nr. 33
VICTORIA, BC, luty-marzec 2012
NavBar

INFORMACJE 
LOKALNE
ważne adresy i kontakty

NADCHODZĄCE IMPREZY
I WYDARZENIA

Zebranie sprawozdawczo-wyborcze
DOM POLSKI 11 marca


AKTUALNOŚCI 
z Polski, Kanady i Świata

ARTYKUŁY

Od Redakcji
33 numer STRON

Ewa Caputa -
Gołąbek niepotulny

na pożegnanie księdza

Ewa Korzeniowska -
Warszawskie wróbelki


Tadeusz K. Gierymski -
Jan Marian Hemar

w 40 rocznicę śmierci

Magdalena Hen -
Seks, forsa i prawa autorskie
ACTA...

Ludwik Wilczyński -
Himalajski Boom cz.6

o polskich sukcesach
w Himalajach

ECK -
Nowa płyta Cohena

Małgosia walczy o życie
pomoc potrzebna
Bruno Schulz-Wichura
opowiadanie
List MSZ
w sprawie antypolonizmu
Kaplica w Ugandzie
podziękowanie
Rozmaitości

Indeks autorów

Ewa Caputa

Gołąbek niepotulny

Miasto deszczem żegna księdza Mariana, myślałam jadąc w piątek 24 lutego, w strugach ulewy na lotnisko w Victorii BC. Przeżył tu z polskimi parafianami sześć lat i dał się poznać jako dobry duszpasterz, patriota. Ksiądz Marian wraca do Polski. Cała polonijna parafia zbierała pieniądze na bilet dla księdza, dołożył się do tej zbiórki Zarząd Polskiego Stowarzyszenia „Biały Orzeł”. Wszyscy z żalem się z nim rozstają. Z żalem żegnali się z księdzem Marianem seniorzy z Koła Seniorów przy Domu Polskim na ostatnim spotkaniu. Chwilkę przed wyjazdem, mamy się jeszcze spotkać, strzelić pamiątkową fotkę.

Ksiądz Marian siedzi w holu odlotow w towarzystwie pana Stanisława Lasaka, który pomagał księdzu w przygotowaniach do podróży, a teraz przywiózł go na lotnisko. Na pogodnej twarzy księdza maluje się zmęczenie, tylko oczy błyszczą z ożywieniem.

- Jaka ta Polska teraz?– zwraca się do mnie – komuniści tam już chyba nie panują? Wie pani, ja byłem niepokorny i trzy razy chcieli mnie komuniści zabić.

Niepokorny pokorny sługa Boży, który walczy z diabłem, tak chyba można z grubsza określić postawę księdza Gołąbka, który bynajmniej potulny jak gołąbek nie jest. Ksiądz Marian wierzy w posłannictwo boskie kapłana i w rację swojego sumienia, a nie w autorytet władzy. Nie miał przez to łatwego życia. Przenoszony często z parafii do parafii, po prostu robił swoje, wykonywał duszpasterskie powinności zgodnie z sumieniem kapłana, niestety najczęściej w niezgodzie z komunistycznymi władzami. Ksiądz Marian wierzy, że ludzie od dziecka powinno się uczyć wiedzy o Bogu, dlatego katecheza to ważna dziedzina jego duszpasterskiego powołania, to również prawo ludzi wierzących. W 1976 roku ksiądz Marian trafił do parafii Klucze, i został oddelegowany do filii parafii w robotniczej miejscowości Jaroszowiec. Ksiądz Marian w napisanej przez siebie książce - broszurce, tak pisze o tej miejscowości:

„Jaszowiec jako osiedle robotnicze został założony w późnych latach dwudziestych przez przedsiębiorcę (kapitalistę), belgijskiego Żyda Małwe. Dla robotników, którym dał pracę w kamieniołomie przy wyrobie cementowej cegły, zbudował kilkanaście domów. Jest interesujące, że był inicjatorem budowy kaplicy dla swoich pracowników. (…) Po wojnie powstały tu dwa duże zakłady przemysłowe: Huta Szkła, i „Szkłobudowa” bazujące na tamtejszych mieszkańcach jako sile roboczej. Dlatego istniała tam wielka potrzeba regularnej troski pasterskiej.”

Tymczasem warunki, w jakich przyszło księdzu Gołąbkowi pracować były nader skromne. Najbardziej dokuczał mu brak klasy na katechezę. Jako duszpasterz niepokorny był bacznie obserwowany przez komunistyczne władze. Mieszkał kątem u ludzi i nawet udało mu się zdobyć zameldowanie w Jaroszowcu, co nie było władzom w smak:

„Okazało się, że przy okazji rozbudziłem na dobre diabła, który jak mi się wydaje i tak już wcześniej obserwował mnie spode łba.”

