nr. 66
VICTORIA, BC,
LISTOPAD 2015
NavBar

INFORMACJE 
LOKALNE
ważne adresy i kontakty

NADCHODZĄCE IMPREZY
I WYDARZENIA

Wizyta
Mikołaja
Dom Polski
6 grudnia

Zabawa
Sylwestrowa

Dom Polski
31 grudnia


ARTYKUŁY

Od Redakcji

J. Klechta
Spalona kukła

w Wrocławiu

ECK-
Przyjazny kraj

dla uchodźców

W. Widział
Noc Listopadowa

rocznica powstania

Ignacy Humnicki-
Powstanie Listopadowe

oczami świadka

Zenon Fisz-
Choroba i śmierć
Mickiewicza

wspomnienie

E. Korzeniowska-
Czarny kruk
nowa ksiąźka
o Ewie Demarczyk

L.Mongard-
Gorczyca

botanika stosowana

M. Arciszewska-
Ubiór narodowy

moda

Inscenizacja
11 listopada
fotoreportaż

Helena Mniszkówna
Trędowata

odc. 21


Rozmaitości

Indeks autorów

Jerzy Klechta

Spalona kukła



Kukła Żyda spalona kilka dni temu pod wrocławskim ratuszem – to nie jest żaden wybryk. To wcale nie jakiś anonimowy idiota spalił kukłę. Jest to rezultat bardziej lub mniej milczącego przyzwolenia, aby bić w innych. Inaczej urodzonych, inaczej myślących, inaczej wierzących.
Przyzwolenie to płynie z różnych stron. Z domu rodzinnego czyli wychowania. Z mediów nasyconych nienawiścią. Z foteli polityków, głoszących mniej lub bardziej zakamuflowany nacjonalizm, a co za tym idzie także antysemityzm.
Polska dla Polaków! Polska dla Polski! Precz z nie-Polską w Polsce! Identyfikowanie nosicieli nienawiści jest tak proste i łatwe, że nie ma nawet potrzeby, aby wskazywać ich palcem. Wcale nie chowają się gdzieś tam za podwójną gardą. Ich głos jest powszechnie słyszalny. Zaś ten czy ci, którzy spalili kukłę Żyda – to „zaledwie” szeregowi idioci, zasługujący jedynie na pogardę.
Aby nieco rozjaśnić zaczadzone umysły wymienię kilku Żydów. Polskich Żydów. Polskę kochali. Dla Polski żyli i ją budowali.
Zacznę od poetów. Nadmieńmy, że żona Wieszcza Adama, Celina Szymanowska wywodziła się z frankistowskiej rodziny (frankiści byli żydowską sektą, która przyjęła chrześcijaństwo). „Mój ojciec z Mazurów, matka moja Majewska z wychrztów” – miał powiedzieć poeta Ksaweremu Branickiemu. Hrabia chyba nie dość dokładnie zacytował Wieszcza, ale prawdą jest, że Mickiewicz darzył Żydów gorącą sympatią.
Kto piękniej poetyckimi strofami władał od Juliana Tuwima?
Był człowiekiem rozdartym. W wywiadzie udzielonemu pismu żydowskiemu „Nasz Przegląd” powiedział w 1924 r.: „Ja jestem <Żydem- Polakiem> i nic mnie to nie obchodzi, co jedna lub druga strona o tym powie. Dla antysemitów jestem Żydem, a moja poezja jest żydowską. Dla Żydów – nacjonalistów jestem renegatem, zdrajcą. Trudno! Z ludźmi, dla których pochodzenie żydowskie jest równoznaczne z bezapelacyjnym wyrokiem śmierci i jest jedynym miernikiem charakteru i wartości etycznej człowieka, dyskutować nie można.”
A kto piękniej żywą polszczyzną władał, czy to na teatralnych i kabaretowych deskach czy przed radiowym i telewizyjnym mikrofonem, od aktora nad aktorami! Był nim aktor Kazimierz Rudzki .
Przed wojną ukończył studium aktorskie działające przy Teatrze Reduta. Gdy wybuchła II wojna światowa walczył pod Kockiem, dostał się do niewoli. Po wojnie grał w teatrze, filmie i telewizji. Był uważany za najlepszego polskiego konferansjera. Improwizował. Najbłahszy tekst podawał tak dostojnie, że efekt komiczny sięgał mistrzowskiego zenitu. Był gwiazdą numer jeden polskiego kabaretu.
