nr. 66
VICTORIA, BC,
LISTOPAD 2015
NavBar

INFORMACJE 
LOKALNE
ważne adresy i kontakty

NADCHODZĄCE IMPREZY
I WYDARZENIA

Wizyta
Mikołaja
Dom Polski
6 grudnia

Zabawa
Sylwestrowa

Dom Polski
31 grudnia


ARTYKUŁY

Od Redakcji

J. Klechta
Spalona kukła

w Wrocławiu

ECK-
Przyjazny kraj

dla uchodźców

W. Widział
Noc Listopadowa

rocznica powstania

Ignacy Humnicki-
Powstanie Listopadowe

oczami świadka

Zenon Fisz-
Choroba i śmierć
Mickiewicza

wspomnienie

E. Korzeniowska-
Czarny kruk
nowa ksiąźka
o Ewie Demarczyk

L.Mongard-
Gorczyca

botanika stosowana

M. Arciszewska-
Ubiór narodowy

moda

Inscenizacja
11 listopada
fotoreportaż

Helena Mniszkówna
Trędowata

odc. 21


Rozmaitości

Indeks autorów

Czarny Kruk

„Z kuchni na Grobkach mało kto wychodził przed świtem. I nawet wtedy można było liczyć na Ewę. – Stanisław Radwan uśmiecha się.– Odprowadzała pijaków. Żeby jakiś nie padł gdzieś po drodze, żeby nic złego mu się nie stało. Zanosiła ich, dosłownie, bo trzeba było ich zarzucić na plecy. Ciągnęła do domu, często w drugi koniec Krakowa, pukała do drzwi i uciekała.
– No chyba, że wcześniej sama się upijała – dodaje Marek Tomaszewski. – Wtedy znikała. Po angielsku. Nawet nie mówiła „do widzenia”.- oto cytat z książki Czarny anioł mówiącej o Ewie Demarczyk, autorstwa Angeliki Kuźniak i Eweliny Karpacz-Obładze, wydanej przed paru miesiącami przez krakowskie wydawnictwo Znak.
Cytat ten opisuje interesujące epizody z życia artystki i wiele o niej mówi, mimo to, podczas lektury Czarnego anioła zrozumiałam, że bywają książki, które ze swojego założenia są złym pomysłem, bez względu na to, ile się na nich da zarobić. Czasem straty, jakie przynoszą, są nieporównywalnie większe niż zyski. Takie książki, to „czarne kruki”.
Ewa Demarczyk, to artystka niepowtarzalna, z wysokiej półki, jak to się dziś mówi. Polska pieśniarka o porażająco silnej artystycznej osobowości i głosie „niosącym poezję”, swym śpiewem elektryzuje kolejne pokolenia słuchaczy. Miała wiele propozycji kariery zagranicą ale została, by śpiewać w Polsce.
Pracę artystyczną zaczęła w latach 60 ubiegłego wieku w Krakowie. Przez kilka lat występowała w kabarecie Piwnica pod Baranami. Po rozstaniu z Piwnicą pracowała z zespołem złożonym z pierwszorzędnych muzyków. Na jej koncerty przychodziły tłumy. Była jedyną w swoim rodzaju primadonną występującą w sukniach szytych przez mamę.
„Dlaczego ciągle w tych maminych sukniach?” – pytają kilka razy autorki książki opowiadając historię artystki.
(Być może, również przez tego rodzaju pytania ze strony mediów, Ewa Demarczyk nie chce rozmawiać z dziennikarzami.)
Ciesząca się międzynarodową sławą artystka, na przełomie wieków rezygnuje ze scenicznej pracy, po wielu tarapatach zamyka swój teatr, stając się prywatną osobą. Od kilkunastu lat świadomie unika rozgłosu, chroniąc się przed medialnymi intruzami: „Ja nie wiem czy potrafię rozmawiać o rodzicach, tak bezpośrednio – mówiła Ewa Demarczyk w wywiadzie - bo to takie mi się to wydaje bardzo osobiste…”.
Znaczy, pieśniarka chroni swoje życie prywatne. Dla publiczności istniała całą sobą na scenie. I tylko to się liczy. Tymczasem, po lekturze Czarnego anioła wnioskować by można, że koncept prywatności to pojęcie względne, a etyka zawodowa to wartość należąca do przeszłości.
Wbrew temu, co czytamy na okładce, książka ta nie jest „długo oczekiwanym portretem tajemniczej artystki”; to jedynie szkic rysowany cudzą kreską. Autorki, które są nagrodzonymi polskimi dziennikarkami, użyły do jej pisania metody intelektualnego recyclingu opierając się w większości o tworzywo wtórne: zasłyszane od innych historie, cytaty osób trzecich. W sumie powołują się na wypowiedzi kilkuset osób; bibliografia zawiera 54 źródłowe teksty, filmy, wywiady radiowe i telewizyjne. Imponujący ten materiał został wykorzystany jak na zamówienie tabloidowego pisma, bez zrozumienia nieprzeciętnej osobowości Ewy Demarczyk.
