nr. 70
VICTORIA, BC,
MARZEC 2016
NavBar

INFORMACJE 
LOKALNE
ważne adresy i kontakty

NADCHODZĄCE IMPREZY
I WYDARZENIA

Z Konsulatu
DNI PORADNICTWA ZUS
11-14 kwietnia

Projekcja filmu
Tajemnica tajemnic

Vancouver, 10 kwietnia

Wielki
Konkurs

Polska krajem rodziców

Tradycyjne
Jajeczko

Obiad Wielkanocny
Dom Polski
10 kwietnia


ARTYKUŁY

Od Redakcji

E. Korzeniowska
Dwa Marce

1968 i 1981

Adam de Chec
Czary i kary

o czarownicach

J. Kotars
Trzy historie

o Tajnych
Współpracownikach

W.Widział-
Baby

wielkanocne

J.Słowacki-
Święcone
u ksiecia

Radziwiłła

ABC
Dyngus
lany poniedziałek

L. Mongard-
Lawenda


W Galerii Stron
Ukrzyżowanie


Helena Mniszkówna
Trędowata

odc. 25

Rozmaitości

Indeks autorów

Ewa Korzeniowska

DWA MARCE


8 marca1968, Warszawa, atak milicji i ORMO na studentów (foto internet)

Marzec 1968
„Twoje wystąpienie w Sejmie” – napisze w tych dniach [kwiecień 1968] do Jerzego Zawieyskiego ks. prymas Stefan Wyszyński – „było czynem niemal Reytanowskim na tle obłędnego tańca martwych dusz. Śmiech pierwszego sekretarza [Władysława Gomułki] w momencie Twojej Obrony Człowieka był wyrazem tragizmu człowieczeństwa w Polsce… Mówiłeś nie tylko Ty sam – mówił naród, który chce być wolnym…”.
A co powiedział sejmowi Jerzy Zawiejski, literat i aktor tego pamiętnego dnia 10 kwietnia 1968 roku? By zrozumieć wagę jego słów warto najpierw przyjrzeć się politycznym klimatom owych czasów.
Na Bliskim Wschodzie trwała wojna Izraelsko - Arabska, w wyniku, której Związek Radziecki, a co za tym idzie, inne kraje komunistyczne, w tym również Polska, zrywają stosunki dyplomatyczne z Izraelem potępiając izraelską agresję. W Polsce odzywa się antysemityzm rozpętany przez Mieczysława Moczara i jego ludzi. W zakładach pracy organizuje się wiece potępiające „izraelskie dążenia imperialistyczne”. Coraz częściej w oskarżeniach o syjonizm atakowana jest polska inteligencja. Zaczynają się czystki w armii, w UB, a także zwolnienia z pracy w środkach masowego przekazu i innych instytucjach państwowych ludzi o żydowskich korzeniach, oskarżanych o syjonizm. W czerwcu 1967 roku, tak zwaną wojną sześciodniową Izrael zwycięża, ku radości polskich Żydów „syjonistycznej piątej kolumny”. W Polsce następują ciche represje: Polacy żydowskiego pochodzenia są zmuszani do opuszczenia kraju i dostają paszporty w jedną stronę. Ojczyzna pokazuje im drzwi. Dworzec Gdański w Warszawie staje się miejscem trudnych pożegnań. Ludzie wyjeżdżają z dnia na dzień, z podróżnymi torbami i plecakami, zostawiając za sobą całe życie i jego dorobek – znajomych, przyjaciół, rodzinę i nie z własnej woli jadą w nieznane.
W ocenie wszechobecnej Partii te same syjonistyczne siły parę miesięcy później podburzają do wystąpień polską młodzież akademicką, a staje się to za przyczyną dzieła polskiego wieszcza, Adama Mickiewicza.
Po jedenastu spektaklach, władze wydają zakaz wystawiania w warszawskim Teatrze Narodowym „Dziadów” w reżyserii Kazimierza Dejmka. Przyczyną tej decyzji jest fakt, że spektakl zawiera aluzje do sytuacji politycznej w PRL. Żywe reakcje publiczności przekształcają się, zdaniem władz, w antyrosyjskie demonstracje. Po ostatnim spektaklu, 30 stycznia wieczorem, młodzież akademicka z kilku warszawskich uczelni, między innymi ze szkoły teatralnej i filmowej, w akcie protestu, rusza pod pomnik Mickiewicza, by złożyć transparent „Żądamy dalszych przedstawień”. Zebranych rozpędza pałami policja i ORMO. Są ranni i aresztowani. Za informacje na ten temat, przekazane zachodniej prasie, ze studiów relegowani zostają dwaj studenci – Adam Michnik i Henryk Szlajfer. Studentów popierają polscy pisarze.
8 marca 1968 roku studenci warszawscy wystąpili w obronie łamania praw obywatelskich i wyrzuconych ze studiów kolegów. Demonstracja została krwawo stłumiona. Przez siatkę emisariuszy wieść o warszawskich demonstracjach dociera do innych polskich akademickich ośrodków. Pamiętam fragment piosenki śpiewanej wtedy na ulicach Poznania:

