nr. 69
VICTORIA, BC,
LUTY 2016
NavBar

INFORMACJE 
LOKALNE
ważne adresy i kontakty

NADCHODZĄCE IMPREZY
I WYDARZENIA

Komunikat
konsulatu
podwójne
obuwatelstwo

Mały memoriał
Bronka Czecha

Vancouver
6 marca

Walne Zebranie
Sprawozdawczo-
Wyborcze

Dom Polski
13 marca


ARTYKUŁY

Od Redakcji

E. Kamiński-
Zesłańcy

sowiecka okupacja

J.C.Troyanowski
Cichociemni

2 wojna światowa

M.Zawratko-Laskowska
Balony

za Króla Stasia

ECK-
E.Wedel

dawne 22 lipca

A.Olas-
Problemy
w raju

ma Polonia
Amerykańska


Pomyłka
"Polish SS"

L. Mongard-
Cytrusy


W Galerii Stron
Rafał Malczewski


Helena Mniszkówna
Trędowata

odc. 24

Rozmaitości

Indeks autorów

ECK

E.Wedel
dawniej 22 Lipca


Sklep Staroświecki Wedla, ul Szpitalna 8

Słowo „czekolada”, jest słodyczą dla ucha, ale równie przyjemnie brzmi nazwisko „Wedel”, z którym czekolada się niezmiennie kojarzy. Czekoladę robi się z produktów otrzymanych z ziarna kakaowego pomieszanego z cukrem. Do Europy ziarna te przywiózł Krzysztof Kolumb, do Polski czekoladę przywiózł Karol Ernest Wedel, a jego potomkowie sprawili, że Polacy zakochali się w produkowanej przez Wedla czekoladzie.
Karol Ernest Wedel z żoną w odpowiedzi na ogłoszenie o pracy w 1845 roku, przybył do Warszawy z Turyngii. W tym okresie przyjeżdżało na teren Królestwa Polskiego wielu dobrze wykształconych fachowców z różnych dziedzin. Niektórzy od prostego warsztatu doszli do swoich fabryk, a także dali początek znanym warszawskim rodom. Ernest Wedel do nich należał.
W 1851 roku Wedel założył, przy Miodowej w Warszawie, cukiernię z niewielkim warsztatem na zapleczu. Serwował w niej Warszawiakom, między innymi, pitną czekoladę o różnych smakach. Po paru miesiącach sprzedawał dziennie 500 filiżanek swego cudownego napoju. Szybko zdobył sobie markę i uznanie konsumentów. Potrafił też zadbać o reklamę. Oto jak się ogłaszał w warszawskiej prasie:

„Będąc zawsze w chęci, dogodnego i przyjemnego usłużenia Szanownej Publiczności artykułami Zakładu mego, i już zaszczycony Jej względami, spodziewam się, że ten nowy wyrób mój znajdzie życzliwy pokup, z nim też, więc polecam się.”

