nr. 63
VICTORIA, BC,
LIPIEC 2015
NavBar

INFORMACJE 
LOKALNE
ważne adresy i kontakty

NADCHODZĄCE IMPREZY
I WYDARZENIA

Polonijny piknik
Elk Lake
23 sierpnia


ARTYKUŁY

Od Redakcji

Polskie stocznie
tak dobrze nigdy
nie było

Anna Berent-
Poeta emigrant

Stanisław Baliński

B. Ulewicz
W krainie skierek

i chochlików

A. Cieński-
O Powstaniu

Warszawskim

Lidia Mongard-
Na lipę

botanika stosowana

Biesiada
na 10 rocznice
Białych Orłów
fotoreportaż

Helena Mniszkówna
Trędowata

odc. 18


Rozmaitości

Indeks autorów

Z portalu Studio Opinii

"Tak dobrze nigdy nie było"

Skok technologiczny w polskich stoczniach


Ponad 30 tysięcy zatrudnionych pracowników, najnowocześniejsze statki i okręty wojenne – rozwija się rynek stoczniowy w Polsce. Budujemy nowoczesne promy, statki do budowy i obsługi morskich farm wiatrowych, platformy wiertnicze, holowniki offshore, a nawet statki ratownicze szybkiego reagowania. W pomorskich stoczniach powstają też okręty, które trafią do Marynarki Wojennej.
Zdaniem Jerzego Czuczmana ze Związku Pracodawców Forum Okrętowe, tak dobrze na polskim rynku stoczniowym nie było nigdy. – My nie budujemy już statków, budujemy wysoko-przetworzone obiekty pływające. To jest skok technologiczny, które udało nam się wykonać w ciągu ostatnich dwóch lat. Statki, które są produkowane w Polsce trafiają do armatorów na całym świecie. Wygrywamy tym, że klient chce mieć dostarczony skomplikowany wyrób w określonym terminie i to potrafimy zrobić. Statki budowane w Polsce nie trafiają do Polski. – Polscy armatorzy tacy, jak Polska Żegluga Morska, zamawiają statki w stoczniach chińskich. Polskie nie mają szans na konkurowanie z nimi pod względem ceny. My budujemy statki wyspecjalizowane – dodaje Czuczman.

