nr. 72
VICTORIA, BC,
CZERWIEC 2016
NavBar

INFORMACJE 
LOKALNE
ważne adresy i kontakty

NADCHODZĄCE IMPREZY
I WYDARZENIA

W Domu Polskim
Kalendarz imprez


ARTYKUŁY

Od Redakcji

W. Widział -
Puszcza Białowieska

w opałach

M.Kalcińska-
O podziałach

społecznych

E.Kamiński
Zesłańcy

cz. 3

Rucek
nekrolog

L. Mongard-
Dziurawiec


L.Richmont-
Tryptyk

w Domu Polskim

M.Lachowski-
Zayazd

w Domu Polskim

W Galerii Stron
de Łempicka

portrety kobiece

Helena Mniszkówna
Trędowata

odc. 27

Rozmaitości

Indeks autorów

Małgorzata Kalicińska

O podziałach


Wyście sobie, a my sobie
Każdy sobie rzepkę skrobie.

JA O PODZIAŁACH.

Wszystko jest w „Weselu”. Nie byliśmy i nie jesteśmy spójnym narodem choćbyśmy nie wiem jak zaklinali rzeczywistość i pisali dumnie i wersalikami, że jesteśmy jednością. Nie jesteśmy.
Polacy zawsze byli mocno rozbici, różnice zawsze widoczne.

WESELE:

Radczyni:
Cóż ta, gosposiu, na roli?
Czyście sobie już posiali?

Klimina:
Tym ta casem sie nie siwo.
I dzisiaj podobnie.

Co robią Warszawiacy po marszu KOD? Idą do knajpek na piwo, niektórzy na obiad do food trucka, inni do miejskich, wygodnych domów – też prawda.