W 1872 roku Karol Wedel podarował firmę w prezencie ślubnym swemu przygotowywanemu do tej roli, urodzonemu już w Warszawie, synowi Emilowi. Firma się unowocześniła, powiększyła i przeniosła do większych pomieszczeń na ulicę Szpitalną, gdzie do dziś znajduje się sklep firmowy i pijalnia czekolady. Firma zatrudniała więcej ludzi, dla których Wedlowie zawsze byli dobrymi pracodawcami, znającymi wszystkich swoich pracowników i z każdym codziennie personalnie się witając. Od początku istnienia firmy jej renomą była produkcja wysokogatunkowych czekolad i szacunek dla ludzi. Marka zbudowana została dzięki wysokiej jakości produktów, solidności producenta; tradycji przekazywanej z ojca na syna. Trzecim właścicielem firmy został Jan Wedel.
Był on wysoce wykształconym młodym człowiekiem. Znał fabrykę od podszewki, gdyż pracował w niej na wszystkich stanowiskach, począwszy od najniższego. Studiował między innymi we Fryburgu, gdzie zrobił doktorat z chemii spożywczej. Jego wykształcenie i umiejętności sprawiły, że firma doczekała się fabryki zatrudniającej ok.2000 pracowników. Był to nowoczesny zakład produkujący słodycze, z filiami sklepów w kraju i zagranicą, między innymi w Nowym Jorku. Otwarty na świat i ludzi Jan Wedel, zgodnie z tradycją rodzinną, przywiązywał wagę do marketingu. Firma dysponowała samochodami, na których umieszczone było jej logo, a nawet samolot, który, reklamując produkty Wedla, latał nad modnymi kurortami. Plakaty reklamujące produkty Wedla znajdowały się na ścianach domów, na pojazdach, na lotnisku i na dworcach kolejowych. Było ich tyle, że przybywający do Warszawy, a nieznający polskiego cudzoziemcy sądzili, że słowo „Wedel”, to polskie powitanie.
Pracownikom Wedla zazdrościła cała Warszawa. Nie tylko pracowali, przy produkcji przyjemnych towarów, to jeszcze warunki pracy w ich fabryce były rewolucyjne na owe czasy. Wynagrodzenie u Wedla było wyższe niż gdzie indziej i progresywnie postępujące, z dodatkowymi premiami i nagrodami za dobrą pracę. Podobnie jak postępowi przedsiębiorcy na zachodzie w tym okresie, będąc pod wrażeniem ruchów socjalnych, jakie zaczęły się budzić w Europie, Jan Wedel stworzył swoim pracownikom cały system socjalny. Wybudował dla nich nowoczesne mieszkania, dom kultury, stadion, basen kąpielowy, zapewnił opiekę lekarską, przedszkole i żłobek dla dzieci, wczasy pracownicze i inne świadczenia, które podnosiły jakość pracowniczego życia.
Zgodnie z rodzinną tradycją, Jan Wedel zaangażowany był również w życie społeczne Warszawy. Był dobroczyńcą pomagającym wdowom i sierotom i zdolnej młodzież. Był mecenasem kultury i sztuki. Dzięki jego potężnej dotacji powstała w Warszawie filharmonia. Wedel przysłużył się też do postawienia pomnika Ignacego Paderewskiego.
Słodką sielankę wedlowską przerwała okupacja.
Czekolada była wyłącznie dla Niemców. Fabryka Wedla produkowała na potrzeby Wermachtu. Władze niemieckie naciskały, by Wedel, którego pradziadkowie byli niemieckiego pochodzenia podpisał volkslistę. Jan odmówił, wyjaśniając, że nie mógłby spojrzeć w oczy swoim pracownikom, którzy wiedzieli, że jest Polakiem. Gdyby teraz nagle stał się Niemcem byłoby to haniebnym oszustwem. Czuł się Polakiem i niósł pomoc potrzebującym. Na terenie fabryki prowadził jadłodajnię. Pracownicy otrzymywali deputaty żywnościowe. Pod pozorem opieki przedszkolnej, na terenie zakładu działała tajna szkoła dla najmłodszych. Pomagał też polskim artystom, zwłaszcza literatom utrzymać się przy życiu. Wielu ludzi w Warszawie uchronił od głodu. Dla swych pracowników wytyczył ziemię na działki, na których mogli hodować jarzyny i owoce. Rozdawał paczki żywnościowe, wysyłał je też do obozów koncentracyjnych. Wykupywał też więźniów z rąk niemieckich i dzieci żydowskie z transportów do obozów koncentracyjnych. Jan Wedel, pracując na potrzeby armii niemieckiej w całej tej działalności narażał się na niebezpieczeństwo. Po zajęciu fabryki przez Rosjan w październiku 1944 roku, nic się w tej materii nie zmieniło, jego życie, jako krwiożerczego kapitalisty, nadal narażone było na niebezpieczeństwo i szykany.
Władze komunistyczne bezceremonialnie odebrały mu fabrykę. Został w brutalny sposób wyrzucony ze swego domu. Odebrano mu wszystkie nieruchomości. Wielokrotnie był przesłuchiwany i nękany. Władze komunistyczne zmieniły nazwę firmy na 22 lipca i upaństwowiły fabrykę „oddając ją w ręce ludu pracującego”, któremu żyło się gorzej niż za czasów Wedla, pogorszyła się też, jakość wedlowskich wyrobów. Jan Wedel nigdy już nie wrócił na teren fabryki, ale nie spuszczał z niej oka. Oglądał ją codziennie aż do śmierci w 1960 roku z ławeczki w Parku Skaryszewskim. Obecnie fabryka jest własnością japońskiego koncernu.
Firmie przywrócono dawną nazwę. >

  Następny artykuł:

Napisz do Redakcji