nr. 57
VICTORIA, BC,
LISTOPAD 2014
NavBar

INFORMACJE 
LOKALNE
ważne adresy i kontakty

NADCHODZĄCE IMPREZY
I WYDARZENIA

Mikołaj
potluck
Dom Polski
7 grudnia

Hej Kolęda!
Wspólne śpiewanie
z White Eagle Band
Dom Polski
21 grudnia

Sylwester
Dom Polski
31 grudnia


ARTYKUŁY

Od Redakcji

Jerzy łukaszewski-
Australijska
konkwista

hr. Strzeleckiego

E. Caputa-
Jedzenie
Morskiej
świnki

Ania w Peru

Tomasz Włodek-
Zwoje z Qumram

archeologia

Józef Han-
Dziennik

ciąg dalszy (8)

Lidia Mongard-
Jarzębina

czerwona

E. Caputa-
Wenus w Futrze

w Belfry

60-lecie
Domu Polskiego
Fotoreportaż

Helena Mniszkówna
Trędowata

odc. 11

Rozmaitości

Indeks autorów

z Mniszkówny przepisala ECK

Trendowata
(wersja odkurzona) cz. 12

Szkoda, że zniknął Ordynat, poprosiłabym go o interwencję.
- Pan Waldemar poszedł po Lucię i jej nauczycielkę – odezwała się powolnym głosem panna Michalina Ćwilecka. Ubrana była w jasną suknię, bo tak kazała jej matka, ale wygląd miała raczej apatyczny.
Hrabia Treska poprawił binokle i uśmiechnięty złośliwie rzekł:
- Jakieś fory ma ta nauczycielka, skoro ordynat tak ochoczo się nią zajmuje
- Ale co znowu. Il abhorre! – zaprzeczyła panna Rita. – Tak przynajmniej mówi Lucia. – Czyli, że sytuacja ta sama, jak przy pani Klarze!
- Zdaje się.
- Czy i podobna do panny Klary?
- Nie znam jej, ale Lucia nią zachwycona. Jeśli naprawdę ładna, strzeż się panie hrabio.
Treska spojrzał na mówiącą obrażony.
- Voila une idee! (co za pomysł). Pani ma czasem bajeczne pomysły. Ja na osoby tego rodzaju nigdy nie patrzę.
- Chciałabym żeby pan się zakochał w tej właśnie.
- Mogę tylko przypatrzeć się jak koneser i pokazać wady.
- Proszę pana! O kobietach tak mówić nie można…
- O nauczycielkach wolno.
- Także nie. Wzbronione jest bez zastrzeżeń. Zresztą panna Rudecka jest z dobrej rodziny.
- Chut! Idą już – przerwał hrabia i poprawiając okulary spojrzał badawczo w stronę drzwi.
Weszła Stefcia z Lucią i Waldemar.
Stefci pociemniało w oczach. Tyle głów się zwróciło się do niej, tyle badawczych spojrzeń. Stała jak pod pręgierzem. Rozmowy ucichły. Wszyscy obrzucili dziewczynę badawczym spojrzeniem.
Pani Elzonowska popatrzyła na nią przez swe szpareczki i dość pobieżnie wskazała ją towarzystwu okrągłym ruchem ręki.
- Panna Rudecka – rzekła krótko.
Kilka głów się skinęło nieznacznie. Stefcia zmieszana, skłoniła się wszystkim, nie wiedząc, co ze sobą począć. Pierwszy raz odczuła boleśnie swoje położenie. Darować sobie nie mogła przyjścia do salonu.
- Intruz – przemknęło jej przez głowę, i gdyby nie panowanie nad sobą, wybuchła by płaczem.
Ale w tej chwili podszedł do niej Waldemar, widocznie wzburzony, jednak z dobrze udanym spokojem podał jej ramię i rzekł z wytworną uprzejmością:
- Pozwoli pani, przedstawię ją mojej babce.
Stefcia machinalnie dała się poprowadzić do odległej kanapki. Podniósłszy oczy, zobaczyła pogodną twarz pan Macieja i poważną, arystokratyczną postać księżnej.
Wtem zabrzmiał znowu niski głos ordynata.
- Droga babciu, przedstawiam ci panią Stefanię Rudecką, o której słyszałaś od Luci. Księżna powstała z kanapki i podając Stefci rękę rzekła z ujmującym uśmiechem:
- Bardzo mi miło panią poznać. Istotnie Lucia mi o pani opowiadała. Jest zachwycona swą towarzyszką.
Stefcia zręcznie dygnęła i radośnie się uśmiechnęła. Dziękuję za miłe słowa – powiedziała radosnym głosem, w którym brzmiała otucha. W oczach starej kobiety pojawiło się zaciekawienie. Uśmiechnęła się dotknęła ręką włosów dziewczyny, po czym usiadła wskazując jej opodal stojący fotelik.
Rozpytywała ją uprzejmie o rodzinę i czy jest zadowolona z Luci. Rozmowę podtrzymywał pan Maciej.
Na wszystkich sposób zachowania się ordynata i powitanie z księżną zrobiło wrażenie.
Spojrzeli po sobie zdziwieni.
Księżna Podhorecka wstała podając rękę nauczycielce.
Co to jest i czemu się sufit nie zawali? Zwłaszcza hrabia Treska i hrabina Ćwilecka nie mogli tego pojąć. Hrabina patrząc na księżnę rozmawiającą z jakąś tam boną, wzruszała ramionami. Gniewała się, że Waldemar ją pominął nie przedstawiając Stefci. Nie chodziło jej o osobę, lecz o pominięcie siebie uważała za lekceważenie. Podanie tej nauczycielce ramienia przez ordynata uważała za rażące. Rzuciła kilka spojrzeń na Stefcię, a widząc, że jest bardzo ładna, zaczęła szeptać do męża, który siedział jak mumia. Na dużych ustach miała zjadliwy uśmiech. Do uszu pani Idylli doleciał jeden wyraz maitresse, (nauczycielka, ale także kochanka), lecz udała, że go nie słyszy; poruszając nerwowo brwią, kończyła rozmowę ze swym sąsiadem.
Tymczasem przy małym stoliku panna Rita opowiedziawszy Waldemarowi spór z Treską, usłyszała pochwałę swoich koni. Hrabia zaczął rozmawiać z ordynatem, Rita podeszła do księżnej i żywo podając rękę Stefci, rzekła z wesołym uśmiechem:
- Ponieważ nikt nas nie zapoznał ze sobą, więc ja sama dopełnię tej ceremonii. Margerytka Szeląga we własnej osobie. Pewno pani jeszcze o mnie nie słyszała, bo długi czas awanturowałam się w Wiedniu.
Stefcia powstawszy uścisnęła jej dłoń.
- Owszem Lucia mi o pani mówiła z wielkim zachwytem
- Tak? Widzę, że Lucia, to mały reporter okolicy, wszystkich informuje. Zabieram panią do naszego towarzystwa. Tu grono wielce szanowne, ale u nas chyba weselsze. Ciocia i dziadzio nic nie będą mieli przeciw temu, prawda?
Księżna wytwornie skinęła głową, a pan Maciej rzekł:
- Owszem, wiemy, że pani potrafi zabawić, i tym śmielej polecamy jej pannę Stefanię.

CDN.

Przejdź dalej

Napisz do Redakcji