nr. 59
VICTORIA, BC,
STYCZEŃ 2015
NavBar

INFORMACJE 
LOKALNE
ważne adresy i kontakty

NADCHODZĄCE IMPREZY
I WYDARZENIA

Valentine's
Dom Polski
7 lutego

Bajka o szczęściu
Premiera
Vancouver
8 lutego

Zebranie
Sprawozdawczo
Wyborcze
Dom Polski
22 lutego


ARTYKUŁY

Od Redakcji

Tadeusz
Konwicki

rozmowa z
pisarzem

E. Caputa-
Film Ida
po obejrzeniu

Zenobi Cyrus-
Prorok Islamu

o Mahomecie

A. Zakrzewicz-
Islam

i Muzułmanie

Lidia Mongard-
Leki

ze zdrowej apteki

A. Zborowska-
Polski Dior

przed wojną
w Warszawie

Józef Hen
Dziennik
zakończenie

E. Baniecka
Wystawa
buddyjskich
relikwii

E. Caputa
Królewska
manufaktura
fotoreportaż

Helena Mniszkówna
Trędowata

odc. 13


Rozmaitości

Indeks autorów

Lidia Mongard

Leki ze zdrowej apteki



Moje pisane refleksje na temat ziół inspirowane są zwykle roślinami z okolicznych ogrodów i sezonowymi zmianami w otaczającej nas przyrodzie, tym razem, niestety, “inspiracja” stał się sezon grypowy.
W pobliskim sklepie z wyrobami zielarskimi zabrakło olejku z oregano, który stosuję usiłując zwalczyć przyczyny przeziębienia, jakkolwiek uprzejmy sprzedawca zaproponował kilka intrygujących środków zastępczych. Zaskoczyło mnie specjalnie, że z równym entuzjazmem zalecał preparaty ziołowe, homeopatyczne oraz należące te do terapii kwiatowej Doctora Bacha, podczas gdy produkty te, mimo że wszystkie maja podstawę w surowcach botanicznych nie mogą być ze sobą porównywane.
Lecznicze właściwości ziół znane są instynktownie zwierzętom i tak musiały być używane przez ludzi pierwotnych. W najdawniejszych zapisach egipskich, hinduskich i chińskich znajdowane są wzmianki o magicznych, kulinarnych i kosmetycznych właściwościach roślin, a także skomplikowane receptury, według których przygotowywano ziołowe lekarstwa. Przedchrześcijańska tradycja słowiańska nie zostawiła pisanego świadectwa, ale przetrwał mit “babki zielarki”, której wiedza pochodziła z ustnych przekazów wielu wcześniejszych pokoleń, własnych obserwacji oraz obecnej do dnia dzisiejszego, metody “prób i błędów”. Z czasem komunalne funkcje medyczne zostały przejęte przez klasztory i wiele z nich do dziś posiada imponujące ogrody ziołowe. W Malborku można zwiedzać “przychodnię lekarską” i przylegający do niej ogródek założony przez Mikołaja Kopernika, który był znany okolicznej ludności nie jako astronom, ale medyk.
Zielarstwo praktykowane przez wykształconych zakonników stało się naukowa procedura. Metody pozyskiwania botanicz-nych składników, proporcje mieszanek, a także ich skuteczność były rejestrowane i dostępne dla dalszych studiów i korekty.
Współczesna chemia pozwala reprodukować w laboratoriach materiały organiczne i w rezultacie, leki syntetyczne zajęły miejsce wielu ziół. Na przykład, pierwowzorem “Aspiryny”, były substancje zawarte w pędach białej wierzby, które tradycyjnie używano jako środek przeciwbólowy.
Ziołami zainteresowałam się pod wpływem mojej mamy i babci, a podstawowym źródłem wiedzy w tej dziedzinie była, i jest książka Rosliny lecznicze i ich praktyczne zastosowanie napisana przez wybitnych polskich farmaceutów: Aleksandra Ożarowskiego i Wacława Jaroniewskiego. Zawiera ona opisy stu siedemdziesięciu siedmiu roślin, a każdemu z nich towarzyszy lista rozpoznanych substancji czynnych, oraz ich działania leczniczego jak i ewentualnych skutków ubocznych. Podsumowując, preparaty ziołowe stosowane są od tysiącleci, a ich skuteczność jest ciągle weryfikowana przez naukę farmakologiczna.
Homeopatia została wymyślona w końcu osiemnastego wieku przez niemieckiego lekarza, który nazywał się Samuel Hahnemann. Zgodnie z jego teorią substancje, które wywołują problemy zdrowotne mogą być także używane do ich leczenia, pod warunkiem, ze będą odpowiednio rozcieńczone a roztwór poddany procesowi specyficznego potrząsania. Roztwór homeopatyczny ma niewiarygodne wprost proporcje. Autor książki Bad scence, Dr. Ben Goldacre podaje, że na każdą cząstkę “substancji aktywnej “ przypada ilość wody wyrażonej liczbą jeden z… sześćdziesięcioma zerami. Według propagatorów homeopatii nie ma to znaczenia, bo dzięki produkcyjnemu etapowi potrząsania, woda “zapamiętuje” właściwości specyfiku i “zapomina” wszystkie inne.
W sto lat później angielski lekarz Edward Bach stworzył swoja “terapię kwietna’, którą opisuje Irmgard Wenzel w książce Leczenie energią kwiatów. Autorka nie ukrywa, że receptury Doktora Bacha opierają się głównie na jego intuicji i “spontanicznych impulsach”. Rezultatem jego “badań” było wyselekcjonowanie trzydziestu siedmiu roślin, oraz wody źródlanej jako postawy do leczenia wszystkich problemów ludzkości. Medyczne preparaty przygotowywane są “metodą słoneczną”, polegającą na tym, że kwiaty umieszcza się w miseczce wypełnionej źródlana woda i wystawia na słońce, a po usunięciu zwiędłej rośliny, wodny wyciąg utrwala się alkoholem.
Najpopularniejszą dziś spuścizną Doktora Bacha wydają się być Krople Pierwszej Pomocy (Rescue Remedy) składające się z pięciu rożnych “esencji”, zalecane w sytuacjach wstrząsowych. Zauważyłam, że rekomendowano je do niedawna w popularnym programie telewizyjnym, ale bez podania przyczyn ich skuteczności.
Wiem, ze element wiary jest konieczny, gdy przystępujemy do jakiejkolwiek terapii, ale zanim zapłacimy za granatowa buteleczkę, aerozol czy kolorowe pudełko z tabletkami, których głównym składnikiem jest cukier warto się zastanowić nad alternatywą modlitwy albo wody święconej. > .

  Następny artykuł:

Napisz do Redakcji