nr. 33
VICTORIA, BC, luty-marzec 2012
NavBar

INFORMACJE 
LOKALNE
ważne adresy i kontakty

NADCHODZĄCE IMPREZY
I WYDARZENIA

Zebranie sprawozdawczo-wyborcze
DOM POLSKI 11 marca


AKTUALNOŚCI 
z Polski, Kanady i Świata

ARTYKUŁY

Od Redakcji
33 numer STRON

Ewa Caputa -
Gołąbek niepotulny

na pożegnanie księdza

Ewa Korzeniowska -
Warszawskie wróbelki


Tadeusz K. Gierymski -
Jan Marian Hemar

w 40 rocznicę śmierci

Magdalena Hen -
Seks, forsa i prawa autorskie
ACTA...

Ludwik Wilczyński -
Himalajski Boom cz.6

o polskich sukcesach
w Himalajach

ECK -
Nowa płyta Cohena

Małgosia walczy o życie
pomoc potrzebna
Bruno Schulz-Wichura
opowiadanie
List MSZ
w sprawie antypolonizmu
Kaplica w Ugandzie
podziękowanie
Rozmaitości

Indeks autorów

Ewa Korzeniowska

WARSZAWSKIE WRÓBELKI

Oglądam album fotograficzny wydany w 1957 roku, zawierający dziesiątki zdjęć z wojennej Warszawy. Wstrząsające dokumenty pokazują miasto w czasie kampanii wrześniowej 1939 r, okupacji niemieckiej, dwóch powstań i później po metodycznym zrównaniu go z ziemią. Na niektórych zdjęciach widać wojenne dzieci: małych nosiwodów, gazeciarzy, listonoszy, sanitariuszki, kilkunastoletnich żołnierzy z karabinami, w hełmach i panterkach, małych łączników i łączniczki. Ich dzieciństwo, tak jak wszystkich dzieci w Polsce w latach 1939- 1945, przypadało na okrutne lata wojny.
Dziecięca wojenna rzeczywistość nie różniła się od koszmarnej rzeczywistości dorosłych, ale tragiczniej ją odczuwały. Dzieciom w tamtej wojnie dano zaznać piekła na ziemi: naloty, łapanki, aresztowania, więzienia, obozy, przymusowa praca, egzekucje, to wszystko składało się na dziecięcą codzienność okresu wojny i okupacji. W czasie trwania obrony Warszawy dzieci walczyły na równi z dorosłymi i jak dorośli ginęły w boju. Ginęły podczas brutalnych transportów, w obozach koncentracyjnych, z powodu pracy ponad siły, z głodu, z wycieńczenia, podczas bestialskich eksperymentów przeprowadzanych na nich przez niemieckich „naukowców” lekarzy.
Jednym z najtrudniejszych przeżyć dla dzieci było rozdzielanie rodzin. Z tej przyczyny zjawiskiem masowym w czasie ostatniej wojny było sieroctwo. Tysiące osieroconych dzieci znajdowało się na terenie warszawskiego getta, wiele z nich udało się uratować poprzez przerzucanie ich na aryjską stronę i znajdowania im nowych aryjskich rodzin. Większość jednak zginęła, jeśli nie z głodu, to w krematoriach. Dzieci aresztowanych lub zamordowanych rodziców bezdomnie tułały się po ulicach. Ginęły z głodu, który nie oszczędzał i dzieci mieszkających z rodziną. Oprócz hitlerowców, podczas wojny, głód był dzieci największym wrogiem, bo Polacy podczas hitlerowskiej okupacji, żyli w nędzy, zwłaszcza w większych miastach no i oczywiście w stolicy.
Los warszawskich dzieci jest tylko niewielkim rozdziałem martyrologii dzieci polskich, żydowskich, romskich w czasie trwania okupacji hitlerowskiej na ziemiach polskich. Dzieci warszawskie w oblężonej stolicy, w okresie powstania w getcie, a potem w czasie powstania warszawskiego 1944 wykazały się bojowym męstwem i doświadczyły okrucieństwa, jakie trudno sobie dzisiaj wyobrazić.
Wraz z wybuchem wojny dla znakomitej większości polskich dzieci skończyło się beztroskie dzieciństwo. Zaczął się okres walki o przetrwanie. Początkowo trudno im było zrozumieć, co to znaczy wojna, widziały tylko zaciemnione okna, dziwny tłum ludzi na ulicach, wychodzących i wracających do miast z tłumokami, naloty, obce wojsko. Szybko nauczyły się schodzić do piwnic, posługiwać się maską gazową, bronią. W czasie kampanii wrześniowej i potem, w czasie okupacji, mali ludzie musieli gwałtownie dorosnąć do sytuacji, w której się znaleźli. Szybko musieli przywyknąć nawet do strachu, który na kilka długich lat zaciążył nad ich codziennością, i wziąć na siebie wojenne trudy.

