nr. 73
VICTORIA, BC,
SIERPIEŃ 2016
NavBar

INFORMACJE 
LOKALNE
ważne adresy i kontakty

NADCHODZĄCE IMPREZY
I WYDARZENIA

W Domu Polskim
Kalendarz imprez
do końca roku

Piknik Polonijny
Nad Elk Lake
28 sierpnia

Biesiada
Dom Polski
3 września

Polski Festival
Vancouver
4 września


ARTYKUŁY

Od Redakcji

W. Widział -
Bitwa Warszawska

Cud nad Wisłą

P.Stokłosa-
Czereśnie

w 20 smakach

E.Kamiński
Zesłańcy

cz. 4

E.Caputa-
Poczytajcie

recenzja książki

L. Mongard-
Szałwia


M.Lachowski-
Grupa teatralna

podziękowanie

I.Lompart-
Polska Szkoła

zakończona piknikiem

W Galerii Stron
Chełmoński

Polskie pejzaże

Helena Mniszkówna
Trędowata

odc. 28

Rozmaitości
ludzie listy piszą

Indeks autorów

Edward Kaminski

Zesłańcy
cz.4


Co kilometr jeden zakatowany

Po Jakaterynburgu zmienionym na Świerdłowsk w 1924 roku, w głębokiej dolinie Uralu, pociąg skazańców dotarł do sybirskoj żelaznoj dorogi (kolei transsyberyjskiej) w Czelabińsku. Była to wówczas najdłuższa na świecie linia kolejowa - 9289 kilometrów od Moskwy do Władywostoku na Dalekim Wschodzie. Z Czelabińska do końca pozostawało jeszcze ponad 7000 kilometrów.
- Nastrój w wagonie na postoju - wspominał Stanisław - kojarzył się z ciemną, zbiorową mogiłą. Opowiadania o wielkim głodzie rozwiały mi resztkę nadziei, że ten koszmar kiedyś się skończy. Władza radziecka skazująca na śmierć głodową własnych obywateli, nas żywych nie wypuści.
Pogrzebowa atmosfera udzieliła się wszystkim. Dzień za dniem mijał do zupełnego zatracenia poczucia ubiegającego czasu. Niektórzy próbowali policzyć z pamięci na palcach dni od początku wywózki. Rozbieżności dochodziły jednak do 2 tygodni. Jeden z uwięzionych ustalił bez wątpienia - na świstku papieru ołówkiem zaznaczył kreską kolejne 64 dni. Po dłuższym milczeniu nagle ktoś wykrzyknął: to teraz mamy wigilię Bożego Narodzenia! Wszyscy zamarli. W wagonie zapanowała zupełna cisza. I właśnie w tym momencie strażnicy otwierali drzwi. Przynieśli sowieckie dania na wieczerzę - zmrożony chleb i wiadro ciepłej, niesłodzonej kawy. Zaskoczeni milczeniem, że durne Polaczki nie rzucają sie na te wspaniałości, upewniwszy się, że nikt nie zdechł, rzucili chleb na podłogę, postawili wiadro i zamknęli drzwi.
Pierwszy sięgnął po chleb najstarszy w wagonie. Odłamał cząstkę, podzielił się nim z najbliżej stojącym - obyś dożył, powiedział. Obudzeni z głębokiej zadumy, za gestem poszli wszyscy. Łamali się “opłatkiem” z komiśnego chleba, życzyli sobie przetrwania. Ktoś zaintonował kolędę “Bóg się rodzi, moc truchleje”, ale głos załamał mu się w ściśniętej krtani. Podjęli ją inni i po chwili wagon coraz głośniej rozbrzmiewał śpiewem. O dziwo! - Wtórował im następny wagon i następny. Wkrótce we wszystkich wagonach głosy leciały pod niebiosa. Wściekli strażnicy biegali od drzwi do drzwi klnąc i usiłując uciszyć buntowszczyków. W odpowiedzi zabrzmiał hymn “Jeszcze Polska nie zginęła” i “Boże coś Polskę przez tak liczne wieki”.
- Łzy nam spływały po twarzach - mówił Stanisław. Tłumiliśmy łkania. Nie chcieliśmy pokazać tym bydlakom, że można nas złamać ... aż jeden nie wytrzymał napięcia - wybuchł płaczem. Zaraził wszystkich. Słowa grzęzły nam w gardle. Nie mogłem powstrzymać spazmów, płakałem jak niemowlę. Zaprawieni życiem twardziele, nie złamani sadystycznymi torturami enkawudzistów, nie ukrywali już łez. Manifestacja przeciw sowieckiemu bezprawiu dodawała ducha i przynosiła ulgę w napięciu.