Pod Adasiem ogień płonie
Syczy sykiem gazet stos
A gdzieś tam w studentów gronie brzmi wichrzyciela głos:
„Prasa kłamie”!
Przyjechali mundurowi wichrzyciela pala w łeb.
Łup…Łup…
Z radiowozu na ulicy drze się jakiś kiep
Jesteśmy na wiecu
Głosy w niebo lecą
O pały zomowców obijamy się…

Protesty podjęli studenci w Krakowie, Wrocławiu, Gdańsku, Poznaniu. Wielu polskich studentów pokazywało rodzinie i znajomym ślady gumowych pałek na swym ciele. Było wielu rannych i aresztowanych – (uczestnicy tych wydarzeń przez wiele lat byli później represjonowani.)
W odpowiedzi na studenckie demonstracje władza reagowała również gęstą od pogardy i potępienia agresją słowną obwiniając za nieposłuszeństwo młodzieży, jej syjonistycznych przywódców, wyszkolonych na zachodzie imperialistycznych sługusów. Któż pamiętający owe czasy, nie zna treści tamtych przemówień Władysława Gomułki? Pierwszy sekretarz mówił między innymi o tym, że artysta nie ma prawa schodzić ze sceny, albo o tym, że Polacy mają mieć tylko jedną ojczyznę, Polskę, dając tym samym do zrozumienia, że w Polsce nie ma miejsca dla Polaków innego pochodzenia, a więc dla syjonistów, dla tych którzy cieszyli się ze zwycięstwa Izraela, dla Żydów, których „synalkowie” jak twierdził pierwszy sekretarz, wychodzą na ulice przeciwko socjalistycznej władzy i Związkowi Radzieckiemu. Oczywiście, wszystkie te wystąpienia młodzieży akademickiej były potępiane przez polskich ludzi pracy, którzy swą pogardę wyrażali między innymi na plakatach niesionych podczas partyjnych wieców i oficjalnych demonstracji.
Studenci do nauki. Literaci do pióra – głosiło jedno z takich haseł komunistycznej propagandy.
W reakcji na taki stan rzeczy posłowie klubu ZNAK z Jerzym Zawieyskim na czele wystosowują do sejmu interpelację potępiającą łamanie przez władzę PRL-u Praw Człowieka i Obywatela. Interpelacja ta zostaje skrytykowana przez aktyw partyjny. Wobec tej krytyki 10 kwietnia podczas obrad Sejmu, poseł Jerzy Zawieyski, wygłosił w Sejmie protest przeciwko partyjnej polityce. (Jak twierdzą niektórzy, chciał w ten sposób odkupić swoje grzechy wygodnego życia, w zamian za skumanie się z PZPR.) Właśnie to przemówienie prymas Polski, kardynał Stanisław Wyszyński porównał do wystąpienia Tadeusza Rejtana. Oto jego fragment:

"...Muszę zaprotestować na ile mnie tylko stać. Z całej siły, że nasza interpelacja nie jest podyktowana, powstała z potrzeby serca, duszy i sumienia. Nie była skierowana do żadnej międzynarodówki, takiej czy owakiej. Ze wszystkich przemówień, jakie były do tej pory powiedziane, najbardziej zabolała mnie interpelacja, jaką dał Zenon Kliszko.
Muszę tutaj użyć uwagę, że mogą być różne kryteria, tego, kto należy do narodu, komu się poczucia narodowe kwestionuje. Mnie się wydaje, że najgorsze są kryteria polityczne, kryteria polityczne oceny, kto do narodu przynależy, a kto nie przynależy. (…)
Dnia 11 marca od 10 wieczorem został pobity przez grupę nieznanych mężczyzn w ciemnej klatce schodowej Stefan Kisielewski, człowiek głęboko zaangażowany w życie PRL. Człowiek prawy, uczciwy i odważny. Pobity ciężko na schodach, w przyczajeniu, nie wiadomo, przez kogo. Stało się to po raz pierwszy w Polsce Ludowej…"

W tym momencie w słowa Zawieyskiego wtargnął rechot Gomułki.
Wystąpienie to i jego przyjęcie, tak wyczerpało Jerzego Zawieyskiego, że zaniemógł na zdrowiu. Umarł w czerwcu tego samego roku wypadając z okna szpitala na trzecim piętrze. Wydający akt zgonu lekarz odmówił podpisania świadectwa samobójstwa. Potem szybko wyjechał z Polski.