Po zmianie systemu gospodarczego w Polsce po 1989 roku rozpoczął się powolny upadek stoczni, które potem w Gdańsku, Gdyni i Szczecinie musiały przejść gruntowną restrukturyzację.
- Państwo dotowało działalność stoczniową z budżetu, ale Komisja Europejska stanowczo się temu sprzeciwiła, uznając za nieuczciwą konkurencję – tłumaczy prof. Henryk Ćwikliński z Uniwersytetu Gdańskiego. Jego zdaniem te stocznie były molochami, które każdego roku generowały od 400 do 600 mln złotych strat. – Komisja Europejska wydając taką decyzję wzięła w obronę każdego z nas, bo nie zgodziła się na dalsze dopłacanie z naszych podatków czegoś, co przynosi tylko straty – dodał prof. Ćwikliński.
Po upadku państwowych molochów powstały na ich terenach mniejsze firmy, które znakomicie zaczęły radzić sobie w nowych warunkach. Wymienić tu należy przede wszystkim stocznię Remontowa Shipbuilding, czy firmę Crist. Polska zajmuje także wysoka pozycję w branży produkcji małych jednostek – luksusowych jachtów, które powstają np. działającej w Gdańsku Sunreef Yachts.
- Remontowa Shipbuilding jest jedyną stocznią, która buduje gotowe jednostki od podstaw – mówi Jerzu Czuczman. Największą grupą w tej branży jest Remontowa Holding SA. To dwie stocznie – Remontowa Shiprepair i Remontowa Shipbuilding. Jedna z nich zajmuje się remontami m.in. promów pasażerskich, realizuje także kontrakty na montaż scrubberów, czyli płuczek do odsiarczania spalin. Kolejną specjalizacją firmy są remonty i przebudowy platform wiertniczych. Remontowa Shipbuilding specjalizuje się z kolei w budowie specjalistycznych jednostek. W tym roku zwodowany zostanie w niej tysięczny statek. W stoczni budowane są między innymi arktyczny statek zaopatrzeniowy czy niszczyciel min Kormoran II.
- Budujemy dla Marynarki Wojennej, klientów norweskich i Estonii. Przygotowujemy się do budowy żaglowca, pierwszego w historii naszej stoczni. Według naszego harmonogramu, będzie to tysięczna jednostka, która zostanie u nas zwodowana – tłumaczy prezes Andrzej Wojtkiewicz. W stoczni powstaje również nowe stanowisko montażowe do budowy statków. – Portfel zamówień wypełniony na trzy lata do przodu powoduje, że musimy rozbudować swoją infrastrukturę produkcyjną – dodaje Wojtkiewicz.
Rozwinęła się także produkcja różnych, wysokomarżowych jednostek pływających na potrzeby wież wiertniczych i poszukiwawczych, a także elementów konstrukcji tych wież i morskich elektrowni wiatrowych. Na polskim rynku stoczniowym bardzo dobrze radzi sobie również Crist.  – Weszła w swoją niszę i buduje jednostki dla wież wiatrowych – wyjaśnia Jerzy Czuczman. – Produkuje małe jednostki, w tym rybackie, ale główna część przychodów pochodzi z produkcji dla branży offshore wind. To w tej stoczni zbudowano specjalistyczny statki do obsługi wież wiatrowych Thor oraz Innovation.
Inne firmy z branży stoczniowej to Energomontaż Północ Gdynia i Stocznia Remontowa Nauta, które weszły do Polskiej Grupy Zbrojeniowej SA. Nauta montuje m.in. scrubbery na promach i buduje trawlery. Na rynku działa również wiele mniejszych firm, które zajmują się produkcją statków.  – Safe, Finomar i Odys budują mniejsze jednostki pływające. To jest polska myśl technologiczna i sporo dostawców z Polski – wyjaśnia Jerzy Czuczman ze Związku Pracodawców Forum Okrętowe.
Innym segmentem rynku są firmy zajmujące się produkcją ekskluzywnych jachtów. Ich produkty trafiają do najbogatszych na świecie. – Firma Sunreef Yachts znalazła swoją niszę produktową i robi to bardzo dobrze. To są jednostki warte kilka, kilkanaście milionów euro – mówi Czuczman.
Na uwagę zasługuje również Stocznia Wisła. Aktualnie budowane są tam nadbudówki dla stoczni Remontowa Shipbuilding. Ponadto kontynuowana jest również budowa jednostki badawczo-rybackiej dla rządu Nigerii.
- W szeroko rozumianym przemyśle stoczniowym pracuje około 30 tysięcy zatrudnionych. Mam tu na myśli nowe budowy, remonty jednostek pływających, a także przemysł offshore – szacuje J. Czuczman.
Około tysiąca osób pracuje w Stoczni Gdańsk. – W odróżnieniu od innych podmiotów dążymy, by bazować na trzech filarach: statki, konstrukcje stalowe i wieże wiatrowe. W ostatnich dniach uruchomiliśmy największą w Polsce maszynę do zwijania blachy grubej. Jedyną tego typu w kraju. To początek nowego ciągu technologicznego, który pozwoli zwiększyć dwukrotnie obecną wydajność produkcji wież do elektrowni wiatrowych – tłumaczy wiceprezes Stoczni Gdańsk Adam Zaczeniuk.
Firma nie buduje całych statków, tylko poszczególne elementy. – Jesteśmy biznesowo powiązani z grupą Remontowa Holding i realizujemy bardzo wiele produkcji na ich zlecenie. Robimy gotowe kadłuby, albo elementy kadłubów z reguły bloki rufowe, nadbudówki i dzioby – dodaje Zaczeniuk.
Pomorskie stocznie stawiają na wykwalifikowaną kadrę. Wielu pracowników to absolwenci Politechniki Gdańskiej. – Jesteśmy w kontakcie z uczelnią. Korzystamy z ludzi, ale też staramy się uruchomić wspólną pracę nad wieloma zagadnieniami. Jesteśmy zainteresowani pozyskaniem najlepszych absolwentów gdańskiej uczelni technicznej, powiedział wiceprezes Stoczni Gdańsk.
Oczywiście – w nowym polskim przemyśle stoczniowym miejsca pracy są dla inżynierów, świetnie przygotowanych techników, informatyków… Byle import, nawet prymus, z jakiejś zasadniczej szkoły zawodowej w Górce Dolnej raczej nie ma po co tam starać się o pracę. Nie wszystkim się to naturalnie podoba i dla wielu zawsze to będzie „wina Tuska”, który osobiście zapewne – ich zdaniem – ukradł połowę dawnych stoczni…
Czy jednak z tym typem dyskutanta warto jest w ogóle wymieniać poglądy? >

Tekst pochodzi ze Studia Opinii. Niezależnego Portalu Dziennikarskiego. http://studioopinii.pl/

  Następny artykuł:

Napisz do Redakcji