Z pobliskich warsztatów wylegli kolejarze, mechanicy i kto tam był, bynajmniej nie z pomocą dla strażników. - U nich prazdnik, Boże Rożdectwo (święto, Boże Narodzenie) - niektórzy mówili - dobryje ludy, daj im Boże.
To były pierwsze święta Bożego Narodzenia w niewoli sowieckiej. Dla niektórych ostatnie.
W duchu nie tyle świątecznym co “ betlejemskim” transport więźniów ruszył transsyberyjską trasą. Nastrój miał ze świętami tylko tyle wspólnego, że zesłańcy leżeli na słomie jak te bydlęta w stajence gdzie narodził się Syn Boży. Podobnie jak tam, w wagonie było chłodno i głodno. Jedynie słoma różniła się nieco - zawszona i pełna pluskiew.
Z każdym dniem było mroźniej. Węgiel, drewno czy brykiety torfu wydzielano jak na lekarstwo. Zesłańcy skupiali się coraz bardziej wokół piecyka, w którym ledwie się tliło. W pierwszym, wewnętrznym kręgu było cieplej. W zewnętrznym ludzie marzli. Domagali się zamiany miejscami, co odbywało się z małymi oporami, ale życie “towarzyskie” wyraźnie się ożywiło. Ludzie zastygli w sobie, we własnym nieszczęściu, ocknęli się jakby z letargu, zaczęli być bardziej rozmowni:
- Na północy Sybiru klimat surowy, zdrowszy - pocieszał jeden.
- Na południu cieplej - mówił inny - ale ludzie dożywają zaledwie czterdziestki, a na północy dociągają do setki i więcej.
- Tylko, że w niewoli na sowieckim Sybirze, w zimnie czy cieple możesz nie dociągnąć do następnego miesiąca.
- Ciekawie opowiadał nauczyciel geografii - wspominał Stanisław. Były to właściwie wykłady z geografii, historii i polityki związane z naszą przymusową podróżą. W szkole nas tego nie uczono. Miałem ukrytych kilka kartek papieru, na których robiłem notatki. Większość z tego się zatarła jak mi w gułagu zabrali ubranie do odwszenia pod gorącą parą, ale coś po latach w głowie zostało:
- Na Syberii nie było dróg. Cała prawie północna Rosja to bezkresne lasy, zarośla, bagna, błotniste łąki, grzęzawiska tajgi, tundry i stepu. Latem na polnych drogach przecinających krajobraz subarktyczny nawet i konie się topiły. Dopiero zimą można było pokonać większość terenów, konno lub pieszo. Rozlewiska i rzeki zamarzają, a wertepy wypełnia śnieg. Na olbrzymich obszarach, tuż pod powierzchnią panuje wieczna zmarzlina. W czasie krótkiego lata ziemia rozmarza tylko na głębokość 3 - 4 stóp i tworzy grzęzawiska nie do przebycia. Towary transportowano rzekami, a pomiędzy nimi przeciągano łodzie lądem. Np. z Tobolska w zachodniej Syberii do Pekinu przeciągano łodzie siedem razy. Podróż trwała nawet 3 lata.
Legendy o ogromnych skarbach ukrytych w ziemi syberyjskiej krążyły od co najmniej kilku wieków. Częściowo potwierdzali to naukowcy, geolodzy, badacze rosyjscy i polscy, których wysyłano na Syberię za nieprawomyślność wobec kolejnego carskiego despoty. Potwierdzali też zwykli traperzy. Jeden z nich Grzegorz Szelichow w 1783 roku zapuścił się nawet dalej - przez Cieśninę Beringa i założył osadę na wyspie Kodiak nieopodal Alaski. Szesnaście lat później Rosjanie założyli osadę Sitka na wyspie Baranowa. Tak się zaczęła ekspansja Rosji w tamtych rejonach. Wkrótce panujący car Aleksander II uznał Alaskę za swoją własność. Korzyści z tego miał niewiele, bo z braku dróg ściąganie podatków z takiej odległości było prawie niemożliwe. W 1867 roku sprzedał Alaskę Amerykanom za