nr. 66
VICTORIA, BC,
LISTOPAD 2015
NavBar

INFORMACJE 
LOKALNE
ważne adresy i kontakty

NADCHODZĄCE IMPREZY
I WYDARZENIA

Wizyta
Mikołaja
Dom Polski
6 grudnia

Zabawa
Sylwestrowa

Dom Polski
31 grudnia


ARTYKUŁY

Od Redakcji

J. Klechta
Spalona kukła

w Wrocławiu

ECK-
Przyjazny kraj

dla uchodźców

W. Widział
Noc Listopadowa

rocznica powstania

Ignacy Humnicki-
Powstanie Listopadowe

oczami świadka

Zenon Fisz-
Choroba i śmierć
Mickiewicza

wspomnienie

E. Korzeniowska-
Czarny kruk
nowa ksiąźka
o Ewie Demarczyk

L.Mongard-
Gorczyca

botanika stosowana

M. Arciszewska-
Ubiór narodowy

moda

Inscenizacja
11 listopada
fotoreportaż

Helena Mniszkówna
Trędowata

odc. 21


Rozmaitości

Indeks autorów

Władysław Widział

Noc Listopadowa


Noc Listopadowa - Mal. Wojciech Kossak (1856-1942)

Ruch wyzwoleńczy w latach trzydziestych XIX wieku, podsycał młodzieńcze wyobraźnie Europy. Również polska młodzież, wychowana w bogobojnym szacunku dla etosu wyzwoleńczego, w tajnych związkach i organizacjach rozprawiała o tym, jak wywołując zbrojną rewolucję, wyzwolić Ojczyznę spod jarzma zaborów. Młodzi wierzyli, że tylko siłowa konfrontacja może położyć kres niewoli, dlatego 29 listopada 1830 roku o godzinie 18, akademicka i intelektualna młodzież Warszawy występuje przeciwko rosyjskiemu zaborcy.
W ten ciemny listopadowy wieczór przez opustoszały Park Łazienkowski przekradają się dziwne grupki cywilów. Zbierają się pod pomnikiem króla Jana Sobieskiego. Jest ich około czterdziestu, przewodniczą im dwaj osobnicy: poeta Seweryn Goszczyński i Ludwik Nabielak. Czekają na coś. Stoją pod pomnikiem lub przechadzają się w grupkach, rozmawiają, żywo przy tym gestykulując, ale cały czas obserwują parkowe ścieżki. Wtem, z mroku wyłania się grupa złożona z cywilów i żołnierzy. Przewodzi im Piotr Wysocki – mózg całego przedsięwzięcia. Rozmawiają krótko. Przybyli wręczają zebranym broń, pokazują jak ją obsługiwać. Trwa to zaledwie kilka minut. Wysocki odchodzi pospiesznie w stronę Podchorążówki. Uzbrojona grupa młodych ludzi – kieruje się w stronę Belwederu, gdzie mieszka władca Królestwa Polskiego – ziem polskich pod carskim zaborem – Wielki Książę Konstantyn, brat cara Alexandra II. Młodzi ludzie idą do pałacu, by go zabić. Wierzą, że wraz ze śmiercią księcia, upadnie władza carska w Królestwie Polskim, a potem, po zbrojnej rewolucji, w dwóch pozostałych zaborach. Łatwo dają sobie radę ze strażą pilnującą Belwederu, złożoną w większości z wojennych inwalidów – po prostu powalają weteranów na ziemię. Dopadają głównego wejścia do pałacu. Szarpią się z zamkniętymi drzwiami. W końcu, wysadzają je z zawiasów. Brzęczy tłuczone szkło. Wdzierają się do wnętrza. „Śmierć tyranowi!” – krzyczą biegnąc ciemnymi korytarzami. Echo ich kroków odbijają wyfroterowane podłogi. Dobiegają do apartamentów książęcych. W przedpokoju – poczekalni zastają królew-skich kamerdynerów i wiceprezydenta tajnej policji, Mateusza Lubowickiego, którego jeden z zamachowców zabija pchnięciem bagnetu. Drogę do gabinetu arcyksięcia zastępują im dwaj generałowie. Obaj giną. Tymczasem Konstantyn, korzystając z pomocy kamerdynera ucie-ka przez tajny korytarzyk prowadzący na strych, a stamtąd do apartamentów księżnej. Zamachowcy przeszukują cały pałac z wyjątkiem lewego skrzydła, gdzie mieszka księżna ze swoim dworem, gdyż nie wypada im siać niepokoju w fraucymerze. Książę Konstanty uchodzi z życiem. Cała akcja trwa może kwadrans. Naznaczony krwią Belweder pustoszeje. Zamachowcy wycofują się w ostatnim momencie przed pojawieniem się odziałów książęcych kirasjerów.
Książe Konstanty to dziwny władca. Ożeniony z Polką, Joanną Grudzińską, księżną Łowicką, raz Polskę uwielbia, raz nienawidzi, raz Polaków ubóstwia, to znów czuje do nich pogardę. Przez naród żyjący pod jego butem, wielki Książę uważany jest za bezwzględnego okrutnika i kata. Jego największą pasją jest armia. W niej szkolą się polscy i rosyjscy żołnierze i są to podobno najlepiej w Europie wyszkolone oddziały znające doskonale wszystkie strategie walki, umiejący dowodzić jak generałowie i szablą walczyć jak szermierze. Zamachowcy natomiast, to młodzi cywile wychowani na wspomnieniach o patriotycznych zrywach ojców i dziadów, pomimo pierwszego niepowodzenia nadal wprowadzają w życie swój plan.
Pierwsza część spisku nie dochodzi do skutku, bo Konstanty nie ginie, ale nadal trwa zaplanowana akcja. Umówionym znakiem wybuchu powstania miał być ogień w browarze na Solcu, a następnie dwa inne pożary. Pożar w browarze wybucha na pół godziny przed oznaczonym czasem i o umówionej godzinie 18 już nie ma po nim śladu. Dwa następne pożary nie wybuchają wcale. Rozrzucone po Warszawie oddziały garnizonu polskiego w rosyjskiej armii, na sygnał miały się rzucić równocześnie na nieprzygotowanego nieprzyjaciela, niestety nic się nie dzieje. Żołnierze się niecierpliwią, tracą ducha i wiarę w powstanie.


