nr. 70
VICTORIA, BC,
MARZEC 2016
NavBar

INFORMACJE 
LOKALNE
ważne adresy i kontakty

NADCHODZĄCE IMPREZY
I WYDARZENIA

Z Konsulatu
DNI PORADNICTWA ZUS
11-14 kwietnia

Projekcja filmu
Tajemnica tajemnic

Vancouver, 10 kwietnia

Wielki
Konkurs

Polska krajem rodziców

Tradycyjne
Jajeczko

Obiad Wielkanocny
Dom Polski
10 kwietnia


ARTYKUŁY

Od Redakcji

E. Korzeniowska
Dwa Marce

1968 i 1981

Adam de Chec
Czary i kary

o czarownicach

J. Kotars
Trzy historie

o Tajnych
Współpracownikach

W.Widział-
Baby

wielkanocne

J.Słowacki-
Święcone
u ksiecia

Radziwiłła

ABC
Dyngus
lany poniedziałek

L. Mongard-
Lawenda


W Galerii Stron
Ukrzyżowanie


Helena Mniszkówna
Trędowata

odc. 25

Rozmaitości

Indeks autorów

z Mniszkówny przepisala ECK

Trendowata
(wersja odkurzona) cz. 25

Była niedziela. Po śniadaniu pani Elzonowska zamknęła się u siebie. Lucię zabrał pan Maciej, który lubił czasami porozmawiać z wnuczką lub cos jej poczytać ze starych ksiąg. Stefcia słuchała muzyki ze swojego telefonu. W salonie było pusto, więc podrygiwała w takt muzyki.
Wtem drzwi szarpnięto gwałtownie. Wpadł do salonu Prątnicki. Stanął i rozglądając się do dokoła zapytał zdziwiony:
- Gdzie jest panna Lucyna?
A widząc, że Stefcia mu nie odpowiada, wprost do niej skierował pytanie:
- Gdzie jest panna Lucyna?
- U dziadka – odparła chłodno zapytana.
Prątnicki strzepnął palcami w sposób przypominający karczmę i zawołał:
A to dopiero mamy pecha, no!
Stefcię zastanowiły jego słowa, spojrzała na niego zdziwiona.
On to spostrzegł, włożył ręce do kieszeni i zapytał jakby od niechcenia:
- Mieliśmy się tu spotkać z Lucią. Hmm…Z panną Lucyną. No, a tu się dziadek przyplątał. Fatalnie.
- Proszę nie mieszać Luci do swoich… pomysłów i zaniechać wyrazu „my”. Bardzo proszę.
Prątnicki zatrzymał się na miejscu.
- Cóż to za ton oratorski? – zawołał szyderczo. Czy chcesz wobec mnie odgrywać rolę mentora?
- Powtarzam, że nie pozwolę, aby się pan tak o Luci odzywał, nie pozwolę ze stanowiska jej nauczycielki.
- Proszę, a cóż to złego powiedziałem? O tym, ze się z nią tu umówiłem? Przed pól rokiem byłaś mi bardziej przychylna, gdy chodziło o ciebie samą.
Pod Stefcią nogi zadrżały. Omal nie upadła. Ale przemogła się, podniosła dumnie głowę rzekła dobitnie:
- Pan mi to śmie przypominać? Pan?
Tyle w niej było powagi, taka siła pewności brzmiała w jej słowach, że Prątnicki zmieszał się. Korzystając z tego mówiła dalej:
Po panu się mogłam tego spodziewać, ale to jeden dowód więcej, że mam prawo zabraniać panu mówienia w ten sposób o Luci.
- Nie ma pani prawa niczego mi zabraniać! – Zawołał gwałtownie.
- Owszem na podstawie własnego doświadczenia – mówiła z pozornym spokojem, choć wszystko się w niej gotowało.
- Tu nie może być żadnych porównań, bo tamto było całkiem, czym innym, niż teraz.
- Panie Prątnicki – rzekła poważnie – pan zajmuje się Lucią, ale czy pomyślał pan o następstwach?
- A cóż to panią obchodzi?