„…”Utalentowana, natchniona przez Boga talentem niezwykłym…” – mówił o niej nieżyjący już Piotr Skrzynecki.” (Cytat z Czarnego anioła)
„No, ale… kariery sama by nie zrobiła” sugerują w swych wypowiedziach niektórzy jej koledzy. „Najbardziej lubiła piosenkę estradową i Połomskiego”. Poezji nie chciała śpiewać.” Wspominają.
Posługując się fragmentami nie swojego widzenia, bez weryfikacji, autorki budują oparty na cudzej pamięci wizerunek artystki, zniekształcony subiektywną optyką. Na przykład, gdy ktoś z zespołu opowiada jak Ewa Demarczyk odmówiła występu w akompaniamencie jednego tylko fortepianu, z boku mogło to się wydawać kaprysem rozpieszczonej artystki; z drugiej jednak strony (z punktu widzenia artystki) brak drugiego instrumentu mógł zmieniać całości artystycznej koncepcji, mogła to być bardzo istotna sprawa w spektaklu.
W książce mieszają się opowieści o pracy zawodowej z plotkami i spekulacjami dotyczącymi prywatnego życia gwiazdy, podanymi do publicznej wiadomości bez jej zgody.
Nie wszyscy bliscy i dalsi pani Demarczyk zgodzili się na wywiad i tym którzy odmówili należy się za to szacunek. Ci, którzy mówią o niej: członkowie jej orkiestry, przyjaciele, ludzie z klubu pod Baranami, koledzy ze studiów, nauczyciele, urzędnicy z Urzędu Miasta Krakowa – nie zawsze bywają sprawiedliwi. Często wspomnienia opierają się na nastroju chwili, bywają przez to zniekształcone, niesprawiedliwe, niesprawdzone. Jeśli nawet niektóre informacje są prawdziwe, to i tak nie wiadomo, dlaczego upubliczniane? Jak to, że zaśpiewała „walczyka” bez wiedzy jego pierwotnego wykonawcy i zamieniła w wielki Grande Valse Brillante wyśpiewując nim nagrodę na festiwalu, albo że jednej aktorce podebrała utwór, tworząc z niego magiczną pieśń o Madonnach - te nieistotne w kółko powtarzane pretensje powinny trafić w niepamięć, a nie na kartki książki.
Całość jest zręcznie skonstruowana, poprawnym językiem, ale czegoś w niej brakuje. Może dobrego smaku? Klimat tej lektury sprawia nieprzyjemne wrażenie, jakby bez wiedzy właściciela szperało się w jego biurku. Czy to ważne, kim był ex-mąż pani Demarczyk lub, jaką firmę obecnie prowadzi artystka? I choć miejscami ciekawie czyta się fragmenty opisujące pracę artystyczną, tej pozycji psują informacje w rodzaju tych, czy artystka płaci rachunki w terminie. Takie rewelacje sprowadzają panią Ewę Demarczyk z desek paryskiej Olimpii na karty brukowej literatury. W Czarnym aniele dokonuje się profanacji, wynikającej z ignorancji i niewiedzy jak istotny jest wkład pani Ewy Demarczyk do polskiej kultury. Twórczość ta powinna zostać uznana za narodowe dziedzictwo, a szczegóły z osobistego życia za prywatną sprawę. I choć w książce znajdują się fragmenty mówiące o artystce z podziwem, a niektóre wspomnienia oddają zasłużony hołd artystce, to całość nie zachwyca. Zwyczajne obgadywanie, nieumiejętność odróżnienia twórczości od spraw prywatnych, przekraczanie barier dobrego wychowania, niedyskrecja sprawiają, że książka zostawia po sobie nieprzyjemny zgrzyt. A w spirali czasu tak bywa, że dźwięk kreuje obraz, wyobrażenie; dźwięk cichnie, a obraz zostaje i zaczyna żyć własnym życiem. Dlatego lepiej kupić płytę i słuchać śpiewanych przez Ewę Demarczyk pieśni, niż tracić czas i kasę na Czarnego Anioła.

“Czarny anioł”, Angelika Kuźniak, Ewelina Karpacz-Oboładze,
Wydawnictwo Znak 2015

Przejdź dalej

Napisz do Redakcji