niebagatelne wówczas 7.200.000 dolarów, w przekonaniu, że wystrychnął ich na dudka. W samozadowoleniu umocnił się jeszcze bardziej gdy w USA skrytykowano Williama Sewarda - sekretarza stanu, że zapłacił tak niebotyczną cenę za “pole lodowe i polarne niedźwiedzie”. Jednym z pierwszych urzędników federalnych na Alasce został Polak Włodzimierz Krzyżanowski. Okazało się, że zakup terytorium wielkości 1/5 wszystkich ówczesnych obszarów USA był najlepszym interesem jaki zrobiono na świecie. Trzy dekady później wiadomość o tonie złota, którą przewieziono parowcem z Alaski do portu w Seattle wywołało “ gorączkę złota”. Wszystkie statki na Pacyfiku , nawet przeciekające łajby zdolne utrzymać się na wodzie ruszyły na Alaskę z poszukiwaczami fortuny.
Nie dowiedział się o tym sprzedawca Alaski. Car Aleksander II zginął wcześniej w zamachu. Nim wyzionął ducha skupiał się raczej na usprawnieniu administracji wojewodów na Syberii. Ich głównym zadaniem był regularny pobór jasaku - daniny w postaci skór upolowanych zwierząt. Zasilała ona aż w 1/3 budżet Rosji. Przykładowo w 1675 roku zebrano blisko 17 tysięcy skór soboli i ponad 6,5 tysięcy srebrnych lisów. Przetrzebienie zwierzyny leśnej doprowadziło jednak do spadku dochodu z jasaku.
Z czasem małe geologiczne odkrycia zwróciły uwagę imperatora, że ziemie kryją bogate pokłady rud metali i węgla kamiennego. W zachodniej Syberii znaleziono złoto a w następnych dekadach odkrywano też kruszec w rejonach wschodnich. Do eksploatacji złóż potrzebne były drogi. Przedsiębiorcy amerykańscy zwietrzyli interes proponując budowę kolei od Kańska w Kraju Krasnojarskim do Alaski poprzez tunel pod cieśniną Beringa. Warunkiem była koncesja na eksploatację 18 mil terenu (blisko 29 km) po obu stronach torów. Jego carskie wieliczestwo Aleksaner II zorientował się, że Amerykanie będą mieli szmat ziemi do eksploatacji z dostępem do transportu, jemu natomiast przypadną tylko tory. Długie negocjacje upadły, a car zaczął dumać nad budową kolei własnymi siłami. Carskie myślenie się przedłużało, w 1881 roku zginął w zamachu i plany oddziedziczył po nim następca, jego syn Aleksander III. Ten zaś duży, zwalisty chłop w opiniach historyków nie miał zdolności intelektualnych i lubił wypić. Mówiąc wprost - nie grzeszył inteligencją. Wychowanie w duchu pobożności i cnotliwości nie przeszkadzało mu wprowadzić bezwzględny terror. Mnożył śledztwa, aresztowania i tortury. Powołał specjalną policję “Ochranę” do infiltracji środowisk opozycyjnych. W Polsce był znienawidzonym zaborcą. O niepodległości nie było mowy. Innymi słowy wypełniał czas, “twórczo” wzmocnieniem władzy. Aż 10 następnych lat zabrało mu by dojść do wniosku, że budowę kolei rozważanej już od pół wieku trzeba jednak zacząć. Najprawdopodobniej najbardziej trafiło mu do przekonania, że transsyberyjska droga kolejowa z Petersburga i Moskwy do Władywostoku usprawni system zsyłek oponentów w najdalsze zakamarki Sybiru. Ukazem imperatora w 1891 roku rozpoczęła się największa inwestycja transportowa w historii Rosji. Do prac w tempie 600 km rocznie zmobilizowano dziesiątki tysięcy robotników, w tym więźniów
- Tory, po których jedziemy - mówił nasz wykładowca - pochłonęły 10.000 żyć zesłańców takich jak my. Na każdy, niecały kilometr wypadał 1 zakatowany nieludzkim wysiłkiem w niezwykle trudnym terenie skutym wieczną zmarzliną.

