nr. 38
VICTORIA, BC, wrzesień 2012
NavBar

INFORMACJE 
LOKALNE
ważne adresy i kontakty

NADCHODZĄCE IMPREZY
I WYDARZENIA


Zabawa Halloween
27 pażdziernika


ARTYKUŁY

Jeszcze tu
zawiśnie polska flaga-

wywiad z dyrektorem
Królewskiego Muzeum BC

Jan Antoszkiewicz -
Malowidła Dory Hary


Edward Kamiński -
Nie oddamy nawet guzika

wspomnienie roku 1939

Bożenai Ulewicz -
Ostantia mazurska wieś

reportaż z Mazur

Ludwik Wilczyński -
Polacy na szczytach

recenzja książki

Magdalena Hen-
Pociąg do Nollywood

Afrykańska kinematografia

Rozmaitości


Indeks autorów

Jeszcze tu zawiśnie polska flaga!


Po holu Prowincjonalnego Muzeum Brytyjskiej Kolumbii przechadzają się grupki zwiedzających. Siedzę w wygodnym fotelu przyglądając się wielkiej mapie Brytyjskiej Kolumbii. Z identyfikatorem przypiętym do kurtki czuję się wyróżniona. Punktualnie o 11 podchodzi po mnie sekretarka dyrektora muzeum i prowadzi mnie do windy. Wjeżdżamy na 10 piętro biurowca muzeum. W drzwiach dyrektorskiego gabinetu wita mnie po polsku przystojny mężczyzna w średnim wieku. Jack Lahman, Polak urodzony w Anglii, od marca bieżącego roku jest dyrektorem największej muzealnej instytucji Brytyjskiej Kolumbi. Sciany gabinetu to wielkie okna wychodzące na zachód, na pierwszym planie dachy parlamentu, poza nimi widok na góry i morze zapiera dech. Na biurku leży kilka numerów Stron, na parapecie okiennym stoi CD naszego zespołu the White Eagle Band.

Ośmiela mnie to do zadawania pytań:

Proszę mi powiedzieć jak nasze muzeum ma się w stosunku do innych muzealnych instytucji, które Pan zna. Na przykład do muzealnych placówek w Polsce, gdzie Pan niedawno pracował?
 

W dalszym ciągu pracuję w Polsce i nie tylko. W Polsce jestem przewodniczącym Rady Powierniczej Muzeum Narodowego w Warszawie. Jestem w składzie rady Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku. Jestem w składzie rady Muzeum Miasta Warszawy. Każde z tych muzeów jest inne. Muzeum Narodowe w Warszawie ma bogate zbiory - to malarstwo, numizmatyka rzeźba, archeologia. Muzeum w Gdańsku posiada obiekty dotyczące II wojny światowej. Muzeum miasta Warszawy to Varsaviana, zbiory należące do różnych rodzin, które zostawiały swoje kolekcje dla miasta. W Muzeum Brytyjskiej Kolumbii nie ma jednorodnego zbioru. Tu jest etnografia, historia, ale mamy też bogate archiwum, które można porównać do archiwum narodowego. To archiwum jest bardzo ciekawe. W swojej karierze prowadziłem dużo placówek muzealnych na świecie i zajmuję się takimi instytucjami muzealnymi, które są na ostatnich nogach. Tutejsze muzeum jest dobrze prowadzone. Nikt tu jednak właściwie nie wie, co kryje się za drzwiami archiwum, które stanowi 50 procent zbiorów. Jakie tu znajdują się klejnoty, całkiem nie doceniane. Do tej pory muzeum sprowadzało wystawy.

Dlaczego tak się działo?

