nr. 26
VICTORIA, BC,
styczeń 2011
NavBar

INFORMACJE 
LOKALNE
ważne adresy i kontakty


NADCHODZĄCE IMPREZY
I WYDARZENIA


ARTYKUŁY

Edward Kamiński -
Co to nieporobiło się

Edward Kamiński

Co to nieporobiło się na świecie
czyli rozmyślania ponoworoczne

Co to nieporobiło się – jak powiadają zakopiańscy górale, którzy nie wiadomo dlaczego pomieszali stwierdzenie z zaprzeczeniem. Mniejsza z tym, wiadomo, o co chodzi, a chodzi o to, że z początkiem nowego roku zwykle nachodzą nas wspomnienia z nieodłącznym zdziwieniem – jak ten czas leci i co to nieporobiło się.
Od kiedy wynaleziono maszynę parową, telegraf bez drutu, a nawet z drutem, według mego starszego sąsiada, chociaż w moim wieku, świat zwariował z kretesem, pędzi na zatracenie. Nie zaprzeczam, bo w tym pędzie czas – wydaje się – nabrał niebywałego przyspieszenia. Jeszcze nie tak dawno oniemiałem z zachwytu nad geniuszem wynalazczości, kiedy to po raz pierwszy usłyszałem głos w słuchawkach radia kryształkowego. Cóż to był za cud techniki! Słuchawki podłączone przewodem do srebrnoszarego kryształka wielkości grochu, jakaś szpulka cienkiego drutu i antena. Nic to, że szum i trzaski zagłuszały przemowę jakiejś ważnej osobistości. Głos dochodził tu z odległej kilkaset kilometrów Warszawy, stolicy Polski. Mieszkaliśmy wówczas w zapadłym zakątku Wołynia. Do najbliższego dużego miasta jechało się 10 godzin bryczką po niemiłosiernych wybojach polnych dróg. Miałem wówczas pięć lat. W domu było radio. Mała skrzynka z dwoma pokrętłami, zasilana prądem akumulatora odbierała jeden program. Co pewien czas akumulator trzeba było podładować za siódmą rzeką, gdzie już doprowadzono prąd. Codziennie rozlegał się hejnał z wieży Mariackiej w Krakowie. Zwyczajne radio nie wzbudzało jednak u mnie tyle emocji. Było w domu, od kiedy zacząłem spostrzegać otaczający świat, czyli od zawsze. Co innego radio kryształkowe.

W ubiegłym roku Polskie Radio obchodziło 85-lecie istnienia. Zaczęło się od słów marszałka Józefa Piłsudskiego w 1924 r.: „Stoję przed jakąś dziwaczną trąbą i myślę, że głos mój może się oddzielić ode mnie i pójdzie gdzieś w świat beze mnie, jego właściciela. Zabawne pomysły maj ludzie” – mówił do mikrofonu, równie zdziwiony jak ja, pięciolatek, 11-cie lat później. 1 lutego 1925 roku w Warszawie, nadawano pierwszy, próbny program radiowy. Postęp był niesłychany, 18 sierpnia powstała spółka Polskie Radio, a regularną emisję rozpoczęto w kwietniu 1926 r. Pierwsze programy nadawano z nadajników małej mocy, a zamierzano zradiofonizować nawet najbardziej zapadłe rejony kraju. Radioodbiorniki dla większości były za drogie. W 1931 r. prosty, dwulampowy odbiornik, kosztował 160 złotych. Częściowo, z pomoącą przyszła Państwowa Wytwórnia Łączności masową produkcją odbiornika detektorowego o nazwie „Detefon”.

