nr. 53
VICTORIA, BC,
MAJ 2014
NavBar

INFORMACJE 
LOKALNE
ważne adresy i kontakty

NADCHODZĄCE IMPREZY
I WYDARZENIA

Dzień Dziecka
Dom Polski
1 czerwca

Night in Tropics
Dance
Dom Polski
7 czerwca

Opiekun
Polskiego Domu
Poszukiwany


ARTYKUŁY

Od Redakcji

Przechodniu -
powiedz Polsce

o Monte Cassino

Alicja Babkiewicz -
Instytut Józefa
Piłsudskiego

w Nowym Jorku

Rysiek Rydz-
Szwedzkie wakacje

dla polskich dzieci

Józef Han -
Dziennik

ciąg dalszy (4)

Lidia Mongard -
Wiosenne zioła

melisa
i lubczyk

T. Gierymski
Uri Orlev

pisarz

E. Caputa -
Rodeo w
Luxton
fotoreportaż

Najazd Wikingów
w muzeum
RBCM

Helena Mniszkówna
Trędowata

odc. 6

Rozmaitości


Indeks autorów

Przepisala ECK

Trendowata
nowa wersja cz. 8

Życie Stefci płynęło w Słodkowcach spokojnie. Lekcje, rozmowy z Lucią, muzyka, czytanie spacery, bieganie wypełniało jej każdy dzień.
Panią Idalię Stefcia widywała przeważnie przy stole, w innych godzinach dnia można ją było spotkać w gabinecie. Rozłożona wygodnie na szezlongu lub na bujanym fotelu, czytała, ciagle czytała. Na stolikach, konsolach, krzesełkach walało się pełno dzieł Jakuba Rousseau, Zoli, Dumasa, Bourgeta, nawet Voltaire’a obok Rochefoucaulda i Chateaubrianda. Najwięcej książek francuskich, czasami błysnął Dickens, Walter Scott lub zamajaczył Shakespeare. Niemieckie tomy spotykały się rzadko, z polskich ani jednego. Pani Idalia wystarczyła sobie najzupełniej. Córkę oddała pod opiekę Stefci, rzadko z nią nawet rozmawiała. Ojca odwiedzała jedynie gdy miała dobry humor, grywając z nim w szachy. W takich razach znosiła nawet obecność pana Ksawerego, codziennego partnera.
Bywały dnie, że pod wpływem wrażeń zaczerpniętych z literatury stawała się przesadnie czułą dla córki, ojca, nawet dla Stefci. Z miłym uśmieszkiem wypytywała ją, czy jej czego nie brak i po takim wstępie była przekonana o swej anielskości. Wyjeżdżała często do Szal, do siostry męża, hrabiny Ćwileckiej lub do Obronnego, gdzie mieszkała księżna Podhorecka, babka Waldemara po kądzieli.
Więcej sąsiedztwa Słodkowce nie posiadały, gdzieżby pani Idalia mogła bywać u nich bez uchybienia sobie w jej przekonaniu. Kilka domów ziemiańskich odwiedzało Słodkowce, uważając to za obowiązek towarzyski, a głownie dla dogodzenia własnej ambicji. Pan Maciej przyjmował ich uprzejmie, pani Idalia grzecznie, ale rewizytował ich tylko Waldemar. Pana Macieja tłumaczył wiek, panią Idalię własny pewnik paspurmoi, co wszyscy rozumieli, wmawiając w siebie, że pani Idalia często cierpi na nerwy.
Jadąc do Szal lub Obronnego, wstępowała czasem do sąsiadów będących poza obrębem jej dążeń. Ale nie zapominała nigdy nadmienić, że tylko wstąpiła, jak w jej języku brzmiało: par polittesse. Pani Idalia miała swoje zasady wyłączne. W Słodkowcach goście zdarzali się często, z nieuprzywilejowanych jedni dążyli tam w celu odwiedzenia pana Macieja, innych wiodła próżność, a jeszcze innych nadzieja zastania ordynata. Ten młody magnat i milioner miał na siebie zwrócone oczy całej okolicy. Przedstawiał partię jedną pierwszych w kraju, dla wielu niedoścignioną. To tłumaczyło u niektórych żywą sympatię dla pana Macieja oraz łatwe składanie na nerwy, migrenę niechęci pani Idalii do życia towarzyskiego.
Stefcia pomimo pracy tęskniła za domem. Listy jej nie wystarczyły i ogarniał ją smutek.
Obie z Lucią często widywały pana Macieja, odwiedzając go w jego gabinecie. Stary ten człowiek dziwnie ją rozrzewniał. Miał nadzwyczaj miły uśmiech; rozmawiając z nim doznawała złudzenia, że to nie arystokrata z tej samej sfery, co pani Idalia. Nawet urządzenie jego mieszkania różniło się od reszty pałacu.
Wszystko tu było staroświeckie, ale wesołe i bez sztuczności panującej w wytwornych salonach, urządzonych przed najlepszego we Francji dekoratora wnętrz.
Pan Maciej często siadywał w ogrodowej altanie słuchając czytania Stefci. Lubił jej muzykę. O szarej godzinie grywała mu Chopina i ulubione arie z oper. Stefcia dogadzała staruszkowi, z każdym dniem przywiązującego się do niej więcej. Ale pan Maciej wpadał w melancholię, gdy Waldemar długo nie przyjeżdżał. Tęsknił do wnuka, bo jego wesołość, młodzieńcza postać pełna życia ożywiała starca. Cieszył go widok jedynego potomka ich rodu z linii głębowickiej.
Po tygodniu nieobecności swojego ulubieńca pan Maciej zaczął wpadać w smutny nastrój. Nie bawiły go szachy ani czytanie, ani nawet muzyka Stefci. Sluchał z roztargnieniem nokturnu Chopina, kręcąc się niespokojnie w fotelu, posyłał Lucię do okna, czy nie jedzie Waldemar. Na przeczacą odpowiedź mruczał:
- Co to znaczy? Co to znaczy?...
Gdy Stefcia skończyła grać, podziękował jej i poszedł do siebie.
- Dziadzio dziś smutny - rzekła Lucia – a czy wiesz, dlaczego? Bo Waldi marudzi z przyjazdem. Dziadzio go okropnie kocha.
- Niechby już przyjechał – odrzekła Stefcia.
Lucia poszła do matki, Stefcia do swojego pokoju. Stanęła w otwartym oknie i z rozkoszą pochłaniała oczyma grę promieni słonecznych, dziergających w złote nitki rozpyloną wodę fontanny. Z cichym szumem spadała fala do kamiennego basenu, jak różowo-złota chmura, strzepując drobne kropelki na rosnące obok kwiaty. One zdawały się podnosić spragnione główki, barwne, pachnące. Cdn.

(Ciąg dalszy nastąpi)

Przejdź dalej

Napisz do Redakcji