I ty, mała panienko z ulicy zielonej…
I wy małe harcerki, z miotłami przed bramą
Uprzątacie gruzy po ulicznych kątach
Gdy straszny świst pocisków grał okrutną gamę.
Bo prezydent Starzyński prosił żeby sprzątać.
I ty, taki maleńki z Puławskiej ulicy
Co zginałeś pod czołgiem z butelką benzyny.
Krzycząc: Niech żyje Polska!
I wy, ulicznicy
Gońcy – wierna sztafeta żołnierskiej kantyny.
Wy - mali gazeciarze, co pod granatami
Darliście się ochryple: Kurier Wieczorowy…
Wszystko to wam Warszawa stokrotnie spamięta
Tuląc główki spłoszone na swym sercu krwawym,
Wy, wróbelki Warszawy,
Wy biedne pisklęta – tak nieśmiertelnie wielkie,
W służbie wielkiej sprawy.
(Fragment wojennego, anonimowego wiersza „Wróbelki Warszawy”, który powstał bezpośrednio po oblężeniu stolicy w 1339 r)

Zgodnie z zarządzeniem władz okupacyjnych każde polskie dziecko powyżej czternastu lat miało obowiązek pracy, ale zdarzały się przypadki zaniżania tego wieku. Zresztą dzieci pracowały czasie okupacji nie tylko z powodu nakazu pracy. Pracowały też bez nakazu po to, by utrzymać rodzinę, by zdobyć żywność i opał. Zajmowały się szmuglem, pokątnym handlem i wieloma „dorosłymi” zadaniami. Obecność dzieci widoczna, więc była na ulicach okupywanej Warszawy – słychać było głosy małych gazeciarzy, dziesięcioletni czasem rikszarze nawoływali klientów. Malcy prowadzili pokątny handel żywnością, papierosami. Było to zaradne pokolenie dzieci, które musiały szybko dorosnąć. Głód i nędza powodowały, ze dzieci wyszły na ulice, na dworce kolejowe, na bocznice w pobliżu magazynów i okradały okupanta, by ocaleć, utrzymać się przy życiu. Niestety wiele z nich ginęło podczas takich wypraw z rąk strażników policji kolejowej. Ginęły także od niemieckich kul podczas łapanek i zajść ulicznych i w wielu innych okolicznościach, gdyż każdy kolejny dzień okupacji niósł z sobą zagrożenie.
Oprócz działalności zarobkowej dzieci i młodzież od samego początku wojny uczęszczały do organizowanych w konspiracji szkół na tajne komplety wszystkich szczebli nauczania. Uczestnictwo w każdej lekcji tajnych kompletów groziło śmiercią w razie wpadki, a jednak tysiące dzieci i młodzieży właśnie na tajnych kompletach zdobywało wykształcenie. Wiele z nich działało również w konspiracji, w drużynach podziemnego harcerstwa. Szare Szeregi powstały już 27 września1939 roku. Harcerki i harcerze to późniejsi bohaterowie Powstania Warszawskiego. W Szarych Szeregach dziewczęta i chłopców przygotowywano do prowadzenia walki i sabotażu. Wprowadzono podział na grupy wiekowe. Młodsze dzieci przysposabiano do pracy w służbach pomocniczych jako łączników, sanitariuszy, listonoszy, gazeciarzy; młodzież przygotowywana była do akcji dywersyjnych wojskowych. Dzięki doskonalej organizacji i umiejętnościom zdobytym w konspiracji harcerzom w pierwszych dniach powstania udało się zorganizować pocztę polową, która miała cztery skrzynki pocztowe w Śródmieściu. Siedziba poczty znajdowała