To najprostsze radio słuchawkowe kosztowało 39 złotych i sprzedawano je na raty. Do wybuchu II Wojny Światowej wyprodukowano 500 tysięcy takich odbiorników. Dużym skokiem w rozwoju polskiej radiofonizacji było oddanie do użytku w 1931 r. w Raszynie pod Warszawą najsilniejszej stacji nadawczej na kontynencie europejskim. Polskie Radio uzyskało zasięg międzynarodowy. Zapowiadano transmisję po polsku, francusku i niemiecku.
Pamiętam jak dziś (w starszym wieku lepiej pamięta się, co było kilkadziesiąt lat temu), gdy zaczęto przebąkiwać o wojnie. Cała rodzina ślęczała przy odbiorniku nasłuchując komunikatów zaczynających się od: „Tu Polskie Radio Warszawa” - W sejmie, przy hucznych oklaskach posłów mówił minister spraw zagranicznych Józef Beck: „My Polacy nie znamy pojęcia pokoju za wszelką cenę”. Powtarzane hasła – „Silni, zwarci, gotowi!”; „Nie oddamy nawet guzika!” - napawały optymizmem. 1 Września 1939 roku, radio nadawało już komunikaty wojenne, ja zaś na wszelki wypadek upatrzyłem sobie bezpieczny schowek pod łóżkiem. Kilka dni później umilkł zniszczony nadajnik stacji w Raszynie. Można było jeszcze odbierać stacje zagraniczne, ale 17 września na wschodnie tereny Polski wkroczyła Armia Czerwona. Obdartusy z karabinami na sznurku wyzwoliły nas z pod panowania burżuazji i kapitalistów. Przy okazji wyzwoliły od radia, które musieliśmy odstawić do dyspozycji wyzwolicieli. A był to już odbiornik – ostatni krzyk nowoczesnej techniki, z automatycznym odbiorem stacji na całym świecie, za naciśnięciem guzika.

Radio kryształkowe utrwaliło się jednak w pamięci bardziej, częściowo z powodu zwariowanych „wynalazków” starszego nieco ode mnie kuzyna. Narwaniec stale szukający guza wpadł na szatański pomysł niby aparatu kryształkowego ze słuchawkami własnej konstrukcji. Dwie łuski po nabojach karabinowych połączył przewodami z dynamem wojskowego telefonu polowego, pozostałości po walkach z bolszewikami w 1920 r. Chętnych do usłyszenia Adolfa Hitlera – jak ogłaszał –nie brakowało, należało tylko wsadzić do uszu te niby słuchawki. Pokręcenie korbką dynama wzniecało silny ładunek elektryczny powodując szok. Dopóki „słuchaczami” byli rówieśnicy szkolni kończyło się płaczem albo bójką, namówił jednak też miejscowego, nie w pełni rozwiniętego umysłowo osiłka. Ten po pierwszym szoku, wpadł w szał, wyrwał z najbliższego wozu orczyk i gonił niefortunnego autora pomysłu przez pół miasteczka. Byłby go dopadł. Mogło skończyć się tragicznie gdyby nie interwencja kilku mężczyzn, którym też się przy tym oberwało.

X X X

Ludzie! Telewizja! Tego jeszcze świat nie widział! Dziesięć lat przed żywiołowym rozwojem telewizji 1946 roku, Darryl Zanuck - prezes studia filmowego 20th Century Fox zawyrokował: „Nikt długo nie wytrzyma gapienia się każdego wieczora w pudło z ruchomymi obrazkami”. Trafił jak kulą w płot.
Pierwsze telewizory były rzadkością. Szczęśliwi posiadacze chcąc się pochwalić przed znajomymi i sąsiadami zastawiali na siebie pułapkę. Sąsiedztwo waliło gromadnie z własnymi krzesłami żeby zobaczyć ten cud techniki. Drzwi się nie zamykały. Głos płynący z radia był „normalką”, jak chleb powszedni, ale głos i obraz w jednym pudle? Toż to panie niemożebne, no popatrzcie się ludzie, a to dopiero – kiwano głowami ze zdziwienia. W tych pierwszych zgromadzeniach przy telewizorze do fonii nie przywiązywano większej uwagi. I tak nic nie było słychać, wszyscy się przekrzykiwali, naraz komentowali, wszyscy upominali wszystkich o ciszę. Co innego wizja.

