nr. 54
VICTORIA, BC,
SIERPIEŃ 2014
NavBar

INFORMACJE 
LOKALNE
ważne adresy i kontakty

NADCHODZĄCE IMPREZY
I WYDARZENIA

Piknik
na Beaver Lake
24 sierpnia


ARTYKUŁY

Od Redakcji

W 70 rocznicę
powstania

warszawskiego

Ewa Korzeniowska-
Dziewczyna z
Generacji Z


Bożena Ulewicz-
Na Roztoczu

Szczebrzeszyn

Józef Han-
Dziennik

ciąg dalszy (5)

Lidia Mongard -
Ogórecznik

lekarski

Profesor Kabata
zmarł

Wielka Wojna
w muzeum
RBCM

I Wojna.
Światowa

w pocztówkach

Najazd Wikingów
w muzeum
RBCM

Helena Mniszkówna
Trędowata

odc. 9

Rozmaitości


Indeks autorów

Od Redakcji

Sztuką się człowiek nie naje - pomyślałam sobie niedawno. Ale zacznę od początku.
Więc jak aktor polonijny przyjechał z przedstawieniem monodramatycznym, to organizatorzy spodziewali się przynajmniej do połowy zapełnionej widowni Domu Polskiego. (Wiadomo, że większości artystom na emigracji nie powodzi się zbyt dobrze.)
A tu, w dzień występu jest kilka minut spóźnienia,na widowni 10 osób i pustka odbija się kryształowych żyrandolach. Kawa pachnie, ciasto pysznie kusi, grupka ludzi stoi i gawędzi, część siedzi wyczekująco w pierwszym rzędzie. Pan aktor spoziera zza kulis czy może jeszcze, ktoś dojdzie. A tu dziesięć osób na widowni. Konsternacja. Rumieniec wstydu.
Niepewność. Szepty. Wystąpi? Nie wystąpi? Jednak wystąpi. Mijają kolejne chwile.
W końcu aktor wychodzi na scenę.
Publiczność ciastka wcina, kawę pije. Aktor dramatyczny, choćby nie wiem co, nie będzie „grał do kotleta”. Rozumiem to. I mi go żal. Widzowie ciasto jedzą, więc schodzi ze sceny staje przed widzami i o teatrze zagaduje. W końcu zjedli. Aktor wraca na scenę. Zaczyna się sztuka.
Rzecz dzieje się podczas wojny w opuszczonym przez mieszkańców pałacu, gdzie poznajemy chłopa Jakuba, który pomału przekształca się w dziedzica. Wątek typu „z chłopa król” zaczyna się od spotkania ze zwierciadłem, przed którym bohater przechodzi transformację, podróżując w nie swój świat eksponuje wachlarz ludzkich słabości i przywar.
Momentami pan artysta jest znakomity i przyciąga widza swą ekspresją, ale są też takie chwile w grze aktorskiej, gdzie trudno za nim nadążyć, jakby improwizował. Przedstawienie jednak jest ciekawa i przyzwoicie zagrane.
Żywy teatr, to ciekawe doświadczenie.
Mimo żarliwych oklasków dwudziestu dłoni artysta czuł niedosyt i dlatego nie stanął na wysokości zadania, mimo, że publiczność wstała, nie potrafił ukryć swojego niezadowolenia. Wyszło raczej tak sobie.
Dziś już wszystko okryło się mgłą, został jednak pewien niesmak, ale jak mawia polski premier „Nic się nie stało”.

Świat ma ważniejsze sprawy na głowie. Codziennie ostatnio mówi się o jakiejś wojnie tu i tam w przeszłości i teraźniejszości, dlatego tematyce wojennej jest poświęcona pewna część 54 numeru Stron. Ale mamy też pogodniejsze teksty, a nawet bardzo optymistyczne. Życzę przyjemnej lektury.

Ewa Caputa

  Następny artykuł:

Napisz do Redakcji