Ksiądz próbował namówić dyrekcję zakładów, by zezwoliła na budowę klasy. Jego prośby puszczane były pomimo uszu. Opór dyrekcji obu zakładów, i wydziału do spraw wyznań nie stanowiły dla księdza Gołąbka przeszkody. Mógł ustąpić urzędowi w sprawie procesji Bożego Ciała, ale już podroż świętego obrazu Najświętszej Marii Panny, nie mógł ominąć filii jego parafii. Tym bardziej nie zrezygnował z pomysłu zorganizowania godnego lokalu do nauki religii dla 250 dzieci w osadzie. Dzieci odbywały lekcje na stryszku kaplicy, ale musiały tam wchodzić nieomal po drabinie i pomieszczenie było niewielkie. Potem uczył religii w swoim pokoju, ktory służył jako sypialnia, jadalnia i salon i jeszcze dwa razy w tygodniu jako klasa lekcyjna. Było trudno, ale dzięki ciężkim warunkom zbliżył się do dzieci. Poznał rodziny swoich uczniów. Z ich poparciem postanowił bez zgody władz rozbudować kaplicę, ale w połowie władze prace przerwały i nakazały rozebrać konstrukcję. Ksiądz Gołąbek zwrócił się wtedy o pomoc do swojego biskupa, ale ten mu nie pomógł. Ksiądz Marian był sam, jak doktor Judym walczący w pojedynkę, ale postanowił się nie poddać. Władza, to sprawa ludzką, wiara, to sprawa boska. Ksiądz Gołąbek dobrze znał swoje powinności, robił to, co dyktowało mu sumienie duszpasterza zabiegającego o swoje stado, któremu stale zagrażały wilki.
Jeśli nie da się pójść prostą drogą, należy iść drogą okrężną, więc postanowił zastosować podstęp. Oto jak opisuje swoje postępowanie w wydanej przez siebie broszurce:

„ Skoro władza nie dala za wygraną, ja również nie miałem zamiaru się jej poddać. Postanowiłem przygotować elementy sali poza Jaroszowcem i gotowe ustawić na miejscu w jak najkrótszym czasie. Przystąpiłem do rzeczy rozważniej. Zamówiłem drewnianą konstrukcję u cieśli w okolicy Olkusza i zacząłem kupować deski na obicie ścian. Poniżej skarpy, na której ustawiona była kaplica miałem jeszcze wolny skrawek terenu częściowo zajęty szopą na węgiel. Jeszcze w lipcu 1973 roku zwróciłem się do biura notarialnego o określenie stanu posiadania, jeżeli idzie o teren i sporządziłem mapę legalnej własności, aby nie mieć z tej strony trudności w razie rozbudowy kaplicy. (Dodam przy okazji, że szkicowałem już wtedy projekty ewentualnej budowy kościoła w tym kierunku.) Obecnie przy pomocy moich uczniów wyrównałem teren szykując „boisko do gry w piłkę”, co bardzo uradowało tych sportowców. Obsiałem placyk trawą i czekałem na wykonanie zamówionej konstrukcji baraku. U stolarza miałem zamówione drzwi i okna. Niestety cieśla nie dotrzymał terminu i zamiast ciągu wakacji, sala była gotowa dopiero na początku listopada. Cala konspiracja udała się dzięki panującej mgle. Na pytanie, co za stuki słychać z okolicy kaplicy wtajemniczeni odpowiadali: ksiądz poprawia szopę! Ale jak mgła opadła i pokazał się efekt tego poprawiania zjawiła się oczywiście milicja.”

Władze chciały zmusić księdza, by rozebrał swoja budowlę, salę katecheczną, która powstała niezgodnie z prawem budowlanym, bez uzgodnienia z władzami. Ksiądz odwoływał się do kolejnych instancji władzy świeckiej i kościelnej w obronie praw swoich wiernych, niestety z nikąd nie uzyskał poparcia, nawet w biurze kardynalskim. Grożono mu sądem. Nalegano na niego, by rozebrał barak i wtedy ksiądz Gołąbek zdecydował się na krok ostateczny:

„Po ostatecznym nakazie rozbiórki sali, jak otrzymałem od wojewody Katowic powiedziałem, że jeżeli wbrew naszej woli władze dokonałyby rozbiórki sali – robotnicy z Jaroszowca nie pójdą do pracy! Było to przed Radomiem.” Władza skapitulowała.

Determinacja księdza Gołąbka była nieugięta, obronił istnienie sali lekcyjnej, ale sam na rządanie władz świeckich został przeniesiony karnie do innej parafii, w której też podejmował walkę z komunistycznym diabłem. Potem przenoszono go jeszcze kilka razy za niesubordynacje. Gdy powstał NSZ „Solidarność” ksiądz Marian zaangażował się w jego działalność, pomógł nawet ludziom w swojej parafii założyć Koło Solidarność Rolników! W grudniu 1981 roku został internowany. Po zwolnieniu był prześladowany, grożono mu. Dwadzieścia lat temu przyjechał do Kanady i tu służył Bogu i Polakom uwrażliwiając ich na wiarę i patriotyzm.

Wyciągam aparat, robię księdzu kilka zdjęć. Wydaje się być opanowany, zadowolony.

- Jakie ksiądz ma przesłanie dla swoich parafian, którzy tu zostają? – zadając to pytanie widzę zadowolenie rysujące się na jego twarzy.
- Proszę im ode mnie powiedzieć, by nie zapominali o godności Polaka.

*

Jak się dowiadujemy ksiądz Marian szczęśliwie dotarł do Kielc.

  Następny artykuł:

Napisz do Redakcji