Nic to, że w tych pierwszych telewizorach ekran był - jak mówiono – nie wiele większy od dziurki do klucza. Nic to, że czarno-biały obraz migotał i zanikał. To był następny milowy krok postępu techniki, który miał zmienić świat. Nie da się zaprzeczyć, że zmienił. Zmienił się też telewizor. Ekran z bajecznie kolorowym obrazem rozrósł się do prawie 2 metrowej szerokości. Inny jest też i stosunek do niego. Większość osób, nawet znacznie młodszych ode mnie, w chwili urodzenia zastała go w domu. Był, więc takim samym sprzętem wyposażenia jak lodówka, kuchenka, stół i krzesła. Zdecydowana większość nie może sobie nawet wyobrazić, że mogłaby obejść się i żyć bez niego.

Zdumienie, ale raczej powściągliwe, budzą już tylko nowe typy telewizorów emitujących obraz trój-wymiarowy (3D), kiedy akcja np. filmu „wychodzi” z ekranu i toczy się wokół widza. Dopiero co, zaczęła się rewolucja technologiczna telewizji wysokiej rozdzielczości HD. W Europie zakupiono zaledwie 20 milionów tych odbiorników. Jedni nie zdążyli jeszcze wymienić starych telewizorów kineskopowych na nowe, drudzy nacieszyć się obrazem HD, a już kampanie reklamowe wmawiają im znacznie droższe nowości.
Jak dotąd tylko kilka stacji na świecie oferuje sygnał 3D – po jednej we Francji, Wielkiej Brytanii i USA. Próby podejmuje też Dutchsche Telekom. Nowa generacja TV dopiero się zaczyna, produkcja filmów trójwymiarowych jest jeszcze w powijakach. Wiceprezes amerykańskiego kanału ES PN, Bryan Burns, twierdzi jednak, że przyszłość telewizji należy do systemu 3D. Za cztery lata, co czwarte gospodarstwo w USA i Europie będzie miało odbiornik nowej generacji. Jak zwykle wszystko przekłada się na pieniądze. Największe firmy: Sony, Panasonic, Samsung. Planują sprzedaż łącznie w bieżącym roku 15 milionów telewizorów 3D.
Badania wykazują, że naturalny cykl użytkowania telewizora trwa 8 lat, wiele osób odłoży zakup zwłaszcza, że już na horyzoncie pojawia się nowy system 3D, w którym obraz będzie można oglądać bez uciążliwych i drogich okularów. Zaczekam z zakupem aż miną horrendalne ceny nowości i do czasu aż nastąpią pozytywne zmiany programowe w reakcji na powszechne już głosy krytyczne: 200 kanałów, a zaledwie tylko kilka daje się oglądać bez ochoty rzucania w ekran butem lub czym popadło. Reszta to chłam i reklamy przerywane głupawymi filmami. Masówka z Hollywood ogłupiająca odbiorców.