Bo to jest łatwiejsze. Jak się organizuje wystawę z tego, co się posiada, to wymaga to ogromnej pracy. Po pierwsze, trzeba naprawdę wiedzieć, co się ma. Po drugie, trzeba wybrać obiekty, zakonserwować je, napisać coś do tego, wpaść na dobry pomysł. My to zrobimy. My to będziemy robić. Więc ja tu przyjechałam, by pomóc tej instytucji, żeby znalazła swój głos. Widzę, że to muzeum ma ogromny potencjał, by stać się większym niż jest obiektem. I to nie w sensie fizycznym, bo nie zgadzam się z planami rozbudowy budynków muzeum. Natomiast jestem za modernizacją. Chcę wprowadzić tu pewne elementy kultury i sztuki i pokazać to inteligentnie, ale żeby to zrobić, to trzeba zmienić mentalność pracowników muzeum. W tutejszym muzeum troszeczkę panowała taka sytuacja, gdzie wszyscy wykonywali świetną pracę, ale właściwie nie byli strategicznie nastawieni na to, co posiadamy; teraz więc muszą zacząć koncentrować się na naszych zbiorach. Czyli musimy nauczyć się wykorzystać swój własny potencjał, który jest niedoceniany.

Czyli, nie będzie Pan sprowadzał wystaw z innych placówek?

Będę, ale trzeba to robić z głową. Filozofia jest prosta: trzeba wyostrzyć optykę na Brytyjską Kolumbię, bo to jest Royal British Columbia Muzeum. Trzeba się więc skoncentrować na tym temacie. Wystawy można sprowadzać, ale muszą być one jakoś tematycznie z muzeum powiązane. Pierwsza wystawa, jaką organizujemy będzie dotyczyła map. Mamy tu w archiwum jedną z najstarszych drukowanych map świata. Gutrenberg wymyślił sposób drukowania w 1439 roku, a my mamy już mapę z roku 1471. Ta mapa tutaj po raz pierwszy zabłyśnie. Potem będą inne wystawy, ale zawsze związane tematycznie z tym, co tu mamy.

Czy powinno się większą uwagę przywiązywać do eksponowania kolekcji etnograficznej, czyli w przypadku naszego muzeum, do sztuki indiańskiej. Czy ona jest Pana zdaniem dobrze eksponowana?

Ten zbiór został wystawiony tragicznie. Tu się nic z tą ekspozycją nie działo przez 47 lat. Eksponaty toną w ciemnościach. Pokazujemy tę kulturę tak jakby ona już nie istniała. Jakby ci ludzie już nie żyli. To jest żyjąca kultura. To wszystko trzeba zmienić, odnowić. Właściwie jak będę teraz w Warszawie, to chcę nawiązać kontakt z muzeum etnograficznym. Może tam znajdę inspirację, choć już mam pewne pomysły.

A jak dużo czasu zajmie Panu modernizacja naszej muzealnej placówki?

Mam pozwolenie żeby tu pracować trzy lata, ale myślę, że mi to zajmie pięć lat. Na to wszystko trzeba oczywiście, zgromadzić pieniądze, ale ja się również specjalizuję w zbieraniu funduszów. Mam doświadczenie. Robiłem to w Południowej Afryce, czy w Ruandzie, w Etiopii,w Kosowie. Obecnie pomagam ministrowi kultury w Rosji. Oczywiście współpracuję tez z ministrem kultury w Polsce. Im też pomagam zbierać fundusze.

Jak nasze muzeum jest obecnie finansowane?

Ta placówka jest utrzymywana przez rząd prowincjonalny, ale też zarabia, choćby sprzedawaniem biletów wstępu. Są one bardzo drogie. Będziemy wiec szukać funduszy, aby zmniejszyć cenę biletów. Od 15 października wprowadzam połowę ceny za wstęp i zobaczę czy ludzie będą zadowoleni i będą licznie muzeum odwiedzali. Niestety jesteśmy za dużym organizmem żeby zaproponować całkowicie darmowy wstęp. Niższą ceną za bilet chcę zachęcać mieszkańców Victorii do częstszego odwiedzania muzeum. Pragnę też zachęcać Polaków, by częściej zaczęli tu przychodzić, dlatego myślę o tym, by zorganizować oprowadzenie po muzeum w języku polskim.

Podobno pragnie Pan się zaangażować w życie tutejszej polskiej społeczności.

