Myrdyrdę


Był lipiec 2014 roku, gdy Stefan – kapitan wraz ze swoim pierwszym oficerem Wojtkiem – zamustrowali na pokładzie TRP Myrdyrdy. Czekała ich pionierska podróż od Sanoka do Santoka drogą wodną.
Wody śródziemne stanowiły kiedyś ważny środek transportu wewnątrz lądowego. Dobrym przykładem kraju, którego handel rozwijał się dzięki dogodnemu usytuowaniu rzek była dawna Polska, z Wisłą z południa na północ płynącą przez jej środek i otwartą na morze. Wodny transport popularny był jeszcze w PRL, choć symptomy upadku były już wyraźne. Obecnie polskie drogi wodne są nieomal nieuczęszczane, mimo dobrej bazy, o czym mieli się przekonać Stefan i Wojtek podczas swojej wyprawy.
Traktowali tę podróż trzema najważniejszymi rzekami Polski, jako wielką odkrywczą przygodę, nikt tego jeszcze przed nimi nie zrobił. Podejmując takie wyzwanie dwaj panowie w wieku średnim realizowali tym być może swoje marzenia, być może rozbudzone rajdową piosenką „Tratwa blues”, którą śpiewali nie tylko w studenckich czasach. Tak można by przypuszczać, wiedząc, że Stefan, główny konstruktor tratwy był w swych akademickich czasach, znanym w poznańskim środowisku akademickim śpiewającym rajdowcem. Obaj panowie mieli przygotowanie żeglarskie i byli inżynierami, ale budowanie tratwy zajęło jednak trochę czasu. Jej główny konstruktor, Stefan poszukał najlepszej koncepcji swojej pływającej jednostki. W swoich zamierzeniach sięgał do dawnych flisackich tradycji, ale jednocześnie chciał, by jego łajba miała pewne udogodnienia cywilizacyjne, słowem by poruszała się w przestrzeni z du-chem czasu, zarówno pod względem konstrukcyjnym, technicznym jak i socjalno-bytowym. Ostatecznie TRP Myrdyrda zmaterializowała się w 2013 roku i popłynęła w próbny rejs na rzece Warcie
Pierwsze doświadczenia na wodzie uświadomił konstruktorowi/armatorowi, że by naprawdę wypłynąć na bystre wody śródlądowe na dłuższy rejs trzeba jeszcze popracować. Przez długie miesiące trwały przygotowania do realizacji ambitnego planu .
TRP Myrdyrda bardziej z nazwy niż charakteru zrobiona w nowoczesny sposób daleka jest od swego prototypu z bali drewna sterowanej przez flisaków mieszkających w szałasach stawianych na pokładzie. W dawnych czasach Wisła zapełniona była takimi jednostkami spławiającymi drewno do Gdańska. Myrdyrda ma silnik, a na jej pokładzie stoi wygodny domek campingowy zrobiony z turystycznej przyczepy. Załogę też trudno nazwać flisakami, choć podobnie jak flisacy posługiwali się czasem tzw. popychami, czyli długimi kijami przy pomocy, których wypycha się jednostki pływające z mielizn. Jak czytamy w dzienniku pokładowym z tej podróży z popychem wiążą się liczne przygody dwuosobowej załogi złożonej z kapitana i pierwszego oficera. Załoga go gubiła, po czym odnajdowała po paru dniach w innym miejscu na rzece. Były i inne przygody zapisane skrzętnie.
Obaj załoganci prowadzili Dzienniki pokładowe ilustrowane materiałem fotograficznym. Są one zajmującą lekturą, bo obok opowieści o przygodach i tych zagrażających życiu i tych mniej dramatycznych, ale zabawnych zawierają ciekawe spostrzeżenia autorów, ich refleksje, opisy interesujących miejsc i, zabytków, restauracji.
