nr. 70
VICTORIA, BC,
MARZEC 2016
NavBar

INFORMACJE 
LOKALNE
ważne adresy i kontakty

NADCHODZĄCE IMPREZY
I WYDARZENIA

Z Konsulatu
DNI PORADNICTWA ZUS
11-14 kwietnia

Projekcja filmu
Tajemnica tajemnic

Vancouver, 10 kwietnia

Wielki
Konkurs

Polska krajem rodziców

Tradycyjne
Jajeczko

Obiad Wielkanocny
Dom Polski
10 kwietnia


ARTYKUŁY

Od Redakcji

E. Korzeniowska
Dwa Marce

1968 i 1981

Adam de Chec
Czary i kary

o czarownicach

J. Kotars
Trzy historie

o Tajnych
Współpracownikach

W.Widział-
Baby

wielkanocne

J.Słowacki-
Święcone
u ksiecia

Radziwiłła

ABC
Dyngus
lany poniedziałek

L. Mongard-
Lawenda


W Galerii Stron
Ukrzyżowanie


Helena Mniszkówna
Trędowata

odc. 25

Rozmaitości

Indeks autorów

Juliusz Słowacki

Święcone u księcia Radziwiła “Sierotki”


Przez cały wielki tydzień poszcząc i susząc pokrzepiłem się jedynie, łykając pył książek J O księcia, że były długo nieczytane, prochem i kurzawą okryte leżały. W sobotę wielką, gdy pan Harmider z działami i puszkarzami wyruszył na rezurekcję, udałem się także do Nieświeża, abym przytomnym był letycji (radość) i allelujom. Rezurekcja odbyła się jak należy – książę pan z przyjacielem swoim panem J.P. Abrahamem Duninem, podczaszym królewskim, klęczeli w pierwszej ławce, karmazynami wybitej, a w procesji nieśli baldakin nad celebrantem, a dziedziniec obszer-ny przed kościołem wysłany makatami i liśćami ajeru, wydawał się jak łąka kwiecista. (…)
Po skończonej rezurekcji, gdy już było około północy, a my wszyscy zebraliśmy się wokół księcia pana, skończywszy pacierze odwrócił się do nas i mówiąc: Christos woskres (Chrystus zmartwychwstał po białorusku) całował się ze wszystkimi, po czym zawołał: „Mości panowie, proszę za mną do bramy na litanię”. Mówiąc to piechotą udał się przez całe miasto do jednej z bram, gdzie był obraz Matki Boskiej. Brama była ciemna i wąska jak spelunka, a jedna tylko lampa wisiała nad obrazem; tam na gołych kamieniach klęknął JO książę z aksamitną czapką pod pachą, a my wszyscy klęknęliśmy rzędem. Wtedy młode pacholę, sierota, którą książę chował przy sobie i bardzo lubił, dlatego, że mu on młodzieniec grał na lutni i przepięknie śpiewał, wystąpiło w białym ubraniu i klęknąwszy przed JO księciem, twarzą do Matki Bożej głosem niemal słowiczym, w którym coś niby płakania było niby radości:

Regina coeli leatre alleluja
Quia quam meruisti protare alleluja
Ressurectit sicut dixit alleluja

