nr. 66
VICTORIA, BC,
LISTOPAD 2015
NavBar

INFORMACJE 
LOKALNE
ważne adresy i kontakty

NADCHODZĄCE IMPREZY
I WYDARZENIA

Wizyta
Mikołaja
Dom Polski
6 grudnia

Zabawa
Sylwestrowa

Dom Polski
31 grudnia


ARTYKUŁY

Od Redakcji

J. Klechta
Spalona kukła

w Wrocławiu

ECK-
Przyjazny kraj

dla uchodźców

W. Widział
Noc Listopadowa

rocznica powstania

Ignacy Humnicki-
Powstanie Listopadowe

oczami świadka

Zenon Fisz-
Choroba i śmierć
Mickiewicza

wspomnienie

E. Korzeniowska-
Czarny kruk
nowa ksiąźka
o Ewie Demarczyk

L.Mongard-
Gorczyca

botanika stosowana

M. Arciszewska-
Ubiór narodowy

moda

Inscenizacja
11 listopada
fotoreportaż

Helena Mniszkówna
Trędowata

odc. 21


Rozmaitości

Indeks autorów

Zenon Fisz

Choroba i śmierć Mickiewicza


W r. 1855 w miesiącu październiku wysiadł z paropływu francuskiego na Top Hana mężczyzna lat około pięćdziesięciu, z długimi białymi włosami, myślącego czoła, w skromnym ubiorze z pielgrzymim kijem w dłoni. Przybywał on z dalekiego Zachodu. Towarzyszyło mu kilka osób, witało kilkaset, a cześć i szacunek powszechny otaczały każdy jego krok. Tym podróżnym był – Adam Mickiewicz.
Zebrałem ile się dało szczegółów o jego krótkim tu pobycie i śmierci i opowiem je wam, ile powiedzieć można.
Mickiewicz wyjechał do Konstantynopola w towarzystwie, między innymi Armanda Levy i Henryka Służalskiego. Służalskiego lubił on za jego dykteryjki, zmyślenia, które bawiły go lepiej niż uczone rozprawy innych. Wybrał się on z namiotem i wszelkimi przynależnościami obozowego życia! Powiadano mi jeszcze w Paryżu, że ta uprojektowana podróż, ta zmiana życia zajmowały go bardzo i że wyjechał marząc o niej ciągle. W Stambule był przedmiotem szczególnych względów i starań. Ambasady ustępowały mu mieszkania w swych pałacach, lecz nie przyjął żadnych ofiar, i z hotelu gdzie się zatrzymał przeniósł się nawet do prywatnego domu na Jeni-Szeri. Zwiedzałem ten dom smutny, samotny, opuszczony, przy ulicy Kalendzi-Kuluk i widziałem tę dużą izbę o jednym kwadratowym oknie, w której był zamieszkał. Przedsień prowadziła do niej, a umeblowanie składało się ze stoła, kilku krzeseł prostych i łóżka, co jeszcze prostsze, okry-te siennikiem i dywanem tureckim stało w kącie. Pokój trącił pustkowiem, był ciemny i nawet wilgotny, przypominał mi nasze kar-czemne izby, jakie czasem w jesiennej podróży zastajemy na szlakach ukraińskich.
Wkrótce potem pojechał do Burgas i tam pod namiotem przepędził parę tygodni. Podobał sobie nad wyraz w obozowym życiu, jeździł konno na polowanie, jadł proste żołnierskie potrawy, lecz zmiana taka paryskiego życia, pokojowego, na polowe była zbyt gwałtowna i nieostrożna. Nie umiano go przestrzec, a nawet nastręczano mu rozmaite obozowe rozrywki, widząc, że w tym podoba sobie. Zdało mu się, że on młody i czerstwy, jaki był na skale Ajudachu, i że to swobodne powietrze, ten pokarm przyrządzony przy obozowym ognisku przywrócą mu siły, które sterał nad książkami i na paryskim bruku. W Burgas zachorował, był niezdrów dni kilka, lecz potem znowu poczuł się zdrowszy i w tym stanie powrócił do Konstantynopola. Osoby, co go tu odwiedzały często mówiły mi, że nie zachowywał ani diety, ani okrywał się starannie, i jakby na przekór chciał przywyknąć do twardego życia. Lecz cóżkolwiek bądź, stan jego nie był zatrważający aż do listopada 26-tego. Kuczynski Hipolit tak mi opowiedział resztę:
„– W poniedziałek z rana, około 10-tej przyjechałem do Mickiewicza. Opowiadał on właśnie o nowinach otrzymanych z Burges. Levy powiedział mi o nim, że zeszłej nocy był cierpiący, lecz ja go zastałem dość spokojnym. Potem zaczął rozmowę o swych dzieciach i zakończył uwagą, że w najmłodszym Józi postrzega umysł uderzający, nad wiek jego dziecinny.
– Kuczyński, – rzekł wreszcie – wiesz, żem się zaczął uczyć po turecku. Lękam się tylko, żeby się ze mną nie stało podobnie, jak z jednym z królów naszych, który już nieźle sylabizował, jak go śmierć zaskoczyła.”
„O w pół do 12-tej uczuł mdłości i lekką diarię i położył się do łóżka, lecz symptomata cierpień były tak słabe, iż ani jego ani nas nie zatrwożyły.”
„Mickiewicz około 3-ciej poczuł się lepiej i zapragnął spoczynku. Wyszedł Levy i Kuczyński, a pozostał Służalski. Zaledwie minęła godzina, gdy pojawiły się boleści gwałtowniej i Służalski wezwał le-karza Gębińskiego. Dał on Mickiewiczowi natychmiast Laudanum i kazał ogrzewać ciało, ale na zapytanie Służalskiego odpowiedział, że chory jest w stanie bardzo niebezpiecznym. Mickiewicz wyczytał to niebezpieczeństwo z zafrasowanej twarzy Służalskiego i zapytał go:
– Powiedz mi prawdę Służalski, co lekarze mówią o mnie? – a byli już obok Gębińskiego dwaj inni, Szostakowski i Bednawski
Służalski ze łzami w oczach odpowiedział:
– Mówią, że możesz umrzeć.
Wtedy on rzekł:
– Każ mi zawołać księdza Ławrynowicza.
Potem kazał sobie podać pióro i chciał pisać, lecz gdy mu Służalski przyniósł papier, rzekł: „Nie mam siły” i upadł na łoże. Była już 5-ta, gdy powrócił Levy i wkrotce po nim przyszedł lekarz Drozdowski. Powiadano mi potem, iż oprócz Gębińskiego, który był lekarzem z profesji, trzej inni – na sposób turecki – nie uczyli się medycyny, ale praktykowali. Posłano, więc po księdza, a tymczasem doktorowie rozcierali mu ciało i przepisali powtórnie laudaum, którego przyjąć nie chciał. Po chwili boleści znowu uspokoiły się. Myślano, że Mickiewicz zaśnie, i wszyscy powychodzili z izby. Na żądanie chorego zostali Levy i Służalski.
– Nie wiedzą, co mi jest – rzekł Mickiewicz do nich. – Chcą mnie ogrzać, a ja cały w ogniu.
To rzekłszy pochylił głowę i zasnął, lecz na moment, wtem ksiądz przybył. Wszedł po nim Drozdowski i powtórzył nacierania, gdy zdjęły go kolki.
– Oni mi skórę zedrą, jak biednemu pułkownikowi Idzikowskiemu, a ona mi już znowu nie odrośnie! – zawołała Mickiewicz w boleściach.
Dano mu Laudanum, ale boleści się powiększyły i po chwili chory leżał nie wydając najmniejszej skargi.
Gdy się zbliżył Służalski, rzekł mu:
– Powiedz moim dzieciom, niech się kochają między sobą.
Gdy go zapytano, gdzie by życzył być pochowany, oświadczył, że na cmentarzu w Montmorency, obok swojej żony. Postrzegłszy wychodzącego Kuczyńskiego o 6-tej rano poznał go. Potem leżał spokojnie, a ksiądz Lewartowicz namaścił go olejem św. O 9-tej zaczął konać…

