nr. 58
VICTORIA, BC,
GRUDZIEŃ 2014
NavBar

INFORMACJE 
LOKALNE
ważne adresy i kontakty

NADCHODZĄCE IMPREZY
I WYDARZENIA

Sylwester
Dom Polski
31 grudnia


ARTYKUŁY

Od Redakcji

Ołtarz
Wita Stwosza

w Krakowie

E. Caputa-
Rozmowa
z Profesorem
Lohmanem

dyrektorem RBCM

Ewa Korzeniowska-
Poezja

Wojciecha Banacha

Bożena Ulewicz-
Grawitacja

opowiadanie

Lidia Mongard-
Laur

zioło miesiąca

W. Dziekan-
Nasz pasterz

ks. Kwarta

Tango Mrożka
w Vancouver
Fotoreportaż

Helena Mniszkówna
Trędowata

odc. 13

Rozmaitości

Indeks autorów

z Mniszkówny przepisala ECK

Trendowata
(wersja odkurzona) cz. 13

SPo chwali Stefcia siedziała przy małym stoliku, gdzie zebrało się więcej osób. Wśród wesołej rozmowy przywykła do towarzystwa.
Drażniły ją błyszczące binokle Treski, wciąż na nią skierowane, zaciekawiała zimna postać hrabianki Ćwileckiej.
Panna Rita wciągnęła ją do ogólnej rozmowy, tym łatwiej, ze Stefci nie zbywało na dowcipie. Wyglądała najskromniej, ale bardzo ładnie, w jasnopopielatej batystowej sukni, ubranej w granatową wstążkę. Na twarzy miała żywe rumieńce, oczy w pysznych osłonach rzęs błyszczały wesoło, kwitły pąsowe usta.
Panna Rita spoglądała na nią z przyjemnością, reszta osób mniej więcej obojętnie. Treska ciekawie przyglądał się Stefci, jakby chcąc dostrzec jej wady. Zbadał dokładnie jej rysy, oczy, sposób mowienia, uczesania i przyznał w duchu, że jest możliwa.
– Pas mal, pas mal (niezła) – mruczał do siebie, uważając to za wielką pochwałę. Obejrzał krój sukni i pokręcił głową zadziwiony, że nauczycielka może być tak gustownie ubrana. Zajęty oględzinami zapomniał chwilowo, że przegrał sprawę o konie. Panna Rita przypomniala mu ją pytając ordynata:
– Panie Waldemarze, jak się mają pańskie muzy z Apolinem?
– Doskonale – odrzekł ordynat i usiadł obok Stefci. – One mają piękność prawdziwie olimpijską, niezmienną.
– Jakie to muzy? – spytała Stefcia.
– Towarzyszki Apollona – wtrącił hrabia Treska – Czy pani nie wie?
– Owszem panie hrabio, znam dobrze mitologię.
Zwróciła się do Waldemara: – Czy to pańskie konie noszą nazwy muz?
– Tak pani nawet zna te konie.
– A którym pan dziś przyjechał? Nigdy nie mogę ich rozpoznać wszystkie są czarne jak aksamit lioński.
Waldemar uśmiechnął się. – Dziś przyjechałem Zeusem.
– To jakiś nowy koń? Mam nadzieję, że nie jest piękniejszy od mojego ukochanego Apolla.
– W pewnym sensie – odpowiedział ordynat z cieniem uśmiechu.
– Appolina uwielbiam – stwierdziła panna Rita.
Zamilkli wszyscy.
– Tylko sportsmenkę mogą nawiedzać podobne uczucia – rzekł ktoś z grupy towarzystwa rozmawiającego dalej.
No niestety. Zeus jest pewnym sensie lepszy od konia, bo o wiele od niego szybszy. To mój nowy motocykl.
Wszyscy wybuchnęli śmiechem, ale pani Rita nie dawała za wygraną.
– Niezła maszyna, panie ordynacie.
– Prawda, że cacko. Kocham je tak samo jak moje konie.