W dzień przeważnie płyną, wieczorem zatrzymują się w przybrzeżnych miejscowościach w niektórych istnieją nowoczesne mariny, czyli przystanie rzeczne powstające za unijne pieniądze z myślą o przyszłości, gdy Polska stanie się krajem o potężnym przemyśle turystycznym, lub, gdy należycie zacznie wykorzystywać swój wodny potencjał.
Te mariny wyposażone wygodnie posiadają nawet pokoje gościnne, z których obaj panowie czasami korzystaliby przypomnieć sobie jak się żyje na lądzie. Znajdują się w nich pralnie, restauracje, łazienki z prysznicami, czasem jest też jakiś punkt sprzedaży, słowem baza czeka, ale wodnych turystów jeszcze ciągle jest niewielu. Myrdyrda na swej drodze spotkała tylko kilka innych jednostek przemierzających wodny szlak. Zawierają znajomości.
Optymizmem napawają też informacje o miastach i zabytkach, które zwiedzała załoga w czasie swoich licznych postojów. Zwykle odrestaurowane, zadbane, piękniejące z roku na rok. Takim ciekawym przykładem jest Bydgoszcz ze swoją niedocenianą kiedyś starówką z Wyspą Młyńską i ”Bydgoską Wenecją”. W czasach PRL-u szara i zaniedbana do granicy slumsów część starówki, obecnie jedno z bardziej prestiżowych i reprezentacyjnych miejsc w mieście, gdzie fotografują się ślubne pary. W Bydgoszczy, gdzie ma swoja siedzibę naczelne biuro żeglugi śródlądowej, zgotowano załodze szczególnie uroczyste przyjęcie, a o rejsie rozpisywała się lokalna prasa.
- Tak. W Bydgoszczy władze miasta się zjawiły na przystani. - wspomina Stefan w parę miesięcy po wyprawie.
Bydgoszcz to miasto dwóch rzek i unikatowego w skali europejskiej najstarszego działającego kanału z kilkunastu śluzami wybudowanego w latach 1703 - 1704 łączącego Wisłę poprzez Brdę i Noteć z Odrą. W XIX wieku dokonano modernizacji kanału, a wydzielona jego część z oryginalnymi śluzami, stała się atrakcją miasta. Wzdłuż brzegów Sta-rego Kanału rozciąga się pas zieleni zwany Plantami. Dziś wpisany na listę dziedzictwa UNESCO, Stary Kanał Bydgoski to zabytek świadczący o wysoce rozwiniętej osiemnastowiecznej myśli technicznej. Kanał Bydgoski Przed II wojną uważany był za najpiękniejszą w Europie drogę wodną. Przemierzały go barki ze zbożem płynące na północ, berlinki wiozące kolonialne towary na południe, czasem statki spacerowe. Dziś niestety Bydgoski Kanał zatraca swą spławność, gdyż zarastają go wodorosty. Te wodorosty były prawdziwym utrapieniem naszych wilków rzecznych, czemu obaj dają wyraz w swoich zapiskach.
Dzienniki pokładowe pisane przez Kapitana i Pierwszego Oficera to dokładne relacje z podróży, będącej z jednej strony emocjonującą przygodą, z drugiej zaś ciekawym doświadczeniem poszerzającym horyzonty. W obiektywach załogi Polska zachwyca swą urodą. Dzięki lekturze obu dokumentów wyprawa wydaje się być bardziej przemawiajaca do wyobraźni. Po prostu chce się tam być.
Rejs od Sanoka do Santoka trwał kilkadziesiąt dni. W czasie jego trwania na pokładzie Myrdyrdy pojawiali się goście, by popłynąć po rzece przez dzień lub dwa.
- To taka wspaniała przygoda - mówili wszyscy jednym głosem.
Wysiadali, a Myrdyrda płynęła dalej aż do docelowego portu, gdzie dopłynęła 10.08.2014 >

Wszystkich zainteresowanych tą przygodą i tratwingiem po polskich rzekach odsyłam na stronę www.tratwing.eu

  Następny artykuł:

Napisz do Redakcji