– Łzy rzewne polały nam się z oczu – mówił mi Kuczyński – gdyśmy spojrzeli po sobie, a potem na trupa. Uczucie sieroctwa i pewnej próżni życia owiało nas… Podaliśmy sobie wzajemnie dłonie i łkając przyrzekliśmy spełnić godnie i z niezachwianym męstwem pielgrzymkę naszą. Patrzyliśmy na tę głowę szlachetną po której w nieładzie białe i długie rozrzucały się włosy, i na te usta wpół otwarte lecz sine, jakby gotowe do odezwania się i milczeliśmy grobowym milczeniem.”
Ciało Mickiewicza zabalsamowano i w dwie zawarto trumny. Pierwsza była ołowiana, druga z drzewa. Stały one przeszło miesiąc w tym samym domu i izbie, gdzie umarł, opatrzone pieczęcią konsulatu francuskiego. Zwłoka pochodziła z dwóch przyczyn. Jedni z rodaków chcieli żeby pochowany został w szyfliku (folwarku) o cztery godziny drogi od Konstantynopola, leżącym w lasach Anatoli; drudzy aby odwieziony został do Francji, według woli samego nieboszczyka. Rząd zaś francuski wahał się ciało wpuszczać do Francji, z obawy wniesienia z nim cholery. Sprawa o tym zabrała więcej miesiąca czasu, lecz wreszcie pozyskano zezwolenie wywiezienia zwłok do Francji. >

  Następny artykuł:

Napisz do Redakcji