nr. 29
VICTORIA, BC,
październik 2011
NavBar

INFORMACJE 
LOKALNE
ważne adresy i kontakty


NADCHODZĄCE IMPREZY
I WYDARZENIA

W DOMU POLSKIM

Jerzy Zelnik
100-lecie urodzin
Czesława Miłosza
21 października

Walne zebranie
23 października

Zabawa Halloween
gra Kumbia
29 października


ARTYKUŁY

Ewa Caputa -
Zrozumieć Poetę
100-lecie urodzin
Czesława Miłosza


Paweł Romaniszyn -
Polska Ziemia w Ugandzie

Reportaż z Afryki


Irena Siemiątkowska -
Ach żęby znów do szkoły
Kolejny rok działalnosci
polskiej szkółki


Magdalena Hen -
W Tajlandii rosną
pieprzowce
Reportaż


Andrzej Jar -
Czerwiec,
wtorek rano
Opowiadanie


Ewa Caputa -
Przeżyj to sam
Rozmowa z
grupą Lombard


Koncert grupy Lombard
Dom Polski, 18 września
fotoreportaż


Rozmaitości

Ewa Caputa

Przeżyj to sam
rozmowa z zespołem Lombard

Złote światło zachodu zalewa ulice gdy wchodzę do lobby „Swans Hotel” w Victorii. Czekając na windę myślę o wczorajszym koncercie w domu Polskim. To była impreza! Ale dali czadu! Ostatnio rzadko goszczą u nas polscy artyści. Kiedyś, gdy kanadyjski dolar lepiej się wymieniał, występowali tu częściej, ale nigdy jeszcze Polonia nie gościła u siebie rockowego zespołu tej klasy co grupa Lombard.

Pokój zamieszkiwany przez artystów, to wygodny dwupoziomowy apartament z niewielką kuchenką. Swobodnie mieści się w nim 6 osobowa grupa. Gratisowe mieszkanie dla zespołu zapewniła menadżerka hotelu, pani Janina Ceglarz.
W pokoju zastaję solistkę zespołu Lombard, Martę Cugier, która jest również rzecznikiem prasowym zespołu, oraz jego akustyka, Mirka Wdowczyka.
– Podoba nam się wasze miasto – mówi Marta na powitanie.

– Jak spędziliście dzisiejszy dzień?

– Po raz pierwszy od dawna sami zrobiliśmy prawdziwe śniadanie. A potem bez pośpiechu, zamiast gdzieś biegać, kupować, spędziliśmy dzień na luzie wysiadując na ławkach i ulicznych kafejkach wczuwając się w atmosferę. Dzień odpoczynku w Victorii to dla nas luksus. Ostatnio nie opuszczał nas stres. Życie w trasie jest trudne, a jeszcze na dodatek okazało się, że dwie osoby z zespołu mają stare paszporty i nie mogły wiecheć do Kanady. W Seattle było nerwowo, załatwialiśmy dla nich wizy – opowiada Marta, – w końcu się udało i mogliśmy do was przyjechać.

– A jakie wrażenia z wczorajszego grania w Domu Polskim?

– Graliśmy w sobotę w Vancouver, tam była znacznie większa publiczność, ale wy reagowaliście żywiołowo. Choć na początku z przerażeniem patrzyliśmy na krzesełka stojące w rzędach. No, ale udało nam się rozruszać publiczność.

– To chyba dzięki energii, którą naładowane było wasza granie. Ludzie ją poczuli i nie mogli usiedzieć. To wasze kawałki sprawiają, że publiczność chce razem z wami wyrażać emocje. Emanujecie energią.

– Dziękuję, że tak mówisz – my zawsze na koncertach dajemy z siebie wszystko, nawet w takich warunkach jak wczoraj. Jesteśmy profesjonalistami. Wczoraj grało nam się dobrze, mimo, że w tej sali było fatalna akustyka. Mirek dwoił się i troił żeby uzyskać jak najlepsze brzmienie. A wasza reakcja nam w tym pomagała.

– Polonia w Victorii, to mała publiczność, a jednak graliście tak, jakby słuchaczy było tysiące, chyba jednak rzadko występujecie tak kameralnie?

– Tak, przeważnie grywamy dla dużej publiki. Jesteśmy grupą rockowa, a nie salonową. Nie gramy na bankietach i przyjęciach. Na nasze koncerty zwykle przychodzą tłumy, przychodzą dla muzyki, a nie na show – mówi Marta.

