nr. 70
VICTORIA, BC,
MARZEC 2016
NavBar

INFORMACJE 
LOKALNE
ważne adresy i kontakty

NADCHODZĄCE IMPREZY
I WYDARZENIA

Z Konsulatu
DNI PORADNICTWA ZUS
11-14 kwietnia

Projekcja filmu
Tajemnica tajemnic

Vancouver, 10 kwietnia

Wielki
Konkurs

Polska krajem rodziców

Tradycyjne
Jajeczko

Obiad Wielkanocny
Dom Polski
10 kwietnia


ARTYKUŁY

Od Redakcji

E. Korzeniowska
Dwa Marce

1968 i 1981

Adam de Chec
Czary i kary

o czarownicach

J. Kotars
Trzy historie

o Tajnych
Współpracownikach

W.Widział-
Baby

wielkanocne

J.Słowacki-
Święcone
u ksiecia

Radziwiłła

ABC
Dyngus
lany poniedziałek

L. Mongard-
Lawenda


W Galerii Stron
Ukrzyżowanie


Helena Mniszkówna
Trędowata

odc. 25

Rozmaitości

Indeks autorów

Adam de Chec 28.08.1932 Kraków Rok 2, Nr 35 (85)

Czary i kary na czarownice


We wszystkich dawnych dziejach rodów, krajów i religij znajdujemy wiarę w czary. Nie wchodzimy w przyczyny takich wyobrażeń ludzi dawnych wieków, bowiem roztrząsanie tego zagadnienia przeniosłoby nas do zagłębienia się w inny rodzaj nauki, uwag, stosunków, wieków i ludzi. Zajmiemy się omówieniem czarów w uwzględnieniu ich jako mniemanego tylko przestępstwa, za jakie czary w dawnych wiekach uchodziły.
Czarownice nazywano dawniej ali-runy, hali runy, a Volva-Saga, napisana przez Eryka Czerwonego, odkrywcę Grenlandji, podaje nam nawet szczegółowy opis ubioru czarownic. W „Thesaurus antiquitatum septemtrionalium” Kajslera znajdujemy cały rozdział poświęcony sprawie czarów. Ossyan i Schöpflin w pieśniach lapońskich również poświęcają wiele uwag czarom i czarownicom. Wogóle, jakiegokolwiek kraju dzieje otworzymy, wszędzie widzimy wiarę w czary i gromy potępień na czarownice. W Polsce pod tym względem wcale nie było inaczej ani lepiej. Polacy, nawet bardzo uczeni i poważni, jak Lubomiski, przyznawali djabłu władzę i moc czynienia złego, a Samuel z Lublina i Opatovius w pracowitych książkach zajmowali się rozstrząsaniem zagadnienia, czy ów djabeł z własnej swojej dobrej woli, czy też z woli bożej posiada władzę czynienia źle i gubienia ludzi. Skoro czary zostały uznane i przyjęte za fakt i pewnik nietylko przez gmin, ale nawet przez ludzi uczonych i poważnych, przyznano im moc nadprzyrodzoną i nie było nieszczęścia, którego by czary sprowadzić, zdaniem ludzi ówczesnych, nie mogły, nie było ofiary, którejby djabeł nie poniósł dla omamienia człowieka, słowem, czarom i djabłu przyznawano poprostu wszechmoc. Literatura średnich wieków aż się roi od wzmiauek o czarach, „sztukach djabelskich” i czarownicach. Byli pisarze, którzy czarom poświęcali całe foljały. Potężny tom p. t. „Młot na czarownice”, przetłumaczony na język polski przez Ząbkowicza, sekretarza księcia Ostrogskiego, jest najlepszym dowodem, jak dalece znajdowały się w ścisłym związku nierozsądek i zbytnia łatwowierność.
Zapisywano się krwią własną djabłu, a djabeł, którego pod rozmaitemi nazwami unieśmiertelnił Milton w „Raju utraconym”, spełniał wszelkie życzenia ludzi po to tylko, żeby po śmierci zabrać duszę swego kontrahenta. Najsławniejszym tego rodzaju paktem ma być umowa mistrza Twardowskiego z djabłem; utrzymywano nawet, że księga tego czarnoksiężnika, własnoręcznie napisana, ma się znajdować w Akademji Krakowskiej. Wiara w istnienie tej księgi była tak powszechna, że zainteresowali się tą sprawą nawet uczeni, a Przybylski wykazał, że owa mniemana księga czarnoksięska Twardowskiego jest encyklopedycznym rękopisem z