Długa jest lista pisarzy, poetów, dziennikarzy, którzy byli polskimi Żydami albo po prostu Żydami, którzy wnieśli do polskiej kultury, ile może wnieść do niej tylko ten, kto kocha tę ziemię. Muszę tu wymienić – mam czelność nazywać go przyjacielem – Józefa Hena, który mając ponad 90 lat życia, tworzy tak wspaniale, jakby to dopiero teraz chciał osiągnąć najwyższy pisarski laur. Wymieniam jedynie znikomą garstkę wspaniałych!
Bogaty jest dorobek historyków. Prof. Szymon Askenazy stał się najwybitniejszym ideologiem polskiego czynu niepodległościowego. Poglądy polityczno – ideologiczne zbliżyły go do Legionów Piłsudskiego. Z Marszałkiem był zaprzyjaźniony. Znali się jeszcze ze Lwowa; namiętnie grali ze sobą w szachy. W latach 1920-1923 był ministrem pełnomocnym przy Lidze Narodów w Genewie. Później dobrała mu się do skóry endecka dzicz.
Prof. Askenazy w swoich pracach historycznych eksponował wątek konspiracji polskiej i walk niepodległościowych. Był tak rozkochany w Polsce, że w swoich pracach historycznych jakby nie dostrzegał błędów i wypaczeń, liczył się dla niego przede wszystkim głęboki polski patriotyzm. Uwypuklał mickiewiczowską ideę polskiego mesjanizmu (od dzieciństwa deklamował „Pana Tadeusza”).
Pochodził z rodziny ortodoksyjnie religijnej, był potomkiem słynnego talmudysty Cwi ben Jaakowa Askenazego (1660-1718), zwanego Chacham Cwi – który był rabinem w Berlinie, Amsterdamie i Lwowie.
Innym wybitnym historykiem i myślicielem był prof. Marceli Handelsman. Był całkowicie zasymilowanym polskim Żydem. Rodzina jego przeszła na katolicyzm, co nie przeszkadzało bojówkom narodowo-radykalnym usunąć go w 1934 r. z Uniwersytetu Warszawskiego. Przyjaźń z Józefem Piłsudskim nie pomogła. Endecy byli silniejsi.
Brał udział w wojnie bolszewickiej 1920 r. W jego bogatym dorobku naukowym nie pojawiła się problematyka żydowska. Do jego uczniów akademickich należeli m.in.: Aleksander Gieysztor, Stefan Kieniewicz, Mieczysław Żywczyński.
W czasie II wojny światowej ukrywał się w Podkowie Leśnej i Milanówku i cały czas prowadził podziemne zajęcia dla studentów. Przygotowywał analizy polityczne dla Biura Informacji i Propagandy Armii Krajowej. W 1944 r. został zadenuncjowany hitlerowcom i wysłany przez nich do obozów koncentracyjnych Gross-Rosen i Dora-Nordhausen.
Oddzielny rozdział zapisał największy z największych – Janusz Korczak. W latach 1919–1920 w czasie wojny polsko-bolszewickiej pełnił służbę lekarza w Wojsku Polskim w zmilitaryzowanych szpitalach w Łodzi, Szpitalu Ujazdowskim i na Kamionku w Warszawie. Został awansowany do stopnia majora rezerwy w korpusie sanitarnym. W latach 1923–1924 jako oficer rezerwowy był przydzielony do 1 Batalionu Sanitarnego w garnizonie Warszawa.
Idąc ze swoimi wychowankami na śmierć do Treblinki założył mundur oficera Wojska Polskiego.
Pani Irena Senderowa tak zapamiętała jego marsz na Umschlagplatz: „Był już wtedy bardzo chory, a mimo to szedł wyprostowany, z twarzą przypominającą maskę, pozornie opanowany. Szedł przodem tego tragicznego pochodu. Najmłodsze dziecko trzymał na ręku, a drugie maleństwo prowadził za rączkę”. >

Tekst pochodzi z witryny www.studioopinii.pl

  Następny artykuł:

Napisz do Redakcji