- Obchodzi mnie bardzo, ponieważ Lucia została oddana pod moją opiekę i jestem odpowiedzialna za jej spokój i bezpieczeństwo. Zresztą to nie tylko mój obowiązek. Dbam o nią również z przywiązania.
- Nie zjem jej przecież – bąknął Prątnicki.
- Wyraża się pan dość trywialnie. Ale mniejsza o to. Nie chcę by zakłócał pan spokój Luci i mącił jej w głowie.
- Za to pani wyraża się kwieciście! – Wybuchnął ze śmiechem.
Zagryzła wargi i poczerwieniała mocniej.
- Proszę niech mi pan odpowie na jeszcze jedno pytanie. Czy pan mówił Luci?
- O czym?
- O swych uczuciach względem niej.
Edmund parsknął krótkim rubasznym śmiechem, w którym jego cynizm ujawnił się w całej pełni. Ale ten śmiech otrzeźwił go natychmiast; odwrócił się zmieszany i zbity z tropu. Czuł, że się zdradził, złośc porwała go na Stefcię i klął w duszy ja i siebie.
Stefcia zbladła. W śmiechu jego zadźwięczała taka ironia, tak bezwstyd, że nie było, co się łudzić. Jego nagłe zamilknięcie dowodziło, że i jemu wybuch ten wydał się zbyt przeźroczystym.
- Och, jakiż niski człowiek! – Myślała.
Prątnicki podszedł do niej tak, blisko, że musiała się cofnąć i rzekł zdławionym głosem:
- Pani zwierzać się nie będę. Co to panią obchodzi?
- Ja już o nic więcej nie pytam. Niech pan znika.
- A jeśli pani chce bruździć między mną, a panną Lucią – mówił rozgorączkowany – to ja potrafię się odwdzięczyć.
- Doprawdy? O czym pan mówi? O tym, że chciał być
- To wolałbym przemilczeć. To czy ja kocham pannę Lucynę, czy nie, to moja sprawa. Nikomu nic do tego. Rozumie pani?
- Ostrzegam. Tu nie o pana nie chodzi, tylko o Lucię.
- Żeby się nie zakochała we mnie? Dlaczego ma pani coś przeciwko temu?
- Pan się jeszcze pyta?
Prątnicki spojrzał uważnie na Stefcię. Wydała mu się śliczna w gniewie. Przysunął się i usiłował ją chwycić za rękę.
- Zazdrość przez ciebie przemawia –szepnął – ty mnie jeszcze kochasz.
Panna Rudnicka odskoczyła gwałtownie. Uczuła lód we krwi. Gniew i pogarda rozsadzały jej pierś.
Wyrzuciła z siebie ze wstrętem:
- Oj, głupoto, bezdenna głupoto!
- Jak pani śmie!...Jak pani śmie? – Krzyknął czerwony z gniewu.
- Proszę wyjść – zawołała Stefcia pokazując mu drzwi.
Za oknami rozlegl się głośny warkot samochodu. Prątnicki spojrzał w okno
Przed oknem stał pąsowy Rolls Roys z Głębowicz błyszczący nowością. Wysiadł z niego Waldemar z bardzo zadowolona miną.
- Niech pan się natychmiast stąd wynosi! Niech pan się wynosi – mówiła Stefcia jak nakręcona.
Ale Edmund już sam ruszył do drzwi gotowy do prędkiego wyjścia. Na progu stanął, zaśmiał się szyderczo i syknął zjadliwie:
- Odchodzę, odchodzę. Przyjechał przecież obrońca… Jego radzę przyjąć trochę milej… Życzę powodzenia…
Wyszedł trzasnąwszy drzwiami.
Stefcia rzuciła się na fotel. Trzymała się za skronie i w buchnęła płaczem. Łzy leciały jej niepowstrzymanym gradem.
Wtem zerwała się z fotela, wybiegła z salonu i pobiegła w stronę swojego pokoju.
Z oddali dobiegł ją głos ordynata.

CDN

Przejdź dalej

Napisz do Redakcji