czternastego wieku, napisanym przez Jana z Pragi. Opowiadano również o dziełach, czynach i tajemniczej grocie Twardowskiego. To jedynie jest pewnem, że nie istnieje żadna wiarygodna wiadomość ani o czasie istnienia Twardowskiego, ani o szczegółach jego nauki. Tradycja, że Twardowski używał czarodziejskich zwierciadeł, naprowadza nas na domysł, że mógł on używać i doskonalić optykę i katoprykę, o których najpierwszy ze wszystkich w trzynastym wieku pisał Vitelon, Turingo – Polak (z matki Turingianki i ojca Polaka) w rzadkich dzisiaj dziełach „Opticae libri decem” i w rękopisie w bibljotece florenckiej. Zresztą, jeśli gmin niemiecki miał swego doktora Fausta, czemuż Polacy nie mogli mieć swego Twardowskiego! Według średniowiecznych mniemań djabeł „swoim” ludziom otwierał skarbce całego świata i najchętniej mieszał się do spraw miłosnych, których był zapalonym rzecznikiem.
We wspomnianym już powyżej „Młocie na czarownice” znajduje się specyficzne wytłumaczenie przyczyny tego. Czytamy tam mianowicie:
„Gdy tedy niewiasty czary swoje odprawują przez boby, albo jądra kurów, nie mamy temu wierzyć, żeby te rzeczy niepotężność w człowieku sprawowały, ale raczej skryta moc szaleństwa, oszukiwająca niewiasty temi rzeczami. To też wiedzieć potrzeba, że Pan Bóg więcej przypuszcza na sprawę cielesną, jak na tę, przez którą grzech pierworodny się rozlewa, aniżeli na inne sprawy ludzkie, jako i na węża, które do czarów więcej służą”
Na tych bajkach średniowiecznych wylęgła się następnie wiara w Incubów i Succubów, to jest, że djabeł zmieniał się w kobietę dla mężczyzny, a w mężczyznę dla kobiety. Ząbkowicz w swoim przekładzie wylicza cały szereg podobnych wypadków, nie zapominając o zamiłowaniu djabła do przygrywki na piszczałce. Sejmy czarownic, jeżdżenie na ożogach na górę Blocksberg i Ibenberg w Niemczech, na Łysą górę w Polsce, wydostanie się z mieszkania przeważnie kominem, również należą do tych średniowiecznych bajek, w które dzisiaj nikt już nie wierzy.
Opinja prawie wszystkich narodów zaczarowywanie zbóż przez czarownice przyjmowała za prawdę. Plinius i Seneka pozostawili nam ślady prawa dziesięciu mężów, które dosłownie brzmiało: Qui fruges excantassit suspensus cereri necator, to znaczy, że kto czarował zboże, ten powinien być dla przebłagania bogini Cerery powieszony. Tę samą bajeczkę o zaczarowywaniu zbóż powtarzał lud zarówno na południu jak na północy, a nie tak dawno jeszcze w Polsce południowej sarkano na zawiązywanie zboża.
Wiara w czary na polowaniach była powszechna. Jan z Przeworska w kazaniu na pierwszą niedzielę adwentu w roku 1593 taką oto z ambony palnął słuchaczom „prawdę”:
„Baby są czarownice, ale nie należą do myślistwa; same tylko czarówniki psują rusznice, a raz przeklęty bies był w rusznicy, przejeżdżający kapłan przeżegnał, a rurę bies nie czekając dokończenia krzyża roztrzaskał, a zaszli nie wiedzą, że niedawno czart był w jelenia skórze, a kiedy przeżegnano, znalazła się kupa gnoju; zaprawdę takich na sądzie zapytają się, a zaszli wy biesa lub Boga służebniki?”.
Czarowanie broni jest najważniejszym tematem podań północn. Droplan-gorsaga mówi o czarowaniu broni Grima w pojedynku z Gausiusem; Sfarfdela-saga opisuje podobny wypadek w zapasach Herranda Thorsteina z łotrem Molldinsem, a Floomana-saga i Svarfa Janhausa wspomina o czarowaniu dzieci w łonach matek. I taka wiara jest wszędzie, pod wszystkiemi szerokościami geograficznemi świata średniowiecznego.
