nr. 69
VICTORIA, BC,
LUTY 2016
NavBar

INFORMACJE 
LOKALNE
ważne adresy i kontakty

NADCHODZĄCE IMPREZY
I WYDARZENIA

Komunikat
konsulatu
podwójne
obuwatelstwo

Mały memoriał
Bronka Czecha

Vancouver
6 marca

Walne Zebranie
Sprawozdawczo-
Wyborcze

Dom Polski
13 marca


ARTYKUŁY

Od Redakcji

E. Kamiński-
Zesłańcy

sowiecka okupacja

J.C.Troyanowski
Cichociemni

2 wojna światowa

M.Zawratko-Laskowska
Balony

za Króla Stasia

ECK-
E.Wedel

dawne 22 lipca

A.Olas-
Problemy
w raju

ma Polonia
Amerykańska


Pomyłka
"Polish SS"

L. Mongard-
Cytrusy


W Galerii Stron
Rafał Malczewski


Helena Mniszkówna
Trędowata

odc. 24

Rozmaitości

Indeks autorów

z Mniszkówny przepisala ECK

Trendowata
(wersja odkurzona) cz. 24

Las skończył się, smutne sosny przeświecały łąkę. Gdzieniegdzie stały pojedyncze, otoczone kępami jałowca, w końcu i one znikły. Przed ordynatem leżała wilgotna, bujna łąka. Z daleka widać było rząd kosiarek. Ich ostrza błyszczały złoto. Koń zwolnił, zniżył głowę chcąc skubać soczyste źdźbła, lecz munsztuk utrzymywał go w obowiązującej postawie wierzchowca. Waldemar jechał zamyślony. Nagle podniósł brwi, uderzył szpic rózgą po cholewach butów, roześmiał się i zaczął w myśli monologować:
- Ja mogę względem niej mieć zamiary, jakie mi się podoba. Cóż mnie ona obowiązuje? Spotykam na swojej drodze jeszcze jedną istotę, którą warto zdobyć i koniec. Czy mi się uda?...To kwestia! Wszystko zależy od miary jej temperamentu. Jestem lekkomyślny…No jestem łotr, ale Prątnicki to ostatni szubrawiec. Cieszyć się, że ktoś zbałamuci osobę, którą się kochało, to jest podłość i nikczemność w wysokim stopniu, to godne tylko takiego cymbała jak Prątnicki! Jednak ja się z nim muszę rozstać. Psuje mi krew…I ta przyjaźń z Kleczem…
-A, jeśli Stefcia kocha go jeszcze? – Szepnął mu jakiś głos.
Waldemar wzruszył ramionami.
-Więc niech nawet szaleje. Cóż mnie to obchodzi? Tym dowiodłaby, że nie jest warta zachodu.
Spiął konia ostrogami i pomknął jak wicher przez trawy, niby jakiś potężny ptak pędzący za zdobyczą. Okrążył lasek, chcąc pokazać się Kleczowi i Edmundowi.
Opanowała go wesołość. Był pewien, że przy nim Prątnicki niknie w oczach Stefci, że on robi na niej wrażenie, zatem on posiada tysiąc szans, jakich nie ma tamten.
Minął zakręt lasku i o sto kroków przed sobą ujrzał tamtych dwóch. Odwrócił głowę udając, że nikogo nie widzi i ostrym kłusem jechał środkiem łąk wprost na robotników.
- O czym oni jeszcze rozprawiają? Chciałbym wiedzieć – szepnął z irytacją. Może ten osioł rozmyślił się i uważa, że Stefcię warto zachować dla siebie? No, z takim durniem nie będę współzawodniczyć. To by było więcej niż śmieszne.
Zbliżając się do robotników zwolnił i z żakowską radością patrzył na odjeżdżających.
- Będą mi się tłumaczyć, że byli z tamtej strony lasu – mruknął ironicznie i cieszył się na myśl, jakie zrobią miny, gdy im powie, że właśnie stamtąd wraca.
Lipcowy wieczór zapadł cichy i senny. Wzszedł księżyc, odwieczny sprzymierzeńca ideałów powiernik najtajniejszych wrażeń, przyjaciel poetów i lunatyków.
Stefcia siedziała przy oknie z głową opartą na dłoni. Wlepiła oczy w rozświetlone niebo zamyślona i tęskna. Dzień ten przeszedł dla niej niewesoło. Widziała Lucię rozmarzoną i to ją dręczyło.
W postępowaniu Prątnickiego widziała wiele szczegółów dla niego niepochlebnych, dla Luci zgubnych.