X X X


Nie wiedzieć, kiedy wdepnęliśmy w erę komputerów. Komputer opanował wszystkie dziedziny życia. Nawet nie można się przyznać, że jeszcze go nie mamy, żeby nie wypaść na dziwoląga. Cała współczesna cywilizacja oparta jest na komputerze, a był prawdopodobnie najbardziej nieprzewidzianym fenomenem dwudziestego wieku. Przypuszczano, że światowe zapotrzebowanie nie przekroczy kilku egzemplarzy do obliczania stawek ubezpieczeniowych. Trudno się dziwić skoro komputer wówczas, oparty na lampach radiowych, miał objętość kilku budynków wielopiętrowych. Z roku na rok, komputery nieustannie ulepszane, gwałtownie zmniejszały się. Mimo to nawet jeszcze w roku 1977, Ken Olsen, założyciel amerykańskiej firmy informatycznej Digital Equipment Corporation sądził, że: nie przydadzą się do użytku domowego.
Dzisiejszy telefon komórkowy to też miniaturowy komputer. Do niedawna jeszcze byłby wielki jak szafka kuchenna. Jak wielkiego postępu dokonano w ostatnich latach? Wystarczy powiedzieć, że to co drugi przechodzeń na ulicy trzyma przy uchu, ma więcej mocy obliczeniowej niż w latach 60-tych cała NASA, która wysłała rakietę z człowiekiem na Księżyc.
Przy takim postępie miniaturyzacji, za 20 lat komputery opanują wszystko – twierdzi Michio Kaku, fizyk teoretyczny pochodzenia japońskiego, popularyzator nauki i futurolog. Miniaturowe komputery wielkiej mocy będą w ścianach, w naszych ubraniach, wewnątrz nas. W ślad za tym wszechobecny będzie Internet, nawet w soczewkach kontaktowych. Mrugnięciem oka połączymy się z siecią. Trwają prace nad ulepszeniem automatycznego tłumaczenia. Nie znasz języków obcych? Nie szkodzi, w dowolnym miejscu na świecie poradzisz sobie w każdym języku. Okulary lub soczewki przetłumaczą w formie napisów. Nawet tam gdzie i król na piechotę chodzi nie schronisz się przed komputerem. Już dziś siedzisz na tronie produkcji japońskiej, a on mierzy ci ciśnienie, zawartość krwi w twoim alkoholu, sprawdzi puls i temperaturę, podmyje, uperfumuje od spodu. Nie należy tylko schylać się nad nim, bo jeszcze nie rozróżnia dokładniej dolnej części anatomii od twarzy. Na zakończenie posiedzenia ukryte kamery sprawdzą i przekażą gdzie trzeba, czy przypadkiem nie zamierzasz podłożyć bomby pod ten wynalazek.
W tej pełnej szczęścia skomputeryzowanej teraźniejszości są też i negatywy. Komputery jak żadne z dotychczasowych wynalazków elektronicznych podzieliły ludzi na młodych, którzy nadążają za postępem i tych ze starszego pokolenia, którzy czując się wykluczeni, podchodzą do komputera „jak pies do jeża”. Starsi skarżą się, że wszystko jest dla młodych, którzy zaczęli stukać w klawiaturę wkrótce, gdy przestali raczkować. Producenci komputerów i programów projektują je tak, jakby wszyscy odbiorcy mieli, co najmniej doktorat z elektroniki. Aby pozyskać osoby starsze, których ze względów demograficznych będzie przybywać, potrzeba rozwiązań znacznie uproszczonych. Osoby po pięćdziesiątce, nawet te, które ukończyły specjalne kursy, po tygodniu czy dwóch zapominają działania. Potrzebują więc, komputera, na którego monitorze, dla żądanego programu, wydzielone miejsce będzie instruowało: gdzie kolejno przycisnąć na klawiaturze i kiedy kliknąć myszką.
Nie spotkałem się w Kanadzie z badaniami, jaki odsetek seniorów korzysta z Internetu, (a może przeoczyłem.). Posłużę się, więc opracowanym ostatnio w Polsce, który podaje, że 40 proc. osób w wieku 50 lat i powyżej ma dostęp do komputera i Internetu, ale korzysta z niego tylko 21,6 proc. Ponad trzykrotnie więcej , bo aż 71 proc. korzystających z Internetu to osoby młodsze. Głównym ograniczeniem u osób starszych jest niska motywacja do korzystania z sieci, mała wiedza o jej zastosowaniach oraz obawy wynikające z tej niewiedzy.
Przykładem „radosnej” twórczości lecz tylko dla młodzieży są telefony, iPhony. Tam już jest wszystko prócz prostoty. Zamiast tych zwariowanych gier i Bóg wie, co jeszcze, zamiast pudełka żeby mieć fun, starszym osobom potrzebne jest zwykły telefon przenośny, żeby mogli zadzwonić do domu by przypomniano im, co mieli kupić lub załatwić. Staruszek czy staruszka przy nadmiarze przycisków robi kilka pomyłek, denerwuje się i ma ochotę cisnąć telefonem o ziemię.
Nawet dzieci mają swój komputer. Ostatnio firma Pee Wee PC wyprodukowała laptopy dla dzieci, odporne jak niemal czarna skrzynka samolotowa. Najmłodsi mogą tłuc się nim po głowie, wylać mleko na klawiaturę i rzucać na podłogę. Starszą generację konstruktorzy jak na razie ignorują. W miarę dalszego rozwoju komputerów poziom zagubienia i stresu będzie wzrastał. Tymczasem krok po kroku posuwają się prace nad konstrukcją komputerów czwartej generacji, zdolnej do stworzenia sztucznej inteligencji. Ta rewolucja technologiczna nie wiadomo, czym się skończy. Futurolog Igor Bestużew-Łada np. przewiduje, że najwyżej za 20 -30 lat zmienimy się bardziej niż w ciągu całego tysiąclecia. Dla podboju kosmosu – stałych wysiłków człowieka – potrzebny będzie cyborg. Wyposażony w sztuczny mózg, czyli człekopodobny stwór, odporny na ekstremalne temperatury, ciśnienie, brak tlenu i czegokolwiek, co jest konieczne dla życia istoty ludzkiej. Istnieją obawy, że sztuczny człowiek z czasem zacznie nas traktować jako istoty niedoskonałe i eliminować. „Bad news” wystarczy, by chciało się powiedzieć jak w dowcipie czeskim kiedy budowano socjalizm:
Prelegent w czasie mitingu mówił do zebranych:
- Za 25 lat komunizm opanuje cały świat.
- Ja się nie boję, ja mam raka – odzywał się ktoś na sali.