Gospodyni wiejska, z którą rozmawiam, w ogóle nie rozumie, po co ten marsz. Czemu taki szum wokół tego, no… trybunału? Nie, nie wie, co to jest i po co. Tłumaczę. Wzrusza ramionami „A co ja z tego mam?” I nigdy nie zrozumie.
Miastowi mogą se mieć fanaberie i jeździć na jakieś food trucki (gospodyni nie wie, co to jest, gdy tłumaczę mówi, że ona też smacznie grilla robi, i taniej). Ona mieszka 70 km od stolicy zaledwie. Ma ogromne problemy – brak pracy, zdrowie, komunia chłopców. Skąd na to brać? Mąż pracuje niedaleko nawet, u chama i prostaka na tartaku. Tam nie ma nawet pomieszczenia, w którym mogliby sobie herbaty nastawić. Nie mają nawet WC.
– Jak to? Nie mają WC?!
– No. Szczają i srają gdzieś za zakładem, w krzakach. Nadto cham – właściciel, traktuje ich gorzej od bydła. Bydło ma socjal i własny żłób. Nie, mąż nie odejdzie!
Zarabia 1650 zeta i milczy, bo próbowali, ale krzykaczy facet pozwalniał. Wielu w okolicy przyjdzie, żeby milcząco harować za 1650 zł. Czyli za 366 euro. Napisałam im pismo do NIK-u, powiedziałam jak zadziałać, żeby nie wyszło, że to od nich. Bali się. On się wystraszył i zakazał jej wysyłania tego pisma. Jest jak jest.
Ona pracy nie może znaleźć. Jeśli nawet by poszła na sprzedawczynię w sklepie 14 km od miejsca zamieszkania to jak dojedzie (dwa autobusy dziennie) i kto zostanie z chłopcami (6 i 8) Żłobek? Przedszkole? I na bilety trzeba wydać. A starszego kto rano wyprawi? Kto nakarmi po szkole? Teściowa nie chce. Komunia święta ją czeka. Koszty wielkie — ubranka, buty, przyjęcie dla rodziny (w domu, bo bieda).
— Jeszcze musimy zapłacić kościołowi po 700PLN
— …ZA CO?! – niedowierzam
Milczy chwilę a potem mówi:
— Za „koszty oprawy”. Po 700 od rodziny. Ubranie kościoła, wideofilmowanie, światło ksiądz będzie palił i sama posługa.
— Posługa? A ksiądz was nie zwolnił boście biedne, przecież to sakrament! Powinien być bezpłatny. Na światło zbiera sobie z tacy!
Smutny śmiech pełen politowania.
— To się nie zgódźcie! Nie przystąpcie.
— Ja bym może się i nie zgodziła, ale wie pani, WIEŚ by nam żyć nie dała, wyklęli by nas i dzieci naznaczyli, byłoby gorzej jak w piekle.
Jej się też PiS nie podoba, ale pięćset weźmie, bo to dla niej jak manna z nieba. Miastowych nie rozumie, znaczy rozumie — z urodzenia mają lepiej, ale nie wierzy, że i ona kiedyś się czegoś fajnego dorobi. JAK? Chciałby mieszkać w bloku, mieć czysto i zarabiać tyle, żeby móc czasem zjeść „w lokalu”, do kina iść… Tymczasem musi nakarmić dzieci, drób i bydło – dwa byczki hodowane na sprzedaż – to na ten kościół i komunię będzie. Wesele:
Czepiec:
Pon się boją we wsi ruchu
Pon nos obśmiwajom w duchu.
– A jak my, to my się rwiemy
ino do jakiej bijacki.
Z takich, jak my, był Głowacki
A, jak myślę, ze panowie
duza by juz mogli mieć
ino oni nie chcom chcieć!
Tak naprawdę statystyczny mieszczuszek, pracownik korpo wykształcony i żonglujący pojęciami z dziedziny informatyki, mediów, nowoczesnych technologii nie ma dzisiaj zielonego pojęcia o życiu i problemach polskiej wsi. Polaków takich niby samych, jak on. Nadal aktualny jest Wyspiański.
Nadal miastowi, kształceni na dobrych uczelniach i pracujący, żeby mieć na mieszkanie, samochód i wczasy nie dogadają się z bohaterami filmu „Czekając na sobotę” (jest na youtubie). ZERO możliwości. Bohaterowie owego strasznego dokumentu nie głosują. W OGÓLE. Jak i kiedyś, każda władza ich pomija. Jak wówczas, gdy siłą włączała ziemie ich ojców do Spółdzielni Rolniczych i powiedziała, że teraz wszystko jest wspólne. Skoro tak mówiła, to sobie brali co potrzeba, nawet gdy brygadzista trochę groził, że nie wolno. Ale i on podbierał. A i potem, gdy się władzy odwidziało i rozwiązała PGR-y i spółdzielnie, zostawiając ludzi samych sobie. Mówiąc że „muszą wziąć sprawy w swoje ręce”.
Kilka filmów oglądałam o tym wzięciu… Najgłośniejszy to „Arizona” Ewy Borzęckiej, ale pamiętam też taki o dzieciach z byłego PGR dziczejących w odległym od wszelkiej cywilizacji w popegeerowskim osiedlu. I chłopczyka, który lubi iść „na szosę” popatrzeć na tiry, które jeżdżą skądś i dokądś. Na pewno do lepszego świata…
Znajomy brutalnie: „TO pokolenie musi wymrzeć. To dzicz! Niczego nie umieją, nie rozumieją i nie dają się edukować”.