Powstanie zabajkalskie

Pociąg ze skazańcami zbliżał się do Irkucka, stolicy obwodu, jednego z najtrudniejszych odcinków budowanej trasy okrążającej południową końcówkę jeziora Bajkał do Ułan Ude. Śmierć zbierała tam obfitsze żniwo, także wśród kilkuset katorżników z Polski. To oni, doprowadzeni do ostateczności, upamiętnili Bajkał w historii zbrojnym powstaniem przeciwko carskiej władzy w 1866 roku. Powstańcy pod sztandarem Syberyjskiego Legionu Wolnych Polaków rozbroiwszy pilnujących ich straże, ruszyli wzdłuż południowego brzegu jeziora. Po drodze przyłączyły się do nich dwie partie z okolic Kułtuka i jedna w Muryniu na 200 km szlaku budowanej linii kolejowej. Uszkodzili linię telegraficzną , rekwirowali broń, konie, pojazdy i żywność z zamiarem przedostania się przez bliską tam granicę z Chinami. Drogę zagrodziły im silne oddziały wojsk carskich zaalarmowanych w Irkucku. Część zbiegów rozproszono i uciekło do tajgi, 300 zginęło w bitwie z przeważającymi siłami, 400-tu ujętym podwyższono wymiar katorgi, równoważnej z dożywociem. Siedmiu przywódców skazano na śmierć. Ostatecznie rozstrzelano czterech. Przed wykonaniem wyroku skazańcy napisali listy pożegnalne do rodzin. Wysłane najpierw do Petersburga do decyzji miłościwie tam panującego, nigdy do Polski nie dotarły. Było to osobiste polecenie cara Aleksandra II.
W Irkucku mieszkało kilkaset polskich zesłańców, których chowano na polskim cmentarzu koło kościoła zbudowanego przez Polaków. Są tam groby wielu znanych patriotów, uczestników powstań. Rozstrzelanych pochowano koło więzienia etapowego.
- Żal serce ściskał - wspominał Stanisław - że krajobraz Irkucka, niespełna 70 kilometrów od wspaniałego Bajkału, bardziej kojarzył się nam z tragicznymi dziejami naszej historii i losami naszych rodaków niż z pięknem tego zakątka.
Na początku października 1887 roku, wraz z innymi skazanymi, do Irkucka dotarł przyszły Marszałek Polski, 20 letni Józef Piłsudski za rzekomy udział w spisku na życie cara Aleksandra III. Spisek organizowali członkowie “Frakcji Terrorystycznej Narodnej Woli. Faktycznie zamieszanym w ten zamach był starszy brat Józefa - Bronisław, skazany na 15 lat pobytu na półwyspie Sachalin. Piłsudski natomiast nieświadomie pomógł zamachowcom będąc przewodnikiem po Wilnie jednego z nich, próbującego zdobyć truciznę do uśmiercenia cara. Wkrótce po przybyciu do Irkucka gdzie Piłsudski miał czekać na przeniesienie do docelowego miejsca osiedlenia w Kireńsku, w więzieniu wybuch bunt. Mimo, że nie brał w nim udziału został ciężko pobity przez strażników. Stracił wówczas dwa przednie zęby i skazano go na dodatkowe pół roku do uprzedniego wyroku pięciu lat. Pod koniec grudnia Piłsudskiego przeniesiono na północ od Irkucka do Kireńska. Z dokumentów i listów Piłsudskiego zachowało się co nieco o jego prywatnym tam życiu. W Kireńsku u polskiego socjalisty na wygnaniu - Stanisława Landego poznał siostrę pani domu, swoją pierwszą miłość, starszą od niego Leonardę Lewandowską. Brak przednich zębów nie przeszkodził w nawiązaniu głębszego uczucia. Kochankowie zamieszkali razem. Niesakramentalny związek wśród syberyjskich zesłańców nie był czymś niezwykłym, nikogo nie gorszył. Miłość ta miała też praktyczną stronę. Piłsudski wychowany w zamożnym, szlacheckim domu był wyjątkowo niezaradny w codziennych czynnościach. Potrafił jedynie zaparzyć herbatę. Reszta - pranie, sprzątanie, przygotowanie posiłków przypadła zakochanej Eleonorze. Dozgonna miłość, którą sobie przyrzekali rozwiała się w niespełna dwa lata. Piłsudski zainteresował sie innymi pannami. Do Wilna powrócił w 1892 roku.
Przez Irkuck przewinęło się w różnych latach wiele znaczących postaci, także naukowców, którzy upamiętnili się na zesłaniu odkryciami i badaniami. Z wybitniejszych to uczestnik powstania styczniowego Jan Czerski, geograf, geolog i paleontolog. Zesłany do Omska i następnie do Irkucka między innymi pracami opublikował pierwszą mapę geologiczną wybrzeża Bajkału. Jego imieniem nazwano dwa pasma górskie w azjatyckiej części Azji, dwie góry koło Bajkału i miasto nad rzeką Kołymą. Zmarł badając tereny wzdłuż tej rzeki.