Wzięcie Arsenału Mal. Marcin Zaleski (1796-1877)

Tymczasem na terenie Parku Łazienkowskiego, w tak zwanej Podcho-rążówce, Szkole Podchorążych, w której naukę pobiera 300 studentów Polaków i Rosjan, trwają zajęcia. W salach wykładowych o wysokim sklepieniu, o białych ścianach, na których wiszą portrety Cara Alexandra II i wielkiego księcia Konstantego siedzą w pełnym umundurowaniu młodzi adepci sztuki wojskowej. Są wyraźnie czymś podnieceni. Niby słuchają wykładu, niby coś tam kreślą, notują, ale co jakiś czas spoglądają w okno i zerkają na stojące w kącie drewniane skrzynki z amunicją. Nagle na niebie od strony Solca pojawia się łuna. Studenci z impetem zrywają się z ławek. Łapią amunicję, ktoś rozdaje strzelby, ktoś inny nawołuje do czynu. Uzbroili się, ale co dalej? Czekają na kogoś. Rosjanie oklaskują ich brawurę. Nauczyciele wzywają ich do opamiętania. Młodzi Polacy ignorują te nawoływania. Dla nich nadeszła pora, by wyuczoną teorię wprowadzić w czyn. Biegają po szkole, nie wiedząc, co z sobą zrobić. Ktoś proponuje wyjście do Śródmieścia. Kto inny mówi coś z rezygnacją. Nagle biegiem wpada do podchorążówki oczekiwany przez wszystkich Piotr Wysocki, który od progu woła: „Koledzy nadeszła godzina zemsty! Czas zemścić się na naszych wrogach. Niech piersi wasze będą Termopilami dla nich. Ruszamy na Warszawę!”
Po chwili szkolę opuszcza 160 umundurowanych studentów, na ich czele Wysocki. Biegną w stronę najbliższych koszar, nie wiedząc, że nie wszędzie żołnierze widzieli znak. Po kilku zwycięskich potyczkach, co rusz powiększając swoje szeregi przez żołnierzy – Polaków z armii rosyjskiej – przedzierają się ku Warszawie. Zamachowcy z Belwederu też się do nich przyłączają po drodze. Razem, po kilku wygranych starciach z książęcym wojskiem, powstańcy ruszają do Warszawy. Na Placu Trzech Krzyży młodym bojownikom drogę zastępuje generał Stanisław Potocki, poddany carski, zdrajca, który jest przeciwny powstaniu. Młodzież gotowa jest mu wybaczyć zdradę , jeśli się do nich przyłączy i przejmie dowództwo.
- Złóżcie natychmiast broń! Zaprzestańcie tej burdy! To chuligańskie wybryki, a nie walka o wolność ojczyzny! Ojczyznę w ten sposób pogrążacie! To szaleństwo – krzyczy do nich generał ze schodów kościoła pod wezwaniem św. Aleksandra, ale wkrótce oddala się w stronę Belwederu. (Ginie z rąk powstańców dwie godziny później.) A oni maszerują przez milczące ciemne miasto. Nikt im nie wiwatuje, nikt nie wita wolności, jaką niosą. Spotykają pułkownika Trembeckiego. Proszą go by z nimi poszedł. Gdy odmawia, biorą go między siebie i siłą prowadzą przez miasto. Po drodze strzelają do generałów Hanke’go i Mąciszewskiego. Ostrzeliwują też karetę i przypadkowo ginie w niej generał Nowicki. Idą, a Warszawa śpi. Biją kolbami w zatrzaśnięte bramy, za którymi kryją się zatrwożeni mieszczanie. Idą, zostawiając za sobą śmierć. Doszli tak do Wierzbowej i tu ponownie proszą generała Trembeckiego, by nimi przewodził. Grożą mu:
– Przyłącz się do nas generale, przecież widzisz, co czeka zdrajców.
– Nie chce mieć z wami nic wspólnego, wy jesteście nikczemni, wy jesteście mordercy – mówi im i w tej samej chwili pada rażony powstańczą kulą.
Drzwi i okna warszawskich kamienic i pałaców wzdłuż Królewskiego Traktu są zatrzaśnięte na głucho, ale od strony Starego Miasta słychać jakieś ożywienie. Na Starówce przyłączają się do niech warszawscy mieszczanie, dla których jeszcze ciągle żywa jest tradycja Kilińskiego. Wspólnie z nimi ruszają na arsenał, by pomóc jego obrońcom (żołnierzom rosyjskim, którzy przeszli na stronę rewolucji), walczą oni z Polakami w armii rosyjskiej w walce o miejską zbrojownię.
Wszystko w tę listopadową noc idzie opornie. Nikt z patriotycznej starszyzny nie chce stanąć na czele walki przeciwko carowi, gdyż złożyli carowi przysięgę wierności. Są rosyjskimi poddanymi. Podpisali parafkę. Nie chcą, nie mogą się narażać, nie rozumieją też niesubordynacji młodzieży. Największym problemem tego zrywu jest brak silnego wodzostwa popartego doświadczeniem i umiejętnościami dowodzenia. Wynika on z pokoleniowego konfliktu i różnic w sposobie postrzegania metod i rodzaju walki z zaborcą, a także odmiennego odczuwania patriotyzmu i filozofii życiowej opartej na innych wartościach.
W powstaniu listopadowym trwającym ponad rok giną tysiące ludzi po obu stronach barykad, w większości to Polacy. Po powstaniu sytuacja na ziemiach polskich pod carskim zaborem bardzo się zaostrza. Panuje bezwzględny terror. Przymusowe konfiskaty majątków, masowe zsyłki na Sybir. Uciekając przed represjami, emigrują wówczas z Królestwa tysiące młodych ludzi - Wielka Emigracjia. Starzy zdali sobie sprawę z tego, że ich czas już przeminął.
Powstanie nie tylko jest próbą wyzwolenia państwa polskiego z pazurów zaborców, to też walka, jaką Młodzi podejmują przeciwko Starym. I jednym i drugim przyświeca ten sam cel – wyzwolenie ojczyzny spod jarzma zaborców, różni natomiast ich droga, jaką sobie wytyczyli w dążeniu do tego celu. Starzy kierują się rozsądkiem, podczas, gdy rozczytani w Mickiewiczu i innych romantycznych poetach młodzi, słuchają przede wszystkim emocji i tak jak w innych Europejskich krajach racjonalne „szkiełko i oko” zamieniając na karabiny. >

  Następny artykuł:

Napisz do Redakcji