12 marca 1981, Bydgoszcz, tłum zgromadzony przed siedzibą MKS
(fot. autorki)

Marzec 1981
Podczas, gdy wolne związki zawodowe w polskich miastach krzepły w siłę, chłopi polscy nadal walczyli o swoje prawa. W początkach stycznia 1981 roku w proteście przeciwko odkładaniu przez rząd legalizacji chłopskich wolnych związków zawodowych odbywają się w Rzeszo-wie i Ustrzykach Górnych strajki polskich rolników. Z tego samego powodu 16 marca 1981 roku w siedzibie Polskiego Stronnictwa Ludowego w Bydgoszczy rolnicy rozpoczynają strajk oku-pacyjny, który następnego dnia przekształca się w ogólnopolski protest. Do Bydgoszczy zjeżdżają rolnicy z całej Polski. Jan Rulewski, przewodniczący NSZ Solidarność w Bydgoszczy, uważa, że istnienie rolniczych wolnych związków jest sprawą konieczną, gdyż tylko poprzez legalne związki zawodowe rolników można będzie nawiązać dialog z żywicielami narodu. Sytuacja w kraju jest napięta. Zaczyna brakować żywności. Przed sklepami stoją tasiemcowe kolejki. Ociągający się rząd należy zmusić do działania. W celu omówienia tej współpracy, delegacja działaczy Solidarności robotników i rolników zapowiada swój udział w obradach Wojewódzkiej Rady Narodowej w Bydgoszczy. W trakcie trwania obrad, gdy ludzie Solidarności chcą zabrać głos w dyskusji przedstawiając swoje żądania, otoczeni zostają przez ZOMO i milicję. Zaczynają się przepychanki. Pobici zostają trzej delegaci Solidarności, między nimi Jan Rulewski. (Dziś wiadomo z różnych źródeł, że pacyfikacja ludzi Solidarności w Bydgoskim WRN była przygotowaną prowokacją. Na parę godzin przed rozpoczęciem obrad na strychu budynku WRN-u pojawia się ZOMO czekające na rozkaz rozpoczęcia akcji pacyfikacyjnej.)
Wieść o pobiciu działaczy Solidarności obiega miasto lotem błyskawicy. Jeszcze tego samego wieczoru pod budynkiem WRN-u zabierają się ludzie. Następnego dnia rano całe miasto stanęło w kilkugodzinnym strajku. Miasto oblepione jest plakatami zakrwawionego Rulewskiego z powybijanymi zębami. Mieszkańcy Bydgoszczy idą na wiec pod siedzibą bydgoskiej siedziby Solidarności, na spotkanie z ogólnopolskim przewodniczącym NSZ Solidarność, Lechem Wałęsą. Czekają na jakieś wyjaśnienia i z obawą myślą, co będzie dalej. Ulice patrolują uzbrojone po zęby czwórki ZOMO. Mimo to, przed stojącym nad Brdą gmachem Miejskiego Komitetu Solidarności, po obu stronach rzeki stoją tłumy. Czekają na Wałęsę, przez parę godzin, w końcu pojawia sie i przemawia z balkonu. Prosi by za wszelką cenę zachować spokój. Ostrzega przed prowokatorami, którymi naszpikowane są tłumy.
Potem przez kilka dni trwają msze i demonstracje antypaństwowe. W Zakładach Naprawczych Taboru Kolejowego trwają rozmowy w gronie przywódczym związku, o tym, co robić dalej. Działacze Solidarności w większości opowiadają się za strajkiem generalnym, Wałęsa jednak za wszelką cenę chce znaleźć kompromis, („nie chcem, ale muszem”). W końcu, w Warszawie, bez porozumienia z innymi członkami zarządu, idzie na ugodę z komunistami. Strajk generalny zostaje odwołany. Wielu ludzi, zwłaszcza ówczesnych działaczy, poczytuje to Wałęsie za zdradę.
- Już wtedy wiedziałem, że Wałęsa był współpracownikiem bezpieki – mówi dziś Jan Zaklikowski, ówczesny działacz Solidarności, uczestnik tamtych wydarzeń.
Prawdą jednak jest, że losy Polski mogłyby się wówczas zupełnie ina-czej potoczyć. Ludzie w mieście mówili, że gro-ziło wprowadzenie stanu wojennego. Ktoś już nawet widział odpowiednie materiały propagandowe, formularze aresztowań drukowane w ZSSR, przygotowane do wpro-
wadzenia stanu wojennego. Osiągnięto kompromis. Ludzie w Bydgoszczy odetchnęli z ulgą. To między innymi za to, że nie polała się wówczas krew, Lech Wałęsa otrzymał w 1983 roku Pokojową Nagrodę Nobla, choć jak wszyscy wiedzą, dużo ma za uszami. >

  Następny artykuł:

Napisz do Redakcji