nr. 65
VICTORIA, BC,
PAŹDZIERNIK 2015
NavBar

INFORMACJE 
LOKALNE
ważne adresy i kontakty

NADCHODZĄCE IMPREZY
I WYDARZENIA

Wizyta
Mikołaja
Dom Polski
6 grudnia

Zabawa
Sylwestrowa

Dom Polski
31 grudnia


ARTYKUŁY

Od Redakcji

ECK -
Chłopak Karol.

O Papieżu

R.Kopplinger-
Teatr nasz

widzimy ogromny

A.Śmiarowski
O Solidarności

część 2

E.Korzeniowska-
Groby

o Święcie Zmarłych-

W.Widział-
Księgj Jakubowe

nowa powieść
Tokarczuk

L.Mongard-
Czosnek

botanika stosowana

Cricoteka
W galerii Stron

Helena Mniszkówna
Trędowata

odc. 20


Rozmaitości

Indeks autorów

z Mniszkówny przepisala ECK

Trendowata
(wersja odkurzona) cz. 20


- Ogień. Ogień – mruczał przez zaciśnięte zęby i skurcz szalonej namiętnej fali ściągnął jego brwi, poruszał nozdrza, drżał na ustach. Miał wygląd orła gotowego do zadania ciosu, szeptał już wściekły:
- Ona musi być moją… Kobieta, która tak porywa mężczyznę musi ulec. Zdobywałem wiele mniej pożądanych, to i tę mieć będę… To ogień… Wulkan… A dwa ognie poparzyć się nie mogą… I tyle rozkoszy!...
Nagły prąd pchnął go naprzód.
Stefcia rzucała na klawisze ostatnie akordy marsza.
Ordynat rozgorączkowany stanął tuż przed nią, pochylił się. Ostatnią siłą woli panował nad sobą, by nie porwać jej w ramiona. Czuł rozkosz pożądania, ale i dziwną niemożność tego czynu, szatan namiętności zapalał go, a biały czysty duch owiewał Stefcię iluzją, jakiej nawet jego demon rozedrzeć nie śmiał.
Waldemar walczył…Płomienie buchały mu na twarz, oczy gorzały piekłem namiętności. Nie zdołał wytrwać, pochylił głowę niżej, oddech jego palący, przepojony ogniem miłości sparzył szyję Stefci, jego ramiona były o włos od jej ramion. Dziewczyna drgnęła odwróciła głowę, jej oczy ogromne i tęskne, spojrzały na Waldemara zdumione. Patrzyli na siebie. Stefcia blada dreszczem przestrachu zerwała się z krzesła, ale on ją zatrzymał.
- Niech pani gra… Błagam!...
Usiadła zniewolona siłą jego głosu. On przetarł czoło i odsunął się.
Stefcia rozsnuła trzecią wariację tak lekko, że mniejszego szmeru nie wydaje motyl, trącając skrzydełkiem o kwiaty. Jak w osłupieniu przegrała wariację do połowy, prędko wstała i zamykając fortepian, szybko pobiegła do drzwi. Od okna wzburzony ordynat skłonił jej się grzecznie.
- Zakończyła pani ślicznie. Całość wspaniała. Dziękuję.
Dziewczyna wybiegła.
Waldemar popatrzył za nią i rzekł głośno.
- Ogień zamknięty w kielichu białej lilii.
Podwieczorek zastawiono na tarasie. Waldemar już spokojny, wesoły rozpływał się nad grą Stefci, żartował z Luci, nawet z Prądnickim rozmawiał uprzejmiej niż zwykle.
Sam zaproponował przejażdżkę łódką po jezierze.
Stefcia się rozchmurzyła. Popłynęli we czworo. Waldemar wiosłował. Prątnicki ujął mechanicznie ster w ręce. Stefcia i Lucia usiadły na środkowej ławeczce zwrócone do Waldemara, ale Lucia zamanewrowała tak, że po chwili była już naprzeciw Edmunda.
Łódka odbiła od brzegu. Zachód czerwony rzucał złote iskry na błękitną wodę, łabędzie rozprostowanymi skrzydłami płynęły za łódką. Stefcia pluskała na nie wodą ciesząc się z widoku rozgniewanych ptaków. Waldemar patrzył na jej ręce, jak zanurzone w wodzie przybierały tony perłowe, słuchał jej śmiechu i myślał:
- Jak łatwo to zmącić…Wystarczy porwać ją za rękę i zgnieść w swojej albo wpić się w jej usta, i już ta swoboda, ten śmiech jasny zgaśnie, zważy się niby płatek konwalii na mrozie. Cóż to za dziewczyna? Bo nie anielica, choć ma wygląd anioła…Ale jest jak demon, ma temperament i jak ogień szatański rozpala. Fenomenalne! Czyż dla zdobycia jej mam się przemienić w anioła? …Nie, tego nie potrafię. Zresztą nie pragnę jej anielskości. Przeciwnie, chcę żeby mi oddała to wszystko, co jest w niej z demona, anielskość chowając dla przyszłego męża.
Mimowolnie spojrzał na Prądnickiego
- Gdyby on nim został?...Nie, to potworna ewentualność.
Zamyślił się patrząc na Stefcię.
- Dla kogo ona stworzona? Kto ją mieć będzie? Bajeczna dziewczyna. Godna świetnego losu. Czy upaść w me ramiona, wystarczy dla niej?...Na to ona jest za czysta! Obrywałem listki z najpiękniejszych orchidei, ale dla mimozy miałem zawsze szacunek. Ona jest mimozą i warta zachodu. Cierpliwości, a będę ją miał. Stefcia czuła jego wzrok na sobie, ale spokojnie bawiła się pluskaniem wody na łabędzie. Wreszcie chcąc przerwać milczenie rzekła:
- Pan wiele podróżował po morzu. Niech mi pan opowie wrażenia. Muszą być wspaniałe
- A pani nie zna morza?
-Owszem, znam trochę morze Bałtyckie, ale nie odbywałam dalszych podróży.
- Dla mnie najmilsze wody Adriatyku i Oceanu Wielkiego.- dwa kontrasty , jak baletnica w błękitnych gazach obok siłacza. Na Adriatyku lubiłem pływać łodzią żaglową, samotnie lub w towarzystwie sternika. Ale na ocean wolałem się uzbroić w potężny statek, który kpi sobie z groźnych fal. Nie była to jedynie ostrożność wywołana obawą, lecz i chęć zaimponowania temu kolosowi siłą rozumu ludzkiego. Przetrwałem na oceanie dwie burze i straszliwy tyfon, nawet siedziałem już w szalupie ratunkowej wśród ryków bałwanów.
- To chyba jest okropne wrażenie – przerwała Stefcia.
- Potężne! Jedyne w swoim rodzaju. Jakby się człowiek wziął za bary z oceanem – kto kogo zwycięży. Obawa śmierci ustępuje miejsca nie rezygnacji, ale zajadłości. Człowiek walcząc z tytanem sam się zmienia w tytana. Walka z żywiołem to jest uczucie niezmiernie dziwne i porywające. Może wybijać szyby, może zrywać liny, może łamać maszty, zalewać piramidami wody, ale nie traci się nadziei. Jest jakaś energia, która się wyzwala w człowieku, który czuje, że nie umrze, jeśli się nie da zwalczyć.
Stefcia patrzyła na niego zdumiona.
Cóż to za mężczyzna?

CDN.

Przejdź dalej

Napisz do Redakcji