(uciesz się Królowo Niebieska, ponieważ zmartwychwstał jak obiecał Ten, którego godna byłaś zrodzić alleluja.)
(…)
W zamku czekał nas aspekt niespodziewany. Skoro, bowiem otworzono drzwi do pierwszej sali zaleciało nas powietrze i aura przesiąknięta zapachami święconego, które urządził kucharz pierwszy JO księcia, Włoch, Loga, ku krotochwili i zabawie. W pierwszej, bowiem sali stały trzy pasztety ogromnego kształtu, które ujrzawszy książę krzyknął: „Mości Panowie do ataku!” Co wymówiwszy zdjął z pierwszego pasztetu czapkę i wyleciało z niego wielkie mnóstwo żywych kuropatw, jemiełów, gołębi, jarząbków, ortolanów, które potłukłszy okna wyleciały na dziedziniec gdzie jeszcze był długi ogon szlachty cisnącej się za księciem panem, a ci, że wielu było uzbrojonych w fuzje zaczęli owo ptactwo strzelać w lot, tak, że czasami wlatywał szrut do sali i spadał gradem, od pułapu odbity na nasze łysiny, lecz, że okna były wysokie, żadnemu to z nas nie szkodziło. Tu książę przyzwał kucharza do sali i zaczął go mocno strofować za to, że nie dopiekł zwierzyny. Kucharz się tłumaczył po włosku, a że ten język nie jest mi obcy, zrozumiałem, co mówi i byłem bardzo ciekawy, co się w drugich pasztetach okaże. Albowiem pytany kucharz, co się znajduje w wielkiej piramidzie stojącej na prawo, odrzekł, że upiekł w nim całego Laokona z wężami, a gdy to wytłumaczyłem szlachcie, a znajdowało się wielu, którzy znali słowo Eneasza, przez Wirgiliusza rymem utrwaloną, wszyscy wyglądali owego Laokona w zadziwieniu. Wtem JO książę wziąwszy ze ściany buławę żelazną, nabitą gwoździami, dał tak po piramidzie, że się rozleciała – i ujrzeliśmy siedzącego na ruinach pasztetu karła, w cielistym ubiorze, który był cały skrępowany kiełbasami, jak ten Laokon właśnie pasujący się z wężami Minerwy. - A i ten żyje! – Krzyknął w złości książę, - na to kucharz Loga, niby zawstydzony, odezwał się: Decoctus errat, sed resurrextit (był ugotowany, ale ożył). – Może to być- rzekł pan Sierotka – a w trzecim pasztecie, co? Na to kucharz odpowiedział po włosku, że była tam Andromeda, przykuta do skały łańcuchami, a smokowi oddana na pożarcie. Jakoż i po rozbiciu trzeciego pasztetu znaleźliśmy tam karlicę księcia, tak nazwaną Dianę, która poświęconymi salcesonami przywiązana była za ręce do pasztetu, a przed nią leżał ogromny szczupak, mający zamiast własnej, głowę dzika, z paszczą otworzoną, która bez wątpienia mogła dla karlicy być grobem…
Nie mając już, co robić w pierwszej owej sali, gdzie już tylko smok i owe salcesony, którymi były skrępowane karły, mogły być ku pożywieniu, weszliśmy za księciem panem do sali drugiej, gdzie nas już czekały niewiasty i małżonki owych panów, którzy byli do księcia na święcone sproszeni. Kazawszy sobie podać jaje, obchodził wszystkich książę pan i każdemu podając jaje składał życzenia pełne afektu – a nareszcie i piastunce swojej, która w kącie stojąc płakała z rozczulenia. Podał talerz i pocałował w chude ręce staruszkę, która go wzięła za głowę i uścisnęła jak dziecko swoje. Książę pan, sam nieco rozczulony, rzekł do nas: „M. panowie, może to ostatnie święcone, jakie będę pożywał z wami, ale niech to was, miłościwi panowie, nie pozbawia apetytu – proszę się rozgościć.
Obróciliśmy wtenczas oczy na święcone, a było, na co patrzeć, albowiem tu przed prezydencją księcia kucharz wszystko tak urządził, że nie tylko apetytowi, ale myśli był przyjemnym. W sali tej albowiem, wśród mnóstwa drzew, z miodu lipcowego błyszczała sadzawka, z wyspą zielonym owsem pokrytą, na której się pasał biały baranek z chorągwią, mający oczy z dwóch karbunkułów, ze skarbca JO księcia wyjętych, które błyszczały niezmiernie. Na tego baranka godziło czterech dzików okropnej wielkości upieczonych całkowicie, a dwanaście jeleni z pozłacanymi rogami w różnych pozyturach wyskakiwało z lasu, który był z drzew pomarańczowych różnymi konfektami obrodzonych. Gdy tu same mięsiwa, to w następnej komnacie były ciasta i napoje, niemniej misternie ułożone. Nie lasy tam, a baby podobne skałom nosiły na głowach z migdałowych murów ogrody i fortece, coś nawet podobnego Jerozolimie było, albo-wiem śród cukrowych domów ukryte ananasy koronami szaremi naśladowały palmowe drzewa, a w bramach zaś figurki cukrowe w szmelcowanych pancerzach i z krzyżami czerwonymi na piersiach, jako jerozolimscy rycerze za czasów Gotfryda stali na straży.
Nie będę tu opisywał mnogości różnej konwi, roztruchanów, czar złotych, srebrnych i kryształowych i win różnych i miodów i małmazji, które się tam obficie znajdowały. Ja żem się i tak zbyt nadto długo nad opisaniem rzeczy tych zastanowiłem, to może, dlatego ich nieraz później, w pustyniach głód cierpiąc, wspominało się na owo święcone z nijakim żalem i chciwością nieprzystojną filozofowi.

Fragment z “Preliminaria peregrynacji do Ziemi Świętej” Juliusza Słowackiego

  Następny artykuł:

Napisz do Redakcji