nr. 70
VICTORIA, BC,
MARZEC 2016
NavBar

INFORMACJE 
LOKALNE
ważne adresy i kontakty

NADCHODZĄCE IMPREZY
I WYDARZENIA

Z Konsulatu
DNI PORADNICTWA ZUS
11-14 kwietnia

Projekcja filmu
Tajemnica tajemnic

Vancouver, 10 kwietnia

Wielki
Konkurs

Polska krajem rodziców

Tradycyjne
Jajeczko

Obiad Wielkanocny
Dom Polski
10 kwietnia


ARTYKUŁY

Od Redakcji

E. Korzeniowska
Dwa Marce

1968 i 1981

Adam de Chec
Czary i kary

o czarownicach

J. Kotars
Trzy historie

o Tajnych
Współpracownikach

W.Widział-
Baby

wielkanocne

J.Słowacki-
Święcone
u ksiecia

Radziwiłła

ABC
Dyngus
lany poniedziałek

L. Mongard-
Lawenda


W Galerii Stron
Ukrzyżowanie


Helena Mniszkówna
Trędowata

odc. 25

Rozmaitości

Indeks autorów

Władysław Widział

Baby wielkanocne


Wiele znamy wielkanocnych tradycji: zielony jęczmień, malowanie jajek, świąteczne wypieki: mazurki, serniki i oczywiście wielkanocne baby. Ciasta pieczone w karbowanej formie, przypominające fortecę. Nie wiadomo skąd się wziął zwyczaj tego jedynego w swoim rodzaju misterium oraz niepozorna nazwa tego wymagającego wypieku. Podobno zagorzałym smakoszem tego ciasta był król Stanisław Leszczyński. Jemu kształt baby przypominał turban Alibaby. Ali – baba i stąd nasza wielkanocna baba.
Ciasto drożdżowe znane było już w Polsce w wiekach średnich, ale baby zaczęły być popularne w Europie w XVII wieku. Być może zwyczaj pieczenia takiego rozszedł się z Polski na Europę, a może było odwrotnie. Być może nazwa ‘baba’, bo pieczeniem tego solidnego i delikatnego zarazem ciasta o konsystencji muślinu, puchu lub tiulu zajmowały się wyłącznie kobiety. Dla naszych prababek, baby rozmaite, wysokie nawet na pół metra, stojące na stole, były sprawą honorową a nieudane, wymagające wielkiego kunsztu wypieki, były świadectwem nieudolnej gospodyni.
Pieczenie bab, odbywało się jak misterium odprawiane przez kobiety. Mężczyznom nie wolno było wchodzić do kuchni w trakcie jego trwania. Przygotowania do dorocznej ceremonii sztuki kulinarnej trwały kilka dni. Wyciągało się ze spiżarni gliniane formy. Trzeba było sięgnąć po najlepszą pszeniczną mąkę drugiego przemiału z najdorodniejszego ziarna, białą i puszystą. Przesiać ją. Utłuc w moździerzu na drobny pył laskę wanilii. Sparzyć, obrać i posiekać migdały. Dalej, tłuc cukier z wielkiej bryły, którą nazywano wówczas głową cukru, przygotować szafran zamaczając go w wódce dla nadania babom złocistego koloru, no i jaja, a właściwie same żółtka od kilkunastu do nawet dwustu. Im ich było więcej, tym baby były puszystsze. W wielki czwartek od rana trwało rozniecanie zaczynu drożdży, mleka, cukru i mąki. Ucierano żółtka na leciusieńką białą piankę. Oczywiście wszystko robiono ręcznie
Pieczenie bab wielkanocnych było bardzo wymagające. Gdy już ciasto wyrosło odpowiednio, badano przy pomocy mąki temperaturę pieca. Podczas pieczenia wielkanocnych bab nie wolno było głośno rozmawiać, śpiewać, wykonywać gwałtownych ruchów, a co najważniejsze otwierać drzwi i okien, nie daj Boże zrobić przeciąg! Nawet już po wyjęciu ich z pieca trzeba się było z nimi obchodzić jak z jajem, bo jeśli nawet nie opadły, to mogly się wykrzywić, a to byłaby katastrofa tej samej wagi, co zakalec.
„Gdy w końcu baby upiekły się, a siedziały w piecu ze dwie godziny, przy czym cały czas trzeba było chodzić na palcach i mówić szeptem - następował dramatyczny moment wyjmowania z pieca” - wspominał Jarosław Iwaszkiewicz. - “Wtedy trzeba było wytężyć całą uwagę po to, by się jeszcze gorące ciasto nie wykrzywiło. W tym celu wprost z form baby przekładano na poduszki i dziewczęta kuchenne kołysały je na poduszkach, jak usypiające dzieci, dopóki ciasto nie ostygło. Niezapomniany był to widok, kiedy grono kobiet z poważnymi minami kołysało owe baby w obrzędowy sposób, jak gdyby od tego zależały losy świata”.
W starych książkach kucharskich wiele jest przepisów na baby różnego rodzaju. Większość z nich odstrasza złożonością procesu pieczenia. Tym niemniej zdarzają się przepisy prostsze. Oto jeden z nich pochodzący z dwudziestowiecznej książki kucharskiej:

Baba rodzynkowa

Rozczynić cwrć. litra mąki z sześć deka drożdżami i ćwierć
litra mlekiem, pozostawić ciasto przez godzinę, aby urosło.
Tymczasem ubić na pianę 10 żółtek z 10 deka cukru.
Wlać je do rozrośniętego rozczynu, posolić pół łyżeczki,
dodać sproszkowanej wanilii, 3 deka posiekanych drobno
gorzkich migdałów (bez skórki), pól funta mąki.
Wybijać pół godziny kopystką.
Dodać 10 deka ciekłego masła i wybijać dalej.
Gdy ciasto gładkie wsypać 12 deko rodzynek sułtańskich i
12 deko rodzynków dużych przebranych i ogrzanych w piecu
wymieszać z ciastem.
Pozostawić pod przykryciem żeby wyrosło.
Nałożyć jedną trzecią formy (warto przedtem formę
wysmarować masłem i posypać tartą bułką).
Gdy ciasto wyrośnie wypełniając formę po brzegi, wsadzić
do piecyka i piec godzinę na wolnym ogniu.



(Przepis pochodzi z książki „Dobra gospodyni, czyli Podręcznik kucharski dla polskiego domu” 1933)

  Następny artykuł:

Napisz do Redakcji