Dziewczynka była pod jego urokiem, każde jego spojrzenie, słowo działało na nią zabójczo. Edmundowi Stefcia nie ufała przeczuwając, że Luci nie kocha, a chodzi mu jedynie o zdobycie bogatej żony. Nie dostrzegła w nim ani polowy tego zapału, z jakim dawniej starał się o jej względy. I ogarniał ją niepokój, pomimo wszystko żałowała Edmunda, będąc pewną, że czeka go zawód. Duma pani Idalii nie pozwalała się łudzić.
Chwilami żal Stefci kierował się głównie na Lucię. Ją czekało rozczarowanie podwójne ze strony matki i boleśniejsze ze strony Edmunda.
- Daj Boże, aby to był szał, złuda, która przeminie, pozostawiając po sobie trochę goryczy, bez głębszych śladów – myślała poczciwa dziewczyna. – Gdybym ja mogła wiedzieć na pewno – szepnęła strapiona.
W rozmyślania jej wplotły się nieuchwytne marzenia. Było jej dobrze i źle, dziwne połączenie uczuć! Fizycznie odczuwała spokój i bogaty dobrobyt razem z poezją czarownej nocy, ale duch jej leciał wyżej. Błądził w obłokach utopii i nerwowym niepokojem szarpał się spadając w szarą rzeczywistość. Miała złudzenie, że posiada skrzydła u ramion, lecz, że przybito jej jakimiś dużymi ćwiekami do jakiejś zapory i ta trzyma ją bez ratunku. Stefcia chce lecieć w przestworza i czuje, że słabnie, że jej brakuje sil, ćwieki tkwią w skrzydłach, ciążą, hamują jej lot. Majaczyła, a księżyc oświecał jej bladą twarz, gładził włosy i zdawał się pieścić, jakby wszystkie swe ognie na nią jedną skierował, skupiając mistyczne spojrzenia. Stary oszust! Ile on w tej chwili widział takich okien i rozmarzonych głów dziewczęcych, ile pieścił twarzy, jak przeróżne gładził włosy. A na każdą głowę siał obfite iskry, rzucał kaskady świetlnych uczuć.
Miał ich zapas nie lada. Żył przez wieki.
Stefcia pogrążona w zadumie naglę drgnęła i obejrzała się z lękiem. Drzwi skrzypnęły i na progu stanęła Lucia w piżamie z rozpuszczonymi włosami. Oczy miała otwarte szeroko i niepokój w twarzy.
Zanim nauczycielka zapytała, dlaczego nie śpi, dziewczynka prędko podbiegła do niej, ręce zarzuciła jej na szyję, twarz rozpaloną przytuliła do jej twarzy i zaczęła szeptać:
- Ja przeczułam, że pani nie śpi i przyszłam, bo ja zasnąć nie mogę…Tak mnie coś dręczy…I tak mi smutno…
Odjęła ręce od szyi Stefci i robiąc nimi jakieś ruchy na wysokości twarzy odrzekła z trwogą:
- Ot, tak mi coś stoi przed oczyma!
Po czym przytuliła się zaraz i spytała cichutko:
- Panno Stefciu, dlaczego ty nie śpisz? Dlaczego tak siedzisz przy księżycu? Czy i ty także?... Jeszcze?...
Stefcia drgnęła.
Żal błysnął w jej oczach.
- Co, chcesz powiedzieć Luciu?
- Czy pani kocha jeszcze Edmunda? – Wypowiedziała jednym tchem dziewczynka.
- Prątickiego!...Dlaczego pytasz o to?
- Pani tak gniewnie wymówiła jego nazwisko.
- Nie odpowiadasz na moje pytanie, Luciu.
- Bo, ja najpierw chcę wiedzieć, czy pani go kocha. Panno Stefciu, powiedz proszę.
Stefci ścisnęło się serce.
- Nie kocham – odparła szybko.
Dziewczynka wstrzymała oddech w piersi, nieufność odbiła się w jej oczach. Spytała jeszcze natarczywiej:
- Nie kochasz, naprawdę? Ale ja wiem, że kochałaś, ja wiem.
- Łudziłam się – odparła szczerze Stefcia.
Lucia położyła jej głowę na ramieniu.
- Ja się nie łudzę.
- Ty Luciu?
- Tak. Ja kocham pana Edmunda.

CDN

Przejdź dalej

Napisz do Redakcji