Ich łatwo złapać na 500 zł i nauczyć powtarzać, że ktoś im coś kradnie, że jacyś wykształceni ludzie zabierają im sprzed nosa to, co im się należy i tylko nikt nie powie, że to kłamstwo. Że trzeba się uczyć, starać, myśleć już w inny sposób niż „… się weźmie z PGR-u, bo wszystko wspólne to i moje”. Ktoś rzucił i oni w to wierzą, że każdy który „ma” to nakradł. No bo jak ma mieć? Oni też umieją harować i nic nie mają, to jak można mieć z samej pracy i aż tyle? Co dziwniejsze tę śpiewkę powtarzają też dość inteligentni i wykształceni ludzie…
Miastowym się chce pomaszerować i pokrzyczeć, ale więcej niewiele. „Pacyfistą jestem”.
Za to prości chłopcy, którym narodowcy nakręcili w głowie, kibole i zwykła znudzona młódź miast i wsi aż się rwie, żeby pobić policjantów albo kogokolwiek. Bo im się chce chcieć. Pierwsi do awantur i ustawek. Wszak patriotami są! Tatuaż z falangą mają.
Chińczyki trzymają się mocno?
Widać w telewizji kraje, które eksplodują rozwojem. Czemu gdzie indziej to możliwe, a u nas nie? Powraca to pytanie podczas podróży i czytania, obserwowania skoku cywilizacyjnego takich krajów jak Chiny czy Korea, Wietnam czy Kambodża. Bohaterka reportażu Martyny Wojciechowskiej, Wietnamka z niewielkiej osady na łodziach wie, że tylko praca i wiedza dadzą jej lepsze życie. Jej i rodzinie. Młoda powoli rozwija swoją małą hodowlę ryb na sprzedaż. Uczy się jak hodować i haruje z rodziną. Na razie nie ma willi z basenem, ale ma na jedzenie i nowe jeansy z cyrkoniami, oprócz innych 16 par (!). I konto w banku. Wypracowała sobie to.
Podobnie wdowa koreańska, która po śmierci męża, nie mając pracy a w koło masę warsztatów samochodowych założyła jadłodajnię „pod chmurką” z jedną jedyną potrawą – kurczakiem w rosole. Po dwóch latach miała już jaki taki lokal i zaplecze kuchenne. Nadal podaje to samo, ale poprawę życia odczuwa. Buduje przydrożną restaurację. Dała radę, choć w Korei nikt nie dostaje z budżetu pieniędzy „na dzieci”.
Inaczej żyją mieszczanie w Korei, Chinach czy w Polsce, a inaczej mieszkańcy wsi na głębokiej prowincji. Jakkolwiek bardzo byśmy zaklinali rzeczywistość – podział na tych ze wsi i z miasteczek, i tych „wielkomiejskich” jest faktem. Wyczuwalnym także w Polsce. (A dzisiaj jeszcze doszedł nowy podział – MY miastowi i… słoiki. Nie cierpię tego pogardliwego „słoiki” wredne to).
Polskie miasta maszerują w słusznym gniewie, w obronie demokracji, informatycy pracują nad nowym logo, dwubarwnym motylkiem nawiązującym do efektu motyla, i tylko jak wielu z nas wie co to jest? (Kto wie, o czym mówią równania Lorenza, co to jest teoria chaosu?) Czy moja sąsiadka wie, co to jest demokracja i co ma jej dać? Czy ona tej wiedzy potrzebuje czy bardziej 500 złotych?
Rząd się nie zajmuje takimi szczegółami jak teoria chaosu i piękne logo na marsz, a nawet jest z dala. Wmówił wielu ludziom, że byli okradani i robieni w bambuko – bo łatwo jest zwalić wszystko na jakiegoś Złodzieja. A i ludziom uwierzyć łatwo i wołać: „złodzieje”! Żeby zakrzyczeć mrowienie sumienia, że się samemu nie umie zapracować na lepsze życie, albo samemu kradnie.
Czapka z piór
„Pani jak to je, że one (miastowe) mają i na mieszkanie w bloku i na samochód i na wczasy zagraniczne, smartfony dla dzieci, a ja haruje w gospodarstwie i nic nimam?! To chiba muszom kraść!”
I nikt takiemu /takiej nie wyjaśni, że WYKSZTAŁCENIE, wiedza, innowacyjność, wydajność, technologie i inteligencja naprawdę popłacają!
Że on swoim konikiem z pługiem niewiele zarobi, a ten, który spiął kilka pługów razem i zamiast konia wstawił maszynę, zaorze znacznie więcej i szybciej. A jak najmie ludzi i dokupi pola… W wielu, nawet młodych głowach ktoś taki, to jednak krwiopijca i złodziej! Kułak! Złodziej.
Rząd wyciągnął rękę z pięcioma stówami do tych, którzy od lat dziwują się tym, którzy mają czas na marsze, wczasy w Chorwacji, mają na drogi rower z koszyczkiem, kupują „ekologiczne” mydełko za 15 PLN z kwiatkiem w środku, buty za 2000 PLN i nijak nie rozumieją, jak można takiego rządu – co daje – nie lubić?
A demokracja, wolność, marsze? Chocholi taniec?
Miałeś chamie, Złoty Róg…>

Tekst pochodzi z witryny www.studioopinii.pl

  Następny artykuł:

Napisz do Redakcji