– A jednak, ja bardziej uwielbiam pańskie konie, szczególnie Apolina – egzaltowała się panna Rita.
– Panie hrabio, chyba będzie musiał go pan odlać z brązu i ofiarować pannie Ricie.
– Przecież wszyscy zachwycacie się państwo tą stajnia – mówiła Rita.
– Tylko nie ja odezwał się hrabia Treska.
– Bo pan ma zbyt limfatyczne gusta. Pańskie perszerony są jak słonie w porównaniu do Apolina, który w pańskiej stajni wyglądałby jak przybysz z innej planety.
– To samo powiem o pani Anglikach.
Panna Rita rozzłościła się nie na żarty i rozpoczęła kłótnię na dobre.
Waldemar popatrzył w oczy Stefci i odrzekł wesoło:
–Teraz mogą Słodkowce wylecieć w powietrze, a ta para nie przestanie debatować o stajni. Jak się tych dwóch koniarzy spotka, już o niczym innym nie mówią i zawsze się kłócą, tak jak pani ze mną.
– Ja się nie kłócę.
– Ale mnie pani tyranizuje. Bałem się tu jechać przez cały tydzień.
– Ach! Ależ pan bojaźliwy!
– No cóż. Tak mnie pani energicznie wyprawiła z lasu, potem przy obiedzie zostałem biczowany pani spojrzeniem, nie chciała mnie pani pożegnać. Czy to wszystko nie mogło odstraszyć? … Ale zatęskniłem do swojego tyrana i oto jestem.
Stefcia przygryzła wargi.
Postanowiła nie odpowiadać na zaczepki w obawie, by kto nie usłyszał. Ale w salonie panował gwar licznych rozmów, a siedząca obok panna Rita fechtowała się na słowa z Treską tak zawzięcie, że nic ich więcej nie obchodziło.
Waldemar zauważył niepokój Stafci, spostrzegł wzrok szukający Luci i rzekł z przekąsem:
– Chce się pani uzbroić przeciwko mnie w niewinność, jak Twardowski przed Mefistolesem, ale Lucia niestety za duża jest już na rolę, którą chce jej pani wyznaczyć.
Stefci zadrgały usta w uśmiechu. Waldemar mówił dalej:
– Ja tęskniłem za swą prześladowczynią, ale pani pewno błagała Boga, abym jak najdłużej się nie zjawiał.
– Przeciwnie, chciałam by pan prędzej przyjechał.
Na twarzy Waldemara błysnęło zaciekawienie.
– Doprawdy!....O rany, czemu ja o tym wcześniej nie wiedziałem.
Stefcia spojrzała mu prosto w oczy.
– Oczekiwałam pańskiego przyjazdu, ponieważ dziadek pański bardzo tęsknił i zaczynał popadać w depresję.
– To znaczy, że pani pragnęła mojego przyjazdu dla dziadka, a nie dla siebie.
– Spodziewam się, że „pragnęłam” to za silne słowo, oczekiwałam raczej.
– Oto rozczarowanie. Miałem już złudzenie raju, tymczasem jestem jak dawniej w czyśćcu.
Stafcia zaśmiała się. On patrzył na nią badawczo, z uśmiechem na pełnych zmysłowych ustach. Po chwili rzekł przyciszonym głosem:
– Pani dziś cudownie wygląda, czuję, że tracę głowę.
– Panie ordynacie! – zawołała rozgniewana dziewczyna
– Słucham panią! – podchwycił z żartobliwymi ognikami w oczach.
Stefcia zacięła usta. Dawniej odpowiedziałaby mu z gniewem, lecz teraz była względem niego dobrze usposobion. Przy tym bawiła ją jego mina. Brwi miał podniesione, szybko poruszały mu się nozdrza, z każdego rysu twarzy wyzierał tłumiony śmiech.

CDN.

Przejdź dalej

Napisz do Redakcji