nr. 62
VICTORIA, BC,
CZERWIEC 2015
NavBar

INFORMACJE 
LOKALNE
ważne adresy i kontakty


ARTYKUŁY

Od Redakcji

Edward Kamiński-
Indie

Zapiski z
podróży

E. Caputa-
Gorączka złota
w muzeum RBCM

H. Jazłowiecka
Niechaj wesoło

dzieje śpiewaczek
chóru White Eagle

Z lamusa-
Mózg Marszałka

Piłusudskiego

Lidia Mongard-
Konwalia

botanika stosowana

E. Caputa
Stefan Norblin
w galerii Stron

Helena Mniszkówna
Trędowata

odc. 17


Rozmaitości

Indeks autorów

z Mniszkówny przepisala ECK

Trendowata
(wersja odkurzona) cz. 16


Stefcia wszystko o Waldemarze wiedziała od pana Macieja i choć śmieszył ją ten cały napuszony świat, który niby zatrzymał się w dziewiętnastym wieku, a jeszcze ciągle jest tu obecny, ten facet ją zadziwiał. Z jednej strony chodzący ideał, miły, uczynny dobry, szczodrobliwy, o pewnej klasie rzadko już spotykanej, ale jednocześnie gwałtowny w gniewie, boleśnie ironiczny. No i to stałe się z niej podśpiewywanie…Stefcia nie cierpiała go, ale instynktownie wyczuwała, że jest lepszy od innych. Zrozumiała jego wyższość nad tym chłystkiem Edmundem.
Tamten mówił, że ją kocha, przysięgał jej, że już zawsze będą razem, ale jednocześnie chciał nią handlować, gdy był bez kasy.
Waldemar jej nie lubił, jednak wyratował ją w przykrej chwili w salonie, gdy rzuciły się na nią te wszystkie jadowite pięknie wystrojone babska. Uczynił to naturalnie i nawet elegancko.
Stefcia znowu na niego spojrzała.
Rozmawiał z kobietami ze zwykłą sobie swobodą. „Niezły z niego bawidamek” – pomyślała sobie w duchu. A on raz uważny, to znowu słuchał z zaniedbaniem, czasem kpiąco. Ruchy miał takie trochę chaotyczne, ale mu to dodawało uroku. Nie był takim znowu pięknisiem, ale miał w sobie coś co podobało się kobietom, coś co robiło wrażenie. Muskularny, sexy. Ciacho. Smukły wysportowany, wyraziste rysy, skóra nieco smagła jakby świeżo z solarium, włosy ostrzyżone u dobrego fryzjera, małe wypukłości nad brwiami wygiętymi w idealny łuk, wydają się skupiać energię, siłę woli i zdolności. Szare przenikliwe oczy o stanowczym wyrazie, zawsze odrobinę drwiące, zmysłowe usta z złotawym wąsem. Na jego twarzy malowała się głęboka myśl z odrobiną znudzenia, w oczach gwałtowność, czasem duma lub też błyskały w nich iskry żartu. Uśmiech, jeśli nie był epikurejski, miał w sobie słodką łagodność, coś z dzieciaka nawet.
Patrząc na niego spotkała jego wzrok. Śmiało popatrzyła mu w oczy. Błysnął uśmiechem, a ona szybko odwróciła wzrok skupiając całą swoją uwagę na panu Ksawerym. Nie miała nawet, do kogo się odezwać. Lucia bawiła się dobrze ze swym sąsiadem, a pan Ksawery myślał tylko o potrawach stojących na stole. Po przeciwnej zaś stronie jakaś blondynka w kiecce jak z żurnala rozbawiała towarzystwo swoimi niekończącymi się opowieściami wybuchając, co chwila śmiechem. Stefcia siedziała na końcu stołu, więc wolała przysłuchiwać się rozmowom.
Spoglądała często na twarz pani Idalii, obserwowała jej duże piwne oczy, które tylko na nią patrząc, stawały się szpareczkami o połysku sztyletów. Przesuwała wzrok po jej zielonej bluzce i grubym złotym łańcuchu. Patrzyła na panną Ritę rozbawioną i z lubością połykającą ostrygi. Widziała zadartą głowę i błyszczące szkła silnych okularów Treski, kolosalną postać księcia Franciszka Podhoreckiego, jego drobną żonę w kostiumie od Chanela, posępną twarz Ćwieleckiego, ordynarną hrabiny. Parę razy za przykładem wszystkich podniosła kieliszek w górę, ale piła mało i mało jadła. Waldemar rozlewając wino podszedł do niej. Podniosła na niego oczy i odsunęła kieliszek. We wzroku Waldemara dostrzegła wyraźny błysk uprzejmości, do uszu jej doleciał nieznaczny szept: „Biedne dziecko!”
Stefcia zdumiała się.
Jak to? On jej nie wyśmiewa, nie krytykuje.
- Może pani nam coś zagra panno Stefciu? – zapytał już trochę głośniej. Słyszałem od dziadka, że jest pani bardzo utalentowana.
Wymówiła się zmęczeniem, ale obiecała, że kiedyś dla niego zagra.
Dochodziła druga, gdy goście zaczęli się rozjeżdżać. Służba wzięła się za sprzątanie. Stefcia stojąc na ganku życzyła dobrej nocy pani Idalii i Waldemarowi. On mocno ścisnął jej rękę i przytrzymał w swojej. Poczuła dreszcz. Spojrzała na niego i zobaczyła jego palące oczy utkwione siebie, prędko wysunęła rękę, szła jeszcze powiedzieć dobranoc panu Maciejowi, pozostałemu w salonie. Waldemar zauważył, że przy bladym świetle księżyca jest ładniejsza niż zwykle i bardziej ponętna. Zagrała w nim krew. Ochodząc do swych pokoi zaciskał zęby z wściekłością i mruczał do siebie:
- Muszę ją mieć, muszę! Drażni mnie ta dziewczyna. Działa mi na nerwy, działa jak haszysz. Chcę się nią upić
I długo chodząc po sypialni zastanawiał się co dalej.

CDN.

Przejdź dalej

Napisz do Redakcji