nr. 60
VICTORIA, BC,
MARZEC 2015
NavBar

INFORMACJE 
LOKALNE
ważne adresy i kontakty

NADCHODZĄCE IMPREZY
I WYDARZENIA

Rekolekcje
Sacred Heart

Konkurs
Być Polakiem

Zgloszenia
do 30 Marca


ARTYKUŁY

Od Redakcji

E.Caputa-
Spotkanie

z konsulem

A. Marecki-
Astronomka
Wilhelmina Iwanowska

W. Widział-
Rdzenne języki

w BC

Olga Badowska-
Girl Power

na dzień kobiet

Lidia Mongard-
Wierzba


E. Caputa-
Geolożka

Magdalena Suska

L.Łakomczuch
Marcepan
kulinaria

E. Caputa
Indiański
protest
fotoreportaż

Helena Mniszkówna
Trędowata

odc. 15


Rozmaitości

Indeks autorów

z Mniszkówny przepisala ECK

Trendowata
(wersja odkurzona) cz. 15

Duży stół, przykryty obrusem holenderskim, z wytkanym na środku herbem Michorowskich, zastawiony był do kolacji. Po brzegach stały talerze z pysznej porcelany, malowane w nikłe wzory, jak żołnierze w galowych mundurach. Obok na podstawach spoczywały z godnością srebrne noże, widelce i wydatne kształty łyżek deserowych. Po drugiej stronie sterczały sztywne serwety, niby budki szyltwachów z ciemniejszymi plasterkami chleba we wnętrz. Kryształowe kosze z owocami, szklanki, kieliszki, parę wspaniałych bukietów urozmaicało zastawę. Przy każdym nakryciu leżały wiązki kwiatów Kwiaty rozrzucone po stole nadawały mu wygląd majowy
Kamerdyner Jacenty i młodsi lokaje w czarnych frakach, zdobnych w złote guzy pąsowymi kamizelkami oraz lokaj księżnej Podhoreckiej w żółtej kurtce liberyjnej krzątali się pomiędzy głównym stołem, a kredensem i bocznym stolikiem, gdzie stały kompoty.
Na ścianach świeciły białe kule lamp, nad stołem zwieszony brązowy żyrandol promieniejący ognikami kryształowych sopli, lał światło na srebra i kryształy. Kwiaty w tej powodzi nabierając życia pachniały odurzająco.
Do sali weszła pani Idalia z ordynatem rzekła do niego po francusku:
- Pierwsze miejsce zajmą księżna z ojcem, który ją poprowadzi. Reszta osób niech się sama dobiera. To nie obiad proszony. Może być swoboda. Ale ty Waldi powinieneś podać ramie Ćwileckiej. W takim razie jej maż mnie poprowadzi.
Waldemar, niezmiernie wesoły odrzekł:
-Czyli, że dla mnie przeznacza ciocia kopalnię diamentów. Zamieniłbym ją ochotą na jedną tylko perłę…
- Nie żartuj, wiem, o kim mówisz…Dziwię się, że cię tak zajmuje ta dziewczyna.
- Myślałby kto, że ciocia mówi o swej pannie służącej.
Panna Stefania nie jest osobą, która da się łatwo poderwać. Sparzyła się już – odparł rozdrażniony.
- Ale po twoim dzisiejszym zachowaniu można by pomyśleć, że jest dla ciebie kimś ważnym.
Moja prezentacja wystarczyła. Twój wyskok był zbędny.
- Ja to inaczej widzę. Zresztą od razu widać, z kim się ma do czynienia. Zwłaszcza ciocia nie powinna o niej mówić w ten sposób, choćby ze względu na Lucię.
- Wymowny jesteś mój drogi – sarknęła pani Idalia - lecz ostrzegam cię, że mogą wyniknąć plotki. Sama słyszałam jakieś niedorzeczne pomysły Lory.
- Och! Pani „hrabina” może opowiadać co chce. Niewielu znajdzie chętnych słuchaczy. Niech jej ciocia powie, aby nie próbowała przy mnie robić swych domysłów, bo wówczas nawet jej wyimaginowany hrabiowski majestat nie zamknął by jej ust.
- Jak to wyimaginowany?
- No chyba nie muszę cioci wyjaśniać istotności tytułu Ćwileckich. Wiedzą o nim wszyscy, zwłaszcza ich własne karety z koronami i stary kamerdyner, który się bardzo zdziwił, gdy mu wsadzili na guzy liberyjne dziewięć pałek. Wszystkie kroniki i herbarze milczą o tym tytule wcale nieuprzejmie.