I rzeczywiście, ubrana na czarno grupa nie próbowała sztuczek, by rozbawić publiczność. Na tle filmowych obrazów z najtragiczniejszych momentów PRL, grała w skupieniu, przez muzykę nawiązując kontakt z widownią. Energetyczna muza. Silny głos wokalistki. Mocne teksty. Podniósł się poziom adrenaliny publiczności poruszonej wibracjami brzmienia Lombardu. Wielu nie mogło usiedzieć na miejscu. Przecież przeżywali to sami. Uczestniczyli koncercie rokowym z czasów swojej młodości.

Lombard, istniejący od 1980 roku ma wierną grupę fanów w różnym wieku – słuchają ich rodzice i dzieci. Podczas przerwy zapytałam młodzież, co myślą o tej muzyce.

– Znam tę grupę, bo mamy w domu ich płyty. Mój Tato ich słucha. Mnie się też podobają – powiedziała Natalia.

– To dobry klasyczny rock & roll. Lubię taki – dodał Artur.

Liderem Lombardu od 30 lat jest Grzegorz Stróżniak. Pozostali muzycy grają z nim od kilku lat. Są o pokolenie młodsi. Nie pamiętają zbyt dobrze stanu wojennego, za to mają wyrobione opinie na temat współczesnej Polski.

– To już nasz ostatni koncert tego tournee. Mieliśmy grać jeszcze w kilku innych ośrodkach polonijnych, ale się nie udało. Wracamy do Polski, a tu za chwilę wybory i tak naprawdę nie mamy, na kogo głosować. To nie tylko jest nasz problem, to problem całego naszego pokolenia. Jesteśmy muzykami, mamy rodziny, musimy je utrzymać. Tyramy w kilku robotach, ciągle w biegu i nie jesteśmy w Polsce wyjątkiem. Tak ma większość naszych rówieśników. Nasi rodzice mieli trudno, żyli w komunizmie, byli w „Solidarności”. Mamy szacunek dla tamtych czasów i ludzi walczących o wolność Polski. Wiadomo jednak, że nie takiego kraju chcieli. Dlatego, występujemy w obronie etosu tamtych idei – mówi Mirek.

Lombard od kilku lat występuje z koncertem zatytułowanym “W hołdzie Solidarności”, autorstwa między innymi piszącej teksty, Marty Cugier i kompozytora, Grzegorza Stróżniaka, z okazji 30-lecia powstania w Polsce wolnych związków zawodowych.

– Zrobiliśmy ten koncert, bo zainspirowali nas do tego znajomi z „Solidarności”, a prezes IPN, ŚP. Janusz Kurtyka – namawiał nas do realizacji tego projektu. Janusz był naszym przyjacielem, dlatego tragedia smoleńska bezpośrednio nas dotknęła; zginęło w niej kilku naszych przyjaciół, wielu najznakomitszych ludzi i mamy na jej temat bardzo konkretne zdanie. Strona polska zawaliła sprawę. Dlaczego tyle ważnych osobistości świata polityki wsiadło do jednego samolotu? To wbrew protokołom. Tak nie robi się nigdzie na świecie, żeby generałowie i najważniejsze osoby w państwie leciały jednym samolotem. A co byłoby gdyby to na terenie polskim rozbił się amerykański samolot z prezydentem na pokładzie? – Czy wierzysz w to, że Amerykanie pozwoliliby Polakom prowadzić śledztwo? – Mówi Marta.

– Coś po drodze do demokracji w Polsce się zagubiło – dodaje Mirek. Dużo młodych ludzi tak myśli.

– Dlatego, mimo, że nagrywamy inne rzeczy, koncert „W hołdzie Solidarności” ciągle cieszy się ogromnym powodzeniem – wyjaśnia Marta - bo opowiada o czasach, w których troska o Polskę była prawdziwa.

- Szkoda, że tu na antypodach pozostają przeważnie polskie koncerty na DVD. Chciałoby się tu częściej słyszeć coś na żywo – mówię z żalem.

– Być może wiosną w przyszłym roku znów przyjedziemy do USA i Kanady. Chcielibyśmy również u was zagrać ten koncert. Podoba nam się tutaj, dobra publiczność, no i super kawałek świata.

Gdy wychodzę z Swans Hotel, jest już ciemno, tylko na zachodzie, tuż nad horyzontem, zorza rozsypuje iskry na powierzchni wody.

Następny artykuł

Napisz do Redakcji