Ja często bywam w Polsce. Czuje się związany z Polską. Tutaj też poszedłem do Domu Polskiego. Na zewnątrz siedziało jakieś starsze małżeństwo, mówiące po polsku. Ci Państwo powiedzieli, że w Domu Polskim nic polskiego się nie dzieje, bo wynajmują go Filipińczycy. Pomyślałem, więc trudno, nie znajdę tu Polaków. Ale dowiedziałem się, że jest tu polska msza, więc w niedziele wybrałem się autobusem (nie mam samochodu) na polska mszę. Byłem rozczarowany, bo na mszy było ok. 40-50 osób. Pomyślałem sobie, że mało tu Polaków, a jednak Pan Konsul Krzysztof Czapla, którego gościłem u siebie wraz z Panem Ambasadorem, powiedzieli mi, że Polska społeczność w Victorii jest dosyć liczna. Tak, chciałbym być w kontakcie z Polakami. Mogę wygłaszać jakieś odczyty, na przykład. Współpracuję z Polską. Myślę o tym, by zaprosić tu polskiego ministra kultury, Pana Bogdana Zdrojewskiego. Pragnę też być w większym kontakcie z muzeum w Gdańsku. Chcę z Kanady wyprowadzić parę eksponatów do muzeum w Gdańsku jak ono się otworzy w 2016 roku. W magazynach Narodowej Galerii w Ottawie, znalazłem kilka poloników, których oni nigdy nie będą mieli okazji pokazać, bo nie mają miejsca. To są polskie obrazy, które się znalazły tutaj po wojnie i chcę je wziąć do Polski, by je pokazać w Gdańsku.

A jak to się stało, że zdecydował się Pan studiować historię sztuki i został muzealnikiem? Czy rodzice nia marzyli dla Pana o karierze inżyniera na przykład?

Moi rodzice byli zadowoleni z mojego wyboru. Pamiętam kiedy im to powiedziałem. Rodzice znaleźli się w Londynie po Powstaniu Warszawskim i założyli tam firmę architektoniczną. Od dzieciństwa zwiedzałem z nimi muzea, odwiedzałem wystawy. Studiowałem w Anglii, ale też architekturę i konserwacje w Berlinie. Studiowałem konserwacje w Warszawie, Początkowo miał to być Toruń, ale miałem masę znajomych znajomych Warszawie i się przeniosłem do Warszawy, ale Toruń znam dobrze i bardzo lubię. Może nawet teraz jak będę w Polsce wybiorę się do Torunia.
Tak pojadę tam, bo bardzo dawno nie byłem. W moim życiu, mimo, że urodziłem się w Anglii sa takie momenty, kiedy strasznie tesknię za Polską. Z Anglią nie mam wiele wspólnego. Wychowalam się w Londynie. Londyn nie jest tym samym, co Anglia, tak jak Paryż nie jest tym samym, co Francja. Wszystkie miejsca w świecie są piękne. Pracowałem w Norwegi i w Quatarze; pracuję też w Brazyli. Wlaśnie byłem tam przez 4 dni, bo pomagam burmistrzowi Rio de Janeiro w przygotowaniach do Igrzysk Olimpijskich, chcą wiedzieć jak zmodernizować sposób wystawiania tamtejszych zbiorów. Podobne rzeczy robie dla Quataru, bo pracuję dla rodziny królewskiej, która organizuje tam muzeum. Jestem o tyle inny od innych dyrektorów muzealnych, że pracuję po całym swiecie równocześnie. Ale zawsze pamiętam, że jestem Polakiem. Kiedyś, gdy pracowałem w Kapsztadzie razem z dyrektorem tamtejszego muzeum powiesiliśmy na 3-go maja polską flagę. Tutaj też zawiśnie jeszcze polska flaga. Pracuję nad tym.

W imieniu czytelników Stron, dziękuję bardzo za rozmowę.

Rozmowę przeprowadziła Ewa Caputa

  Następny artykuł:

Napisz do Redakcji