Pani Idalia zacięła usta.
- Idziemy do salonu, zaraz podają.
W salonie do Stefci podeszła hrabina Ćwilecka, usiadła w stylowym foteliku i popatrzyła na Stefcię z wysoka.
- Pani skąd pochodzi? – Zapytała sztywnym tonem.
- Z Mazowsza, pani hrabino.
-Jak długo zajmuje się pani nauczycielstwem?
- To moje pierwsze i ostatnie miejsce.
Tak? Pierwsze? I bratowa powierzyła pani Lucię?
Stefcia poczerwieniała.
- Widocznie potrafię wzbudzić zaufanie – odrzekła z uśmiechem.
-Ileż pani ma lat?
Dziewczyna popatrzyła na hrabinę zdumiona.
-Dwadzieścia pięć – odparła bez namysłu.
Hrabina popatrzyła na nią przymrużając oczy.
- Tak – rzekła z przekonaniem – wygląda pani na to.
Lucia mi mówiła, że ma pani dziewiętnaście. Od razu wiedziałam, że to pomyłka. Bardzo dobrze, że pani nie ukrywa swoich lat. Moja Michala jest w takim razie w wieku pani, choć wszyscy myślą, że jest młodsza.
Stefci zadrgały usta w uśmiechu, w oczach błysnęły iskierki żalu. Spojrzała na siedzącą obok hrabiankę, zawsze poważną, apatyczną, wyglądającą na starszą siostrę pani Elzonowskiej.
Hrabina mówiła dalej:
_-Podobno pani została nauczycielką z konieczności.
- Tak, ale zaczynam lubić swoją prace, bo mam bardzo dobrą uczennicę. Podszedł Waldemar w ślad za nim hrabia Ćwilecki.
Hrabina krzykliwie zawołała do męża:
-Widzisz. Mieliśmy rację. Panna ma dwadzieścia pięć lat. Mamy jednak dobre oko. Hrabia nie zdążył nic powiedzieć, gdyż wszedł kamerdyner zapraszając wszystkich do stołu.
W salonie zrobił się ruch. Ordynat podał ramię hrabinie i powiedział z wyraźną irytacją:
- Kwestię chronologii trzeba odłożyć na czas nieograniczony, teraz służę pani.
Hrabina mówiła mu coś ze śmiechem, czego już Stefcia nie słyszała.
Odeszli.
Hrabia spojrzał bystro dokoła i ruszył do pani Idalii. Stefcia została sama.
W tej chwili podbiegła Lucia.
-Wszystkie panie mają swoich partnerów,- powiedziała wsuwając Stefci rękę pod ramię, a my pójdziemy ze sobą.
Weszły do jadalni.
Znowu kilka par oczu obrzuciło Stefcię ciekawymi spojrzenieniami. Na końcu stołu siedział pan Ksawery, mając po obu stronach dwa miejsca dla Stefci i dla Luci. Gdy Stefcia usiadła pani Elzonowska spojrzała na nią spod przymrużonych powiek i rzekła z intonacją w głosie:
-Myślałam, że już pani nie przyjdzie.
Stefcię oblała gorąca fala krwi. Zawahała się, co ma odpowiedzieć.
Przyszedł jej z pomocą i tym razem Waldemar. Zagadnął o coś panią Idalię. Położenie młodej dziewczyny zostało uratowane.
Gwar przy stole ożył na nowo. Rozmowy. Uśmiechy. Dowcipy płynęły coraz częściej, ale dobre usposobienie Stefci minęło. Siedziała milcząc, myśląc tylko o tym, żeby ta kolacja się jak najszybciej skończyła. Wszyscy rozmawiali. Milczała tylko ona i Ksawery.
Ten był pochłonięty widokiem wnoszonych półmisków półmisków tym, co miał na talerzu. Stefcia natomiast myślała ciągle, że jest intruzem, czuła się samotną jak pomiędzy wrogami. W głowie wirowały jej głupie myśli. Gdyby nie jej romans w Warszawie, nie poznała by tego świata, nie byłaby narażona na docinki , klujące ją dotkliwie. Wszyscy tu patrzą na nią jak na istotę pozbawioną praw ludzkich, nie należącą do świata. Patrzą jak rośliny egzotyczne na skromny bławatek, mimowolni zbłąkany w cieplarni. Cdn.

CDN.

Przejdź dalej

Napisz do Redakcji