„Good news” natomiast jest to, że nie będą robić z nas konserw, bo w przeciwieństwie do człowieka, miast schabowym z kapustą zadowolą się porcją ładunku energetycznego.
Zapowiedzią, co nas czeka są na razie tajne cyborgi próbne. Żyją wśród nas, wyglądają jak normalni ludzie, nie sposób ich rozpoznać. Cyborgi nie mają duszy, a więc i normalnych odczuć współczucia, wzruszeń, potrzeb współżycia ze społeczeństwem ludzkim. Najczęściej ukrywają się przebrani za ważne osobistości rządowe, za bankierów, albo za tak zwanych financial advisers. Wielu z nich dorabia się wyroków i po 10 lat, ale już po pięciu wychodzą. Niektórzy zaprogramowani do obrony kraju, wojują kilkanaście tysięcy kilometrów od jego granic.

Nie zamartwiajmy się jednak na zapas. Może cyborgi nie zdążą nas opanować. W roku następnym ma nastąpić kolejny koniec świata. Tak zwane proroctwo Oriona przewiduje liczne kataklizmy. Z powodu szczególnego układu planet, zdarzających się raz na 12 tyś. lat, dokładnie 12 grudnia 2012 poruszą się góry, wyleją morza, wyłonią się nowe lądy, a część ziem zaleją oceany. Wiedzieli o tym już bez komputerów Majowie. W ich kalendarzu z tym dniem kończy się cykl życia planety zwanej “Światem”, zaczyna się kolejny cykl “Świata” i nowy rozwój ludzkości. Nie wiadomo tylko czy ta nowa ludzkość to będą cyborgi.
Mimo wszystko w nowym roku zachowajmy resztki optymizmu. Nie przyjdzie to nam łatwo, bo „Bad news” zewsząd atakują. Oto w ostatnim dniu starego roku, kiedy cieszyłem się zbliżającym wieczorem sylwestrowym nadeszła okropna wiadomość. Zespół amerykańskich naukowców z Cornell University’s Computational Synthesis Lab (CCSL) pracuje nad drukarką 3D, która używając jadalne „tusze” będzie
drukowała pożywne dania. W „ciche dni”, żony będą mówiły – obiadek wydrukuj sobie sam. Sprawa jest poważna! Nie wiem jak długo uda mi się zataić to przed żoną. Czytelnicy „Stron” proszeni są o zachowanie wiadomości wyłącznie dla siebie. Co to nieporobiło się na tym świecie!

  Następny artykuł:

Napisz do Redakcji