Co oryginalniejsze, że w wieku oświaty i potęgi Polski, w połowie szesnastego wieku, królowa Bona posądzana była przez syna Zygmunta Augusta. że nasłała nań babę czarownicę. W dwóch listach Zygmunta Augusta do Mikołaja Radziwiłła, z 1 i 2-go czerwca 1551 roku, jest wzmianka o tej babie, „która z rozkazania matki naszej, o nas i o miłej małżonce naszej myślała, jak waszmość o tem nie wiesz”. Babę tę król kazał zamknąć w Sieradzu, potem kazał ją przewieźć do Brześcia nad Bugiem, ponieważ jednak astrolog królewski, mistrz Proboszczowicz wyczytał w gwiazdach, że król winien wystrzegać się w Brześciu ognia, Zygmunt bojąc się, aby matka tej baby ogniem nie sprzątnęła, rozkazuje zapakować ją do woza i pod dobrą strażą odesłać do Dubinek na Litwie, obronnego zamku radziwiłłowskiego i poleca trzymać ją tam aż do swego przybycia. Jak ta „wielka” sprawa się skończyła, stare źródła nie wspominają.
Na północy, w Niemczech i w Polsce pierwszym dowodem w oskarżeniu o czary było pławienie. – Jeśli rzucona na wodę czarownica zaczynała tonąć, uznawano ją za niewinną, jeśli utrzymywała się na powierzchni, szła z wody na stos ognia. – Te pławienia czarownic ustały w Polsce na niezbyt długo przed rozbiorami. Był również w związku z tem zwyczaj w niektórych okolicach Polski, że potrzebujący deszczu dziedzic spędzał kobiety do wody, a ich obecność tam miała sprowadzać deszcz na zawołanie.
W dawnych wiekach każda rzecz, której nie rozumiano lub nie potrafiono sobie wytłumaczyć, uważana była za nadprzyrodzoną; cud od Boga i czary od djabła lud uważał za rzeczy bardzo bliskie.
Uczony Gondelman całkiem poważnie pisze w swoich opisach podróżniczych, że jadąc w roku 1588 z Prus do Inflant, proszony był o radę, jak najlepiej spławić czarownicę. „Pokazało się – pisze Gondelman na swoją chwałę – że moja przepowiednia się ziściła, bo prawdziwe czarownice nie tonęły, lecz i ta djabelska pomoc nie ocaliła życia występnym”. Dalej zaś wspomina o sześciu podobnych wypadkach w tem samem miejscu.
Jeżeli ten wypadek zdarzył się w podróży przez Litwę, biedne baby, tracąc ostatnią obronę przeciw zabobonowi i okrucieństwu, słusznie mogły Gondelmana nazwać przyczyną swych nieszczęść. To samo, o czem pisze Blackstone, że w Anglji kobiety, idące na stos, przyznawały się do czarodziejstwa, działo się i w Polsce. I u nas torturowane kobiety wyznawały, że co czwartek jeździły na ożogu na Łysą górę, że kochanków powietrzem solne sprowadzały.
Dawne prawa polskie sądzenie czarów powierzyły władzom sądowym, a sejm z roku 1776 zakazał wogóle sądzić takie sprawy. Zwykłemi karami we wszystkich krajach, gdzie czary nosiły miano przestępstwa, było spalenie na stosie. – Nim się to jednak stało, wybawiając z mąk nieszczęśliwe ofiary zabobonu, okrucieństwo ludzkie wysilało się na najwymyślniejsze męki i tortury, któremi próbowano wymusić z męczonych kobiet przyznanie się do win, których nie popełniły. A jak mocną była w wiekach średnich wiara w czary, jak była powszechną nietylko wśród gminu, ale nawet wśród najwyższych panów cywilnych, dostojników kościelnych i królów, najlepiej o tem świadczy spalenie na stosie świetlanej postaci Joanny d’Arc, narodowej bohaterki i narodowej świętej Francji. Św. Joanna d’Arc jest bodajże jedynym w historji przykładem przyznania się władzy do błędu i naprawienia krzywdy, przynajmniej w części, przez ciemny i głupi zabobon wyrządzonej.>

  Następny artykuł:

Napisz do Redakcji