Inny, wybitny naukowiec, przyrodnik, podróżnik, odkrywca i lekarz to Benedykt Dybowski, profesor Uniwersytetu Lwowskiego i Szkoły Głównej Warszawskiej. Za czynny udział w organizacji powstania styczniowego, jako komisarz Rządu Narodowego na Litwę i Białoruś został skazany na śmierć przez powieszenie. Życie uratowało mu stawiennictwo zoologów niemieckich i pośrednictwo samego Bismarcka. Karę śmierci zamieniono na 12 lat zesłania. Po dwóch latach pozwolono mu osiąść we wsi Kułtuk nad jeziorem Bajkał. Tam w ciężkich warunkach, często przy 40-stopniowym mrozie, wraz współpracownikiem Wiktorem Godlewskim, również zesłańcem, prowadził badanie fauny jeziora uważanego dotąd za ubogie. Odkrył i opisał szereg nowych dla nauki form zwierzęcych - nowych gatunków skorupiaków i ryb. Zbiory Dybowskiego rzuciły nowe światło na pochodzenie fauny Bajkału, dały podstawę do opracowań innym naukowcom z Berlina, Lwowa i Krakowa. Badania fauny lądowej wschodniej Syberii przyniosły mu złoty medal Towarzystwa Geograficznego w Petersburgu. Długa jest lista jego wypraw naukowych z Wiktorem Godlewskim, Michałem Jankowskim i geologiem Aleksandrem Czekanowskim do jezior i rzek wschodniej Syberii. Po 11 latach zesłania pozwolono my wrócić do kraju, ale wkrótce na 6 lat wyjechał na Kamczatkę, gdzie otrzymał stanowisko lekarza okręgowego w Pietropawłowsku. Tam i na okolicznych wyspach Komandorskich i Wyspie Beringa podjął też prace naukowe zoologiczne i antropologiczne. Założył na Kamczatce szpitale dla trędowatych. Konie i renifery zakupione przez własne pieniądze oddał mieszkańcom Wyspy Beringa. Mieszkańcom Kamczatki i wysp, cierpiącym często głód, założył hodowle królików i kóz
- Opuszczaliśmy Irkuck w przygnębieniu, a pieski nastrój jeszcze bardziej pogłębił się, gdy pociąg skazańców dotarł w nocy do Kułtuka nad brzegami Bajkału - wspominał Stanisław. Nikt nie spał spodziewając się ujrzeć choćby na moment legendarne jezioro przez zakratowane okienko pod sufitem wagonu. W ciemnościach widzieliśmy unikalne piękno jeziora okiem wyobraźni.
- Bajkał - mówił nauczyciel geografii: Najpiękniejsze morze Syberii, otoczone ze wszystkich stron wysokimi górami, zwano też “błękitnym okiem Syberii”. Jezioro jest najstarsze na świecie, liczy sobie 25 milionów lat. Jest też największym jeziorem słodkowodnym, zawiera 20 procent światowych zasobów wody pitnej. Zasila go ponad 330 rzek i strumieni spływających z gór. Powierzchnią jest równe terytorium Belgii, (dodajmy dla czytelników “Stron” - 2,5 razy większe od wyspy Vancouver). Z głębią blisko 1700 merów, jest również najgłębsze i nieporównanie czyste. W pobliżu brzegów widać dno nawet na głębokości 40 metrów. Zawdzięcza to małym skorupiakom odżywiającym się mikroorganizmami zabarwiającymi wodę. Niestety zbyt zimna woda nie uprzyjemnia kąpieli. Od jesieni do wiosny Bajkał pokrywa gruba tafla lodu, po której skracają sobie drogę samochody ciężarowe. Zdarza się, że lody ustępują dopiero w czerwcu, a wracają już w październiku.
Wśród polskiego, prostego ludu Bajkał znany było raczej z opowiadań o potworach w tajemniczych głębinach jeziora od tak dawna, że już nikt nie pamięta. W warstwach oświeconych wiedziano, że owe potwory to olbrzymie jesiotry i bieługi o wadze dochodzącej nawet do 2 ton. Sfery wyższe delektowały się na pańskich stołach ikrą, czyli kawiorem tych wielkich ryb. Najcenniejszy był czarny od bieług i złocisty zwany “kawiorem carskim” od nieco mniejszych jesiotrów. Ten kawior w różnym czasie ceniono nawet na wagę złota.
Nie wszyscy w wagonie docenili kulinarną wzmiankę. Niektórzy twierdził, że mówienie w wygłodniałym towarzystwie o pańskich przysmakach jest nietaktem.
- Ładne mi towarzystwo - oponował inny - sami kryminaliści, po ukazu sowietskoho prawitielstwa pieresiedleny w wostocznij syberijskij oblast.
- Ale na szczęście - ktoś dodał - po rewolucji obżarstwo wyzyskiwaczom się skończyło. Kawiorem rozkoszują się teraz prości obywatele. Oczywiście ustami swoich przedstawicieli - “aparatczyków” partyjnych i dygnitarzy rządowych, na zagryzkę pod robotniczą czystą, z wiwatami za Stalina!

Cdn.

  Następny artykuł:

Napisz do Redakcji