się przy ulicy Świętokrzyskiej. Poczta harcerska emitowała własne znaczki i własne kartki pocztowe. Dzięki niej odcięte od powstańców rodziny były z nimi w kontakcie. Mali powstańcy roznosili prasę, listy, żywność i broń, ratowali rannych i gasili pożary, przeprowadzali też ludzi przez kanały. Potrafili biec z meldunkiem pod obstrzałem, przekradając się niejednokrotnie na tereny zajęte przez Niemców. Często sami sięgali po zdobyczną broń.
Dzieci i młodzież – uczestników powstania – Niemcy rozstrzeliwali jak dorosłych. Tych, którzy ocaleli wywozili na roboty lub osadzali w obozach koncentracyjnych. Po upadku powstawiania wielka ich liczba, oderwana od rodzin lub osierocona ukrywała się w dymiących zgliszczach miasta żywiąc się odnajdowanymi przypadkowo resztkami zapasów, pijąc wodę z kałuż, czepiając się skrawków życia.
Zgodnie z rozkazem Hitlera stolica Polski miała zostać zrównana z ziemią. Po masowej ewakuacji żołnierzy powstania i ludności cywilnej, Niemcy przystąpili do metodycznego niszczenia miasta. Wysadzali w powietrze lub palili kwartał po kwartale jego zabytkowe budowle, niszczyli infrastrukturę. W krótkim czasie miasto przypominało cmentarzysko: były to góry gruzu, nad którymi żałośnie sterczały szkielety niedopalonych domów, poskręcane od wybuchów kikuty ulicznych latarni. W te bezludne zgliszcza uśmierconego miasta 17 stycznia 1945 roku wkroczyli żołnierze 1 Armii Wojska Polskiego i Armii sowieckiej. Na ich powitanie wyszli z gruzów zgłodniali, wycieńczeni ludzie w łachmanach, wśród nich było wiele dzieci.
Miasto zaczęło ożywać już następnego dnia. Zaczęli do niego powracać dawni mieszkańcy, by na gruzach znaleźć ślady swojego życia. Nie łatwo było to dla dorosłych, niełatwe dla dzieci. Bo jak mogły nagle powrócić do dzieciństwa małe osoby, które widziały śmierć, gwałty, przemoc, bestialstwo, które przeżyły głód i same musiały sobie radzić, ponosząc odpowiedzialność za swoje czyny. Wojenne dzieci, „Warszawskie wróbelki nie zaznały spokoju wraz z ustaniem działań wojennych, gdyż wtedy zaczęły się kolejne prześladowania i represje, tym razem ze strony władz komunistycznych. Te, które uniknęły represji, z entuzjazmem, ale też i ze strachem wpasowywały się w nową rzeczywistość. Z dnia na dzień zmartwychwstawało miasto, pośród gruzów pojawiły się ulice. Znów zapełniły je mali gazeciarze i rikszarze, którzy wkrótce musieli oddać broń i wrócić do szkoły. Oto jak w książce zatytułowanej „Zbrojne dzieciństwo” opisuje ten moment czternastoletni wówczas Stefan Tomaszewski:
„...jeszcze w czasie lekcji rozebrałem na najdrobniejsze części, odłączając nawet wykładziny, mój pistolet. Wracałem do domu Kruczą i począwszy od Piusa, co pewien czas rzucałem daleko w gruzy po jednej części pistoletu. Nikt nie ma prawa mieć go po mnie”.
Znam kilku byłych małych żołnierzy, którzy dziś są starszymi ludźmi. Za swoją waleczność dziś czują się niedocenieni